Strona Główna

"Zrealizowano dzięki wsparciu finansowemu miasta Bydgoszczy."

Wszyscy rodzimy się szaleni. Niektórzy już tacy pozostają. Samuel Beckett.

"Historia Otisa" 

 

Rok 2028. Lato.

Moulin Rouge  tonął w słońcu. Spędził w nim prawie 8 lat, razem z Emi. Pamiętał dzień , kiedy szukając pomysłu na życie, po PePe, trafili właśnie  tutaj, do byłej ekskluzywnej knajpy z przerośniętą w stosunku do paryskiego  oryginału repliką czerwonego wiatraka nad nią.  Od razu przypadł Emi do gustu. Pasował do jej  wyobraźni, kotów i pasji wypalania porcelany.

Najszersza część, na dole, z kameralnym pubem i sceną była  foremnym cokołem z dziwaczną architekturą ścian  potrzebną do utrzymania kolosa. Wystający , półkolisty szyld  na froncie był misternym dziełem jakiegoś speca od metalu i szkła . Po odpaleniu napisu MOULIN ROUGE cały młyn wyglądał zjawiskowo z podświetlonym obracającym się wiatrakiem,  jak wejście do innego świata . Dawno  temu był tu tętniący życiem  klub, dzisiaj     – cisza, najlepszy komentarz wszystkiego dookoła, martwy punkt bez przyszłości, bez muzyki, ludzkiego gwaru, zgiełku różnych możliwości .  To nie jedyne  miejsce, wszędzie tak jest. Przy każdym wjeździe do miasta można postawić tablicę z napisem Moulin Rouge bo wszędzie jest martwy punkt zwany cywilizacją.

Postanowili zamieszkać nad starym pubem ze względu na piękno górzystej okolicy  i okna z widokiem na cztery bardzo stare , wysokie  drzewa   , z  potężnymi na kilka pięter koronami. Stały obok siebie wzdłuż chodnika jak jakieś archaiczne olbrzymy pilnujące Moulin Roug. Były naprawdę wielkie. Porośnięte gęsto liśćmi , z grubymi oddalonymi od siebie  gałęziami ,wyglądały jakby toczyło się tam odrębne życie tajemniczych,  baśniowych istot. Otis i Emi  codziennie patrzyli na nie szukając spokoju ducha, przyjemnego stanu umysłu, o który w upadającym świecie  bardzo trudno. Sypialnie można było zrobić  od wschodu , gdzie był  widok na małą górską  rzekę  z głębokim  korytem zbudowanym z kamieni, które w okresie opadów potrafi wypełnić się po brzegi . Emi jednak  nie chciała. Nie chodziło tylko o widok na  drzewa.  Chodziło o coś bardziej nieokreślonego .  Kiedy postanowili tu zostać ,Emi  wypiła połowę kubka gorącej  wody  w pokoju na wschodzie, a drugą  po zachodniej stronie młyna  i zakomunikowała „tu będziemy spali”. Niektórzy tak mają.

To był  okres  normalnego życia Otisa i Emi zanim doszło do ZMIANY.

  Teraz,  przypomina sobie tamte chwile niczym epizody z odległego dzieciństwa  , nie wierząc, że  istniał kiedyś  świat, gdzie takie decyzje podejmowało się  nasłuchując tajemniczej intuicji. Intuicja to zdradliwa bestia w naszym sercu. Zawierzył jej i ma  same kłopoty. Podobno rodzi się z naszego doświadczenia. Bez zbędnej ilości słów podpowiada co zrobić, emanuje wrażeniem popychając do określonej decyzji. Intuicja nigdy  Otisa nie zawodziła, teraz co rusz  idąc za jej głosem wpada w coraz większe kłopoty. Mucha latała nad jego ciałem  jak miniaturowy sęp  wypatrujący  przyszłego żeru.  Jej lot  przypominał  nerwową próbę poruszania się  w prostokącie. Idealnie kreślone zwroty były nienaturalnie precyzyjne. Lecz nie to było najdziwniejsze. Zaskakujący był  jej lekko czerwony kolor i nietrwały fosforyzujący ślad,  który  ciągnęła tuż za sobą .  Patrzył na nią bez ruchu uświadamiając sobie,  że gdzieś już to widział ,jednocześnie  nie mógł pojąć -  dlaczego leżąc  z dziurą  w  skroni  jeszcze żyje  ?

Jakiś czas  wcześniej

Otis  niecierpliwie czekał na  nadejście   lata. Kochał słońce bo jak mawiał - „wytapiało” z jego serca filozoficzny smutek.  Każdy dzień witał z radością ocalałego  z katastrofy  samolotu pasażera: Rok 2028, czerwiec , osiem lat po PePe, razm z Emi- żywi, cud , to nic że pospolity, cud to cud.

 Uwielbiał  poranki .  Wstawał ok. 6 , robił sobie kawę w  ekspresie ciśnieniowym  firmy ERSO…święta kawa,  do tego  odgrzane w piecyku pieczywo ze schłodzonym  masłem albo śmietaną od Szefowej…śniadanie  mistrzów. Szczególnie teraz, kiedy niemal wszystkiego brakuje. Potem  szybka toaleta, MP3 , ledwo działające słuchawki klejone dziesiątki razy   i ruszał  na poranny joging.  Z biegiem lat coraz mniej chodziło o kwestie wyczynowe.  Kiedyś miał większe zacięcie do ekstremalnego wysiłku. Obecnie więcej w tym wszystkim  życia zaklętego w ludzkim ciele,  uczucia transu bliskiego modlitwie , obserwowania własnych myśli . Lubił te chwile dobrego  samopoczucia,  stanu przyjemnego odprężenia, który utrzymuje się przez większą część dnia  po  35min porannym biegu.

Była sobota, ranek.  Emi   dopijała    kawę na  porośniętym bluszczem tarasie. Pierwszą. Za chwilę zrobi drugą. Każdy  dzień rozpoczynała od dwóch kubków mieszanki arabici i robusty, z odrobina cukru, jeśli jest w domu.  Kawa  w życiu Otisa i Emi to szczególny napój. Kawa i  ekspres  do jej przygotowywania . To co się podobało  im obu w obrządku chowania faraonów to właśnie grzebanie ich z przedmiotami codziennego użytku, które mogą się przydać „po  tamtej stronie.  O kawie wiedzą wszystko : gdzie rosą  najlepsze  ziarna, w jakich warunkach , jak mieszać poszczególne  gatunki, ile mają aromatów, ile z nich ulatuje przy niewłaściwym przechowywaniu,  jak należy  mielić kawę, w jakim granulacie  parzyć,  pić, siorbać, rozcierać językiem o podniebienie , a nawet  jak  przygotowuje się lewatywę z kawy .  Kilkanaście lat temu  , w czasach beztroski-przed kryzysem i  wirusem  PePe,  znajomi  , którzy ich dobrze znali , kiedy w towarzystwie pojawiała się nowa osoba , pouczali ją aby  nie interesowała się kawą, a już na pewno aby  przypadkiem nie pytała o jakieś ciekawostki  z nią związane bo stan maniackiego uniesienia graniczący  z  religijną ekstazą  dla tego trunku   nie jest „akceptowalny” jak zwykła mówić jedna z koleżanek Emi, nauczycielka  z wąsem. 

Dzisiaj kawa jest  frykasem, przysmakiem, niemal pogańskim rytuałem, gdzie zamiast aromatu kadzidła wprowadzającego człowieka w odpowiedni stan umysłu  celebrującego cud istnienia  jest zapach świeżo zaparzonych zmielonych ziaren w ekspresie.   Całe szczęście, że Emi pracuje w ERSO  i ma dostęp do kawy z upływającym terminem ważności , którą  stosunkowo tanio  nabywa. W innej sytuacji , przy globalnym kryzysie i cywilizacyjnej stagnacji , nie byłoby mowy o kultywowaniu tego kofeinowego nałogu.

Emi obserwowała  Pati  jednej ze swoich trzech kotów  jak  chodzi  po  poręczy balustrady. Taras był mały, przylepiony zgrabnie do owalnej ściany młyna  , z widokiem na wielkie drzewa i szczyty najmniejszej z gór w okolicy. Otis zabezpieczył drewnianą balustradę  plastikową siatką, która zarastała dziko bluszczem. Pati szła  w kierunku narożnika gdzie miała zwyczaj wspinać się na budkę dla ptaków aby wypatrywać gołębi siadających na jednym ze skrzydeł wiatraka.   Emi zawsze chwilę  bawiła się śmiesznym widokiem  pokracznej   Pati   po czym ściągała ją  całą w kocich lamentach .

Fakt , Emi ma jakiś nadzwyczajny kontakt ze zwierzętami. Kiedyś powiedziała  ,że dzięki nim lepiej czuje  aksamit życia pod palcami, jest bliżej źródła,  dużo  można się od nich nauczyć. Są dłużej na ziemi, dłużej od człowieka. Jak ktoś nie lubił zwierząt automatycznie był skreślony u Emi. W tej kwestii była bezwzględna. Szkoda czasu na takich ludzi mawiała.  Uważała, że człowiek ma naturalną potrzebę kontaktu z przyrodą, z nią się rodzi. Jak ktoś nie znalazł w sobie życzliwości dla tych  istot , to dowód na drzemiące w nim tendencje do okrucieństwa. Trochę jak z wybieraniem muzyka do zespołu. Jeśli nie czuje podobnego feelingu  nie będzie wspólnej drogi.

Poza tym koty w domu uwalniają z człowieka codzienny smog. Emi jak tylko otworzy drzwi mieszkania wita się z całą ferajną, rozmawiając z nimi jak z  czekających na swoją Marysię gromadą krasnali  . Kociaki idą za nią,  najczęściej do kuchni, gdzie odkłada mizerne zakupy. Fjuczer ociera się o nogi , Luka i Pati wskakują na blat i zaglądają ciekawe do siatki miałcząc przy tym, mrucząc, terkocząc. Emi po chwili siada na kilka sekund na krześle i czuje jak z niej uchodzi  nagromadzona z jednego dnia mieszanina różnych toksycznych emocji , które nazywa smogiem. Kiedy rano albo wieczorem , półleżąco wygląda przez okno, wszystkie pluszaki ją obsiadają   jak kruki  Odyna. Tyle że on miał ich tylko dwa, a Emi ma trzy. Pewnie byłoby ich  znacznie więcej ale nawet wykarmienie trzech kotów w tych czasach jest nie lada wyzwaniem. Kiedy tak siedzi zamyślona, głaszcząc delikatnie któregoś z nich wpływa na koleje losu : meteory pewnie zmieniają trajektorię aby ominąć Ziemię , jakaś wojna szybciej się kończy, ktoś odnajduje drogę do domu, trzęsienie tektoniczne w Tokio zostało odroczone, powodzi nie będzie bo zmienił się kierunek wiatru i chmury z tonami wody idą w kierunku Australii ,więc pożary w tamtych  lasach będą mniejsze lub wcale..itd

Otis  wbiegł na schody prowadzące do młyna. Wchodząc po nich zauważył list przez perforację drzwiczek  w  skrzynce pocztowej zawieszonej na frontowej ścianie. Wyjął dwa listy. Automatycznie zmiętolił ulotkę z kandydatem na prezydenta. Wybory za kilka miesięcy, agitacja nabierała na sile. Ludzie porzucili zainteresowanie polityka niemal całkowicie. Odnosi się wrażenie jakby te ostatnie kilka lat były tą decydującą kroplą przelewającą czarę goryczy. To wyraźna tendencja niemal w każdym państwie ponieważ sytuacja gospodarcza jest wszędzie bardzo podobna. Żyje się biednie. Nie ma powrotu koniunktury, który pozwoli odbić się choć na chwilę od dna. Wszędzie stagnacja , permanentna i dojmująca. Jeśli nawet lokalnie pojawia się jakieś światełko w tunelu ,  zwyczajowo komentowano : to światło pędzącego pociągu! . Doszło do tego, że im  mniej ludzi zwraca  uwagę na politykę  tym agresywniej  wdziera się najmniejszą szparą do domów potencjalnych wyborców. Poczta, gazeta, nawet papier toaletowy z hasłem „ Nie wszystko musi być do… ”

 Szara koperta miała znaczek,  na którym był horyzont ziemi z wiszącą w powietrzu piramidą. Zaadresowana  właściwie ale bez nazwiska i z imieniem Marcel.  Nadawcą była jakaś  Jovanka bez opisanego adresu.  Dawno temu, jeszcze w latach  szkolnych , miał kolegę Marcela,  na którego wołali  Jovanka. Miał  starszą siostrę o tym imieniu ze  zdeformowanym ciałem w wyniku bardzo rzadkiej choroby.  Dzieciom , z ich klasycznym bezmyślnym okrucieństwem  wystarczy aby przystemplować  imię , to co że damskie.

Kiedy zbliżał się do drzwi mieszkania poczuł przyjemną woń pampuch, drożdżowych ciastek.  Poczuł jak  błogość   rozluźnia   mięśnie. Wszystko w jego ciele zmieniło się w piękny krajobraz   z tęczą w tle na myśl  o  gorącej drożdżówce  popijanej  letnią kawą.

-Mmmm- mruczał wchodząc do mieszkania-ale zapachy.

Podszedł do blatu kuchennego i zaczął łakomo rozrywać ciastko parząc sobie wargi i język gorącym nadzieniem.  Emi rozlewała lukier po pampuchach i uśmiechała się pod nosem .

- Zaraz  polecę na targ. Może dostanę   czereśnie - zaproponował Otis

- Jakliś lis  przyszed  na  asz ades …ale do jaegoś Marcela – powiedział  niewyraźnie    przerzucając w buzi  gorący kęs  słodyczy.

 Przełknął i dokończył wyraźnie

- Od jakiejś  Jovanki.

Emi nic nie odpowiedziała  pochłonięta z dziecięcą pasją lukrowaniem.

-Kiedyś miałem kolegę   w szkolę o tym imieniu- ciągnął dalej  przypominając sobie detale przeszłości -  znaczy o takiej ksywce. To znaczy on miał swoje imię : Marcel, jego siostra była Jovanka  ale na niego tak wołali.

-Dlaczego ?- spytała Emi

Otis przestał  przeżuwać .

- Jego siostra miała tak na imię - odparł z nuta oczywistości.

- No tak , ale dlaczego na niego tak wołaliście.

- No bo… miała taką rzadką chorobę

- No i ?

-No i …dlatego.

-Przecież  to bez sensu.

- No właśnie…  - przyznał  Otis  z miną jakby coś odkrył .

Od trzech tygodni  w kuchni był  owocowy raj- bardzo rzadki widok. Sitko z czereśniami , pudełko aroni, jagód , malin, poziomek, dzikiego agrestu  itd. Zawsze tak było kiedy nadeszła „owocowa pora”. Przez krótki czas można było dostać to wszystko względnie tanio na minibazarze obok którego mieszkali. Bazar miał coś ze strychu, piwnicy, warzywnika i arabskiej ulicy. Po tym jak anioł śmierci o przeszedł między ludźmi zabierając kilka miliardów ze sobą uruchomił  u nich naturalną potrzebę obcowania ze sobą, więc w niektórych miastach, gdzie jest to możliwe, mieszkańcy znoszą jakieś rupiecie, owoce ,grzyby, swoje wyroby kulinarne i pod pretekstem handlowym spędzają tak większą część dnia. Jak jest akurat ciepło i słychać kilka głośniejszych śmiechów można na chwilę zapomnieć  o gównianym świecie bez przyszłości.

Taka sytuacja jest możliwa tylko blisko przyrody. Tu , w górach, jest jej sporo. Dzięki niej można okresowo nazbierać owoców lasu , a nawet zapolować na zwierzynę.

Emi wypiekała drożdżowe ciasta  a Otis  z  pojękiwaniem  zadowolenia  wciskał w siebie kolejne kawałki gorącego rarrrrytassu , jak zwykł   o nich mawiać . Człowiekowi tak niewiele trzeba do szczęścia.  Uwielbia zapach wypiekanej drożdżówki , który rozchodząc się po całym mieszkaniu  był kwintesencją  „prawdziwego domu”.  Taki  dom pamięta z wakacji u swojej babci   na wsi i tego  domu  pragnął  dla siebie.

Babcia była bardzo ważną osobą w jego życiu. W zasadzie jeśli od kogokolwiek miał nauczyć się współczucia i szacunku do drugiego człowieka to tylko od niej. Kiedyś kupił bardzo drogie dżinsy, modnie poprzecierane i z dużą ilością rozszarpanych dziur. Sam poświęcił sporo czasu aby jeszcze bardziej  podrasować efekt , jak tłumaczył  zainteresowanym kolegom - zajebistego zniszczenia . Uwielbiał je i wszędzie w tych spodniach chodził. Odwiedził w nich również babcię. Wstając rano prawie oszalał  widząc na krześle swoje spodnie bez ani jednej zajebistej dziury, wszystkie zostały zacerowane. Nawet w tak ekstremalnej chwili nie potrafił być na nią zły. Nic nie powiedział  nie chcąc jej robić przykrości , wiedząc, że i tak pewnie powie coś w stylu „Kto w dziurawych portkach chodzi po ulicy !?”. 

Emi  lubiła  piec więc  stanowili  doskonałą duet.  Otis żartował : zgodnie ze starym duchem  feminizmu , abyś  nie czuła się prześladowana przez   szowinistyczną  męską świnię, za każdy  placek przysługuje tobie jeden wbity gwóźdź w ścianę !  Emi    gniotąc ciasto , kiwała potakująco głową  i komentowała  ironicznym : taaa… pewnie dlatego  nie mamy młotka w domu.

Otis nie miał młotka  ale posiadał coś znacznie bardziej przydatnego w tych czasach. Miał siekierę. Ma ją  od  trzech lat  i trzyma pod  łóżkiem.  Kupił ją  planując zrobić mały warzywnik. Trafił idealnie w stosowną porę. Pewnej nocy , w czasach coraz częstszych przypadków włamań, usłyszał jak ktoś grzebie przy klamce.  Ściana sypialni sąsiadowała z klatką schodową. Słyszał jakieś  niepokojące szmery. Pamiętając  o  kilku bezwzględnych  próbach kradzieży ze śmiercią gospodarzy  w tle wstał po cichu i  pamiętając o  leżącej w przedpokoju siekierze zakradł się po nią. Słysząc otwierające się powoli drzwi , nie mając lepszego pomysłu stanął z nią z sercem w gardle   naprzeciw wejścia .  Za sobą miał okno z poświata księżyca. Jego sylwetka wyglądała dla zaskoczonego włamywacza jak jakiś indiański wojownik przygotowany do walki. Nie ruszał się  sparaliżowany  sytuacją ale z sekundy na sekundę ogarniała go złość myśląc o  głupawej śmierci  wynikającej ze strachu przed działaniem. W chwili gdy złodziej podniósł latarkę  świecąc po jego oczach  Otis machnął siekierą  z całej siły trzymając ją mocno za rękojeść.  Trafił idealnie w latarkę która potoczyła się po podłodze uderzając mocno w  ścianę .  Intruz tylko jęknął i  w panice uciekł  z mieszkania. Dzień  po zdarzeniu  Emi zainteresowana co  Pati trzyma  w pyszczku uciekając przed innymi kotami odkryła dowód na dobrze naostrzone narzędzie, czyli  połowę małego palca. Musiał wpaść między buty leżące przy drzwiach po silnym  uderzeniu siekierą. ”Chyba że to  paluszek do latarki” – stwierdził Otis.

- No i co z tym Jovanką, właściwie Marcelem , bo to jego imię ? -  chciała pociągnąć temat Emi

- Hmmm ,  nic.  Wyjechali  z miasta- odparł lakonicznie patrząc zamyślony przez okno próbując sobie przypomnieć jakieś epizody  z lat szkolnych . Pamiętał jak  rzucali  kapslami   po wódce  wypełnione saletrą wymieszaną z cukrem . Podpalało się taki miks  zapałką przez dziurkę w  kapslu   i jak dobrze rzuciłeś leciał jak mini rakieta w niebo.

Kiedy Marcel został przedstawiony klasie usiadł  obok Otisa w ławce. Byli bardzo podobni do siebie , nawet fizycznie.  Zamieszkali ulicę dalej od rodzinnego domu  Otisa, któremu zawsze brakowało   jakiegoś bliskiego kolegi, przyjaciela,  brata. Marcel dość szybko wyjechał więc nie było okazji na długą , wspólną historię. Niemniej Otis pamiętał, że bardzo polubił tego spokojnego chłopaka, z którym  szwendał się po podwórku, dachach, piwnicach itd. Raz bohatersko uratował Otisa ze szpon dziwnego  psa .  Poszli na   pachtę  do  dużego sadu z jabłkami. Mieszkali  na skraju miasta, gdzie znajdowały się  posesje z dużymi ogrodami. Nie wiedzieli, że oprócz jabłek , kretów i ptaków jest jeszcze owczarek, który nie miał w zwyczaju szczekać. Kiedy siedzieli już na gałęziach i zrywali  owoce  wrzucając je za wciągnięte w spodnie koszule, podszedł do drzewa z Otisem  i gardłowo pod nim warczał. To nie było zwyczajne warczenie. Włosy stawały dęba, jakby w tym owczarku siedziała jakaś  bestia. To co się wydobywało z tego psa było mroczne jak dialog dwóch gadających demonów zamieszkujących tego czworonoga. Marcel obrywał gałęzie z jabłek dwa drzewa dalej ale owczarek wybrał Otisa na swoją ofiarę. Całe szczęście drzewa  stały obok ogrodzenia, niestety nie na tyle blisko aby się wydostać po konarze z ogrodu. Trzeba było  zejść.  I Marcel i Otis usiedli na gałęzi gotowi do ucieczki  ale było wiadome, że Otis nie umknie psim kłom. Oczami wyobraźni widział już jak ciągnie resztki nogi przez płot , krzycząc z bólu po odrywanych przez bestię kolejnych kawałkach mięsa. Pies siedział spokojnie i  obserwował tylko jego. Gdyby nie  ten demoniczny pomruk można by przypuszczać, że jest raczej zaciekawiony. Siedzieli tak dłuższą chwilę czekając co zrobi pies. Ku zaskoczeniu Otisa Marcel zeskoczył z drzewa pierwszy.  Był jakieś  10 metrów dalej.  Błyskawicznie dopadł siatki  ale zrobił to pierwszy chcąc dać szansę również  koledze na  wykorzystanie tej jedynej sposobności rozkojarzenia  zwierzaka i ucieczkę. Ale pies siedział niewzruszony. Zerknął leniwie za Marcelem  jakby chciał powiedzieć „ leć , leć chłopczyku ,  już wybrałem  między wami…”

Marcel siedział na szczycie płotu. Widząc obojętność psa , po chwili wahania, zszedł z powrotem po stronie ogrodu. I to właśnie było niesamowite. Pies oczywiście obejrzał się   ale nadal ignorował  Marcela, który tupał nogą chcąc skoncentrować na sobie uwagę owczarka. Nic. Nawet dzisiaj , po tylu latach Otis pamięta swoje walące serce. Słyszała je cała okolica. Między liśćmi jabłoni widział jak Marcel wyciąga koszulę zza paska ,pozbywając się wszystkich owoców. Wypadły jak z rozprutego brzucha. Nie odrywając wzroku od psa złapał za dwa jabłka . Rzucił jednym z nich w jego  kierunku  ale  chybił. Owczarek wbił  wzrok w  Otisa jakby zrozumiał o co w tym wszystkim chodzi. Marcel rzucił drugim jabłkiem i musnął głowę psa, który warknął mocniej i położył uszy po sobie. Kiedy sięgał po kolejne jabłko, owczarek  ruszył w kierunku Marcela ,bez  żadnego sygnału, jakby czekał na to , jakby  wykalkulował że  będzie to najlepszy moment,  ograniczający  chłopakowi możliwość   ucieczki. Ten rzucił się do panicznej ucieczki i po dwóch susach był już na płocie z uwieszonym  na chwilę przy nogawce owczarkiem. . Otis , już po drugiej  stronie płotu podbiegł do swojego wybawcy , który z niekrytym przerażeniem siedział wpatrzony w czarnego psa z kawałkiem jego spodni w pysku, w pysku chyba uśmiechniętym albo tak się im wtedy tylko zdawało.  To było naprawdę coś , bardzo ofiarne i dojrzałe jak na ich wiek. Dzieciaki  nie czują  zbyt  dużo oprócz  strachu i radości. Głównie chodzi o zabawę,  nie są gotowe do poświęceń.

-…Jovanka- szepnął Otis  do swoich myśli.

 Na targ szło się 7min spacerem. W korytarzu Otis spotkał  pana Nepo  , starszego mężczyznę  , którego zastali w Moulin Rouge kiedy tu przyjechali.  Nie wiadomo jak długo w nim mieszka. Nosił  na  sobie  t-shrit  z dużym napisem TOP GUN.  Nepo był  schizofrenikiem, ciągle coś mówiącym pod nosem. Podobno  jest  chiromantą ale podczas sesji nic nie mówi, więc ludzie źle czują się w jego towarzystwie i raczej ma niewielu klientów .Kocha  zwierzęta, które traktują  go jak swojego  mesjasza .Rzadko  wychodzi  z domu,  chyba że chce  nakarmić  bezdomną sforę. Odwiedza  go starsza wysoka i szczupła   kobieta, chyba siostra bo są trochę podobni  , która  przynosi  przygotowane posiłki i pewnie sprawdza czy żyje. Niewiele z tego jadł. Większość  rozdaje  zwierzakom co irytuje  niedojadających sąsiadów.  Otis wracając do domu widział kilka razy jak pan  Nepo  idąc ulicą skupiał na sobie uwagę różnej maści  bezdomnych  zwierzaków, które podchodziły do niego  bez lęku. Niektóre  łasiły się , inne  nerwowo  obchodziły .  Wyglądał jak organizujący wiec  społecznik  otoczony swoimi słuchaczami. Raz  jakaś  bardzo  otyła  kobieta,   zaczęła wydzierać się na niego z pretensjami : ludzie nie mają co do pyska włożyć a ten psy karmi ! Puknij się pan … Pan Nepo na chwilę znieruchomiał  jak wyłączony z prądu robot, a wszystkie zwierzęta odwróciły się i spojrzały na wydzierającą się górę mięcha i tłuszczu. Wyczuwało się narastającą w nich wrogość. Niektóre zniżyły łby , położyły uszy po sobie  i wolno zaczęły iść w  jej kierunku.  Kobieta  zaczęła instynktownie cichnąć i przyspieszyła kroku  ale  duma nie pozwalała jej  urwać w pół zdania więc pokrzykiwała swoje pretensje  oglądając się  w obawie o  swój  nienaturalnie duży wystający  tyłek . Psy  miałyby ucztę .  Nie widomo co by się stało gdyby nie pan Nepo ,  który   znowu zaczął  karmić zwierzęta.   

Dzisiaj kiedy mijał go  usłyszał jak mamrotał : zmięta puenta a życie w dziewięciu  fragmentach…  Dopiero kiedy pan Nepo był na  schodach Otis zauważył jego bose stopy. Były czyste i zadbane. Cały zresztą ,pomimo tej samej  wieloletniej  garderoby  był  czysty . To co zwracało na niego szczególną uwagę i nadawała   derwiszowskiej  aury   to  duża szpakowata  broda  i  śmieszna  hinduska mycka .

Oprócz pana Nepo , Otisa i Emi , w  cokole Moulin Rouge mieszkały jeszcze dwie rodziny. Pozostałe pomieszczenia były puste. Po 2021 nastał czas swoistej wędrówki ludów. Skala zgonów zdestabilizowała funkcjonowanie tkanki organizującej życie w państwach. Wszędzie kogoś brakowało więc nic nie działało jak trzeba. Brakowało lekarzy, piekarzy, kierowców, elektryków, informatyków, wszelkiej maści fachowców , ludzi z administracji włącznie z policją co potęgowało tendencje przestępcze. Kradli niemal wszyscy nie chcąc czekać na swoją śmierć w wyniku braku podstawowych produktów do codziennego życia. Desperacja uruchomiła w ludziach uśpioną  agresję.  Co rusz było słychać o rozbojach na tle rabunkowym. Z jednej strony najlepiej mieli mieszkańcy  wielkich metropolii z żyjącymi w nich władzami miasta, które starały się dać obywatelom jakieś pozory panowania nad sytuacją  , z drugiej strony egzystencja  w nich była bardzo ryzykowna  ze względu na gangi i bezradną policję. Dlatego Otis z Emi zdecydowali się na wyjazd z  miasta w poszukiwaniu spokojniejszego miejsca. Wyruszyli razem z bratem Emi , Małym i jego  przyjaciółmi. Postanowili zrobić to większą grupą, zdając sobie sprawę że tak będzie bezpieczniej. Jeździli szukając jakiejś małej mieściny, która pozwoli zacząć życie od nowa. Jak gdzieś  coś ich zaciekawiło zostawali na dzień lub dwa i robili rekonesans po okolicy. Z noclegiem nie było kłopotu. Opuszczonych mieszkań było pełno. Pepe zabijała całymi rodzinami wiec mieszkańcy pozwalali obcym na zajmowanie wolnych domów, licząc że zostaną na stałe . Miasta bez ludzi są strasznie smutne i nienaturalnie ciche. To dziwne odrealnienie powoduje, że mieszkańcy dziwaczeją majacząc na granicy ciężkiej apatii. Każdy  próbuje żyć, przetrwać   ale  przewlekłość sytuacji  niszczy w człowieku nadzieję na poprawę pogłębiając przygnębienie i rezygnację.

Przejechali około tysiąca kilometrów zanim tu trafili i zwiedzili  7 mieścin. Zdecydowali się zostać jednogłośnie ponieważ okolica każdemu z nich zdawała się względnie bezpieczna i  miała „kubańska duszę” . Dziesięć lat temu obydwoje wylecieli na wczasy do Matanzas , miejscowości oddalonej niecałe sto kilometrów od Hawany i wrócili stamtąd odmienieni. Dogorywający na Kubie komunizm,  zatopiony w wielokulturowym koktajlu karmił pogodnych tubylców poczciwą biedą , a oni rozśpiewani i roztańczeni wiedli spokojne życie w słońcu i skromnych domach, w których   przy obrazach Jezusa i Matki Boskiej spotykają się ołtarzyki postawione ku czci santerii. Paląc wielkie cygara i wierząc że dym zaniesie modlitwy gdzie trzeba  czuli  więcej zapachów radości niż nie jeden zagoniony obowiązkami bogaty Europejczyk.  Po powrocie z urlopu poważnie rozważali opcję przeprowadzki na Kubę  ale PePe  skasowała wszystkie  większe marzenia.

 Moulin Rouge stał niemal na skarpie. To ważne aby w czasach wszechobecnej beznadziejności codzienny widok napawał przynajmniej ułudą optymizmu, czymś  dobrym, choćby tak naturalnie pięknym jak przyroda górskiego krajobrazu, i tak ekscentrycznym jak opuszczony czerwony młyn jaki wybrali na swój dom.  Miasteczko zostało dość zgrabnie wtopione  w zalesiony krajobraz z małymi górami dookoła. Niemal wszystkie domy  miały kilkaset lat , wykonane z muru pruskiego i dopiero na obrzeżach  znajdowała się ultranowoczesna architektura świadcząca o dużym wyczuciu smaku osób odpowiedzialnych za plan zagospodarowania i utrzymanie spójnego charakteru zabudowy.   Wszyscy zamieszkali właśnie pośród nich bo nie wiadomo dlaczego ale Moulin Rouge wybudowano dość daleko od centrum miasteczka. Początkowo myśleli, że młyn jest kompletnie opuszczony lecz pod koniec dnia pojawił się   pan Nepo. Oprócz niego  nie było nikogo. Otis i Emi zajęli pomieszczenia w połowie wysokości młyna, gdzie swój koniec ma loftowa klatka schodowa wybudowana na dachu cokołu. Brat Emi razem ze swoją komuną przyjaciół , po kilku tygodniach wspólnego pomieszkiwania, wyprowadził się bliżej małego rynku, gdzie zainspirowani aurą  Mouli Rouge uruchomili  hipisowski pub do całodziennego przesiadywania. Wynieśli trochę mebli z klubu i próbowali przenieść zaklętego w nich ducha dawnej zabawy w inne miejsce. Niestety,  bez alkoholu nie rozkręcisz w nikim dostatecznej radości aby eksplodowało klubowym życiem więc zanim coś się ruszyło musieli trafić na człowieka, który zaczął dostarczać im bimber pędzony w pobliskich lasach. Plusem dalekiej prowincji, gdzie nic nie działa jak trzeba -  nie ma administracji ze sprawnie działająca policją, jest brak egzekwowania prawa. Oczywiście trzeba zachowywać pozory praworządności aby nie zmuszać leniwej policji do podniesienia dupy z krzesła ale przy minimalnej dyskrecji i skromnej łapówce  można działać bez ryzyka kłopotów.  Tak czy owak Mały „złapał inny klimat” jak zwykł mawiać.  Na ich miejsce po pewnym  czasie wprowadziły się  dwie pary z pobliskich domów, które chciały mieć kogoś za ścianą.

Emi znalazła pracę w małej firmie wysyłkowej ERSO  sprzedającej głównie kawę.  Małżeństwo właścicieli było zadowolone bo współpraca z Emi poszerzała ofertę o jej rękodzieło, piękne gliniane wyroby np. emaliowane filiżanki.

 Glina w życiu Emi pojawiła się naturalnie. Często wpadała do atelier garncarskiego swojej matki. To z tamtego okresu ma najwięcej wspomnień z bliźniaczą siostrą Różą, kiedy jako czteroletnie dziewczynki  ugniatały różne ,jak wspomina- fajansowe kulfony. Poza tym jest przekonana że ma w sobie „pamięć ziemi”, czyli coś co człowiek w XXI cyfrowym wieku  próbował porzucić, jak wiarę w jakieś niepotrzebne zabobony. Mówiła : Jesteśmy istotami fizycznymi, pochodzimy z prochu, z ziemi. Mamy ciała, które się zmieniają, reagują, coś wkładamy do ich środka, coś wydalamy, pocimy się, nasz organizm pracuje będąc w kontakcie z otoczeniem , z przyrodą, z Ziemią. Nasza dynamika nie bierze się tylko z myśli, nie wejdziemy do komputera , do sieci ,nie zmienimy naszego życia na nowej generacji wirtualną egzystencję pozbawioną naszej cielesności.

Kiedyś Otis siedząc kilka dni przed monitorem usłyszał:

- Boże… jak ty żałośnie wyglądasz - rzuciła stojąc kilka kroków od niego kiwając z niesmakiem głową ,cała upaprana w porcelanowej  gęstwie.

-  Siedzisz przygarbiony , z gałami w monitorze i klikasz jak upośledzona ruchowo istota. Człowieku! masz siedem zmysłów!, daj im coś! , pozwól im doświadczyć czegoś prawdziwego, wstań, idź do lasu , pooddychaj trawą, przestaw jakiś kamień , zrób w nim jaskinię narysuj swoje myśli na jej ścianach, nazbieraj poziomek, przynieś kawał drewna, zrób jakieś krzesło, stolik, domek dla ptaków

- Dzidę ? – przerwał Otis. Uwielbiał te rzadkie  napady złości u Emi.- Lubię dzidy – dorzucił prowokacyjnie.

- Co tam chcesz  ale nie siedź ,jak ta cała reszta, ograniczonych swoim nowoczesnym lenistwem.  Nie mogę patrzeć jak się zadawalasz brodząc tylko po kostki w tym co ofiaruje tobie życie- ostatnie słowa wypowiedziała z emfazą jak nawiedzona poetka. Otis pokiwał ze zrozumieniem głową i powiedział stanowczo.

-Tak , zrobię piękną dzidę!

 Otis czasami wchodził do jej pracowni pełnej fajansu, gresu, porcelany,  i przyglądał się poszczególnym etapom powstawania gęstwy, naczyń, figurek itd. Czy profilowała je na rozkręconym stoliku czy przygotowywała do nich formy , zawsze skupiona, cierpliwa , bez ataków niezadowolenia w wyniku jakiegoś kłopotu. Widać jak bardzo lubiła taką pracę. Było w tym coś poza rzemiosłem, poza zwykłą czynnością wytwórczą , jakby pracując dłońmi formowała również  niuanse swojej emocjonalności , charakteru.

- Niczego nie przyśpieszysz- mówiła obserwując narastającą frustrację Otisa próbującego uwinąć się z formowaniem donicy do warzywnika.

- Nie możesz myśleć tylko co chcesz osiągnąć, musisz również czuć   materiał w twoich dłoniach , rozumieć jak działa na niego woda, siła odśrodkowa, jej późniejsze wysychanie, musisz czuć przyjemność dotykania ziemi ,czasami zimnej ,czasami ciepłej, lepkiej , w ruchu…  Z gliną jest trochę jak z seksem. Jedni chcą orgazm , inni chcą coś przeżyć wspólnie , czują tą osobę, a nie tylko swoje genitalia. Kiedy działasz z wiedzą o glinie, ze świadomością jej kruchości przy odrobinie cierpliwości i umiejętności możesz z garści bezkształtnej papki zrobić coś sensownego, stworzyć coś, wydobyć piękno , tchnąć życie w kawałek ziemi, jak Stwórca…

- Nadal mówimy o kubkach? – przerwał uszczypliwie bliski porzucenia bezkształtnej donicy.

- Mówimy o  wyrwaniu się z przeciętności, z ukrywanej przez ludzi własnej bylejakości. Trzeba mieć charakter, pracować nad sobą. Zapał się szybko wypala jeśli nie masz głębszej potrzeby, świadomości tego co robisz.

Jakieś piętnaście lat temu wystawiła swoje prace na targach „Dom , przedmioty codziennego użytku” i została wyróżniona pierwszą nagrodą w postaci małego pieca do utwardzania gliny. Od tamtej pory zaczęła zarabiać na swojej pasji wchodząc we współpracę z jedną z sieci zajmującą się wyposażaniem  kuchni w unikatowe przedmioty. Oczywiście do PePe.

Dlatego mieli busa, który w razie nagłego wyjazdu  pomieści cały jej garncarski kram.

Teraz, po przeprowadzce w góry, współpracowała z pogodnym jak na takie czasy małżeństwem prowadzącym mała firmę Erso. Robiła kubki, talerze  i prowadziła małe warsztaty  dla zainteresowanych. W sumie dzięki niej wiązali koniec z końcem.

  Sklepy były słabo zatowarowane więc każdy kto miał dobry kontakt z  dostawcą pożądanego produktu  mógł zarabiać pieniądze. Nigdy nie jest tak źle aby nie istniała grupa osób  gotowych zaspakajać swoje   potrzeby, nawet bardzo luksusowe.    

PePe

Otis  ubrany jak  turysta w tropiku , idąc przesmykiem  między domami  uderzał  klapkami o swoje pięty.  Trzeba było w idealnym momencie poderwać  podeszwę  laczka. Kiedy ostatnio szedł z Emi   nie mógł się opanować  aby nie zaproponować zawodów  „najgłośniejszego klapnięcia”.  Niestety Emi  ,mimo szczupłej stopy , nie wiedzieć czemu dość szybko monstrualnie „klapała” .

- nooo ale teraz to ja byłem najgłośniejszy – przekonywał  Otis  czując przegraną w powietrzu.  Emi patrzyła na niego swoimi błękitnymi oczami , i nie odrywając wzroku  od przerażonych oczu Otisa powoli  szła przed siebie uderzając coraz głośniej  klapkami  jak  urodzony wirtuoz  tej dyscypliny bawiący się  strachem swojego przeciwnika.

-uważaj tylko żebyś płaskostopia się nie nabawił- rzuciła do Otisa widząc jak desperacko pracuje stopami  próbując wydusić  „klapnięcie” życia.

- Ta Pani klapie głośniej – nagle padł werdykt z okna jednego z domów. To był głos  starszej  pani  . Wsparta na zniszczonej poduszce leżącej na parapecie kiwała  głową i pokazując dłonią  z palącym papierosem Emi  powtórzyła: Ta pani klapie głośniej. Pan jest cienki w te klocki. Po tych słowach zaczęła się śmiać ryzykując śmiercią od zbyt dużego dotlenienia, kaszląc po chwili jak umierający gruźlik.  Rzuciła peta na trawnik  i zniknęła  w mieszkaniu. Poduszka została. Miała ze sto lat. Poduszka oczywiście.

Kiedy Otis  przechodził  tą trasą zawsze  zerkał  w kierunku okna starszej pani.  Często  pali jednego ze swoich  Marlboro. Skąd ona ma Marlboro w tych czasach ? Od  tamtej chwili wykrzykiwali  sobie różne uszczypliwości  nie kryjąc sympatii do siebie. Tak poznał panią Werner , którą nazywał z czasem Szefową. Z racji swojego wieku potrzebowała pomocy w domu więc Otis naprawiał co potrafił dzięki czemu dostawał nabiałowe smakołyki: masło, śmietanę, mleko, twaróg, które sama wytwarzała z mleka jakie dostarczał jej brat , emerytowany wojskowy . Miał małą hodowlę krów pilnowanych jak terytorium badań nad bombą atomową.  Kobieta była dość szorstka i mało towarzyska.  W sumie to Otis dziwił się dlaczego polubiła jego i ufnie  wpuściła  do domu, w czasach kiedy pewnych tajemnic należy strzec jak kury znoszącej złote jaja. Może zdała sobie sprawę, że się starzeje i potrzebuje pomocy, a może zwyczajnie nabrała zaufania widząc infantylną konkurencję walki na klapki. Ktoś kto klapie laczkiem nie może być groźny. Tak czy inaczej dzięki temu jadał z Emi całkiem przyzwoicie jak na okoliczności.

 Ostatnie lata po zarazie nie tylko zmniejszyły populację o 4miliardy  ludzi.  Ci co przeżyli  musieli stawić czoła nowej ekonomii, która po  panice z zamykaniem  granic  w obawie przed  PePe – jak nazwano zabójczą  grypę z 2021, nie była łatwa do odbudowania.

Najwięcej zginęło  ludzi w  dużych   miastach . PePe  była bezlitosna i szybko się rozprzestrzeniała.  Wszyscy byli bezradni.  Początkowo  zignorowano  jej  siłę  bo dość długo się rozwijała , a stan chorobowy mógł  trwać  kilka tygodni , z pozornymi powrotami do zdrowia . Ale  lawina  śmierci w  wyniku powikłań , która  zaczęła  zaskakiwać   lekarzy  otworzyła  puszkę  Pandory. Ta  iluzoryczność  niegroźnej choroby spowodowała  brak zdecydowanych działań.  W okresie  kilku miesięcy  niewiele robiono aby skutecznie stawić jej czoła . Potem było za późno.  Okazało się, że w tym czasie ,prawie na każdym kontynencie, zewidencjonowano  nosicieli. Zanim  opracowano skuteczną  szczepionkę świat  zdążył oszaleć ze strachu , pozamykać granicę i  próbować spalić  swoich  zmarłych. Pomoc przyszła ze Szwajcarii, gdzie opracowano lekarstwo, remedium, zbawienie ludzkości . Pozostało tylko masowe szczepienie. Wykonywały je specjalne mobilne laboratoria.

Cmentarze nie mieściły  ofiar grypy.  Nie łatwo pochować miliony zmarłych, a co dopiero 4 miliardy.  Wiele firm dorobiło się na  PePe. Weszła ustawa w każdym Państwie o przymusowej kremacji .  Początkowo ludzie protestowali , w krajach gdzie groby są ważnym elementem tradycyjnego   pochówku ale  strach to potężne narzędzie w rękach  władzy więc  „odnotowanie kilku nowych zarażeń podczas ceremonii  pogrzebowej”  skutecznie  przekonało  tradycjonalistów  do kremacji  jako  najskuteczniejszej metody  pozbycia się  zarazy. Poza tym miasta zaczęły otaczać wielkie, pozbawione ładu prowizoryczne cmentarze , które tyjąc kilometrami potęgowały tylko uczucie apokalipsy.  Firmy  kremacyjne  powstawały jak grzyby po deszczu i wszędzie unosił się smród spalenizny ludzkiego ciała. Wszędzie. Poza tym , zanim zwłoki spalono trzeba je umieścić w jakiejś chłodni wiec powstało bardzo dużo magazynów dla nich . Wiele firm spedycyjnych przekwalifikowało się na transport obsługujący duże , nowoczesne piece . Ciała nie były spalane pojedynczo tylko całymi kontenerami, specjalnymi pojemnikami przystosowanymi do wielokrotnego użytku. Rodziny, które chciały być obecne przy zamianie ich braci, sióstr, matek, ojców itd.  w popiół bardzo ciężko  znosiły ten brak szacunku dla pochówku.  Na wiele tygodni świat zamienił się w jeden wielki obóz kremacyjny. Codzienność utkana była z widoku wiecznie kursujących samochodów z ofiarami zarazy, wiadomościami o problemach logistyczno-socjologicznych. W jakimś  sensie zmieniło to ludzi, zostawiając niezaleczoną ranę w pamięci , która obnażyła umowność cywilizowanego świata. W ITV toczona była stale dyskusja o tym , jak poradzić sobie z ewentualnymi kłopotami rozkładających się ciał, jak pomóc osobom które straciły kogoś bliskiego, a że każdy stracił kogoś bliskiego  wszystko spowijał depresyjny nastrój cierpienia.

Przez długi czas , od rewolucji przemysłowej,  świat nabierał rozpędu   z geometrycznym postępem niemal w każdej dziedzinie. Wydawało się, że nic  nie jest  w stanie jego  zatrzymać  , a rak, łysienie, otyłość  i śmierć    tylko kwestia czasu. Za moment wszyscy będziemy   zdrowi , z długimi grzywkami , smukli i  wieczni  bo ,jak przystało na hasło reklamowe współczesnego człowieka , „jesteś tego wart(a)!”

Niestety . 2021 rok przyniósł dość  poważny  upadek.  Świat przestał być symetryczny w rozwoju. Technologia  co prawda nadal  się rozwijała ale już nie była wprzęgana w każdą dziedzinę życia. Miałeś  wrażenie, że  zabezpiecza  głównie władzę , wszystko co jej służy, a więc wojsko , policję oraz  media, które stały się bardzo łatwo dostępne, tanie,  nowoczesne i  komicznie niewiarygodne. W 2027 wyniesiono na orbitę ziemi specjalne satelity , dokładnie dziewięć , aby unowocześnić komunikację . Rzeczywiście krótko po tym wydarzeniu świat połączył się w jednym wirtualnym uścisku. Natomiast  takie sprzęty jak : lodówka, samochody,  środki komunikacji miejskiej,  ich wyposażenie  coraz częściej „padały” , obciążone brakiem  właściwego serwisowania lub wymiany.  Znowu urosły jak grzyby po deszczu  punkty naprawcze , które szybko zamieniły się w  rupieciarnię telewizorów, dvd, drukarek, żelazek, gier, odkurzaczy,  dekoderów ,  mikrowel , pralek itd.  Często  brakowało miejsca na składowanie sprzętu   więc  towary zostawiane przez klientów  puchły w jakimś kącie jak  nieme świadectwo jakości , degrengolady technologicznej , prawda  o  „najlepszej „  marce .  Dopiero teraz  było widać,  jak bardzo byliśmy pokoleniem konsumpcyjnym i jak nietrwałe były towary producentów niemal wszystkich branż zaspakajających nasze życiowe potrzeby.   Kryzys  dosłownie zatrzymał  dostęp do produktów użytkowych , a te które ludzie posiadali w domach, w miejscach  publicznych , po krótkim czasie psuły się i nie było czym ich zastąpić. Wszystko  było trudno dostępne.    Miałeś drukarkę ale nie miałeś tuszu do niej, miałeś  tusz to drukarka  nie była sprawna, miałeś drukarkę i tusz , psuł się komputer gdzie był plik do druku albo nie było prądu , który coraz częściej wyłączano bo obowiązywał program oszczędnościowy na dostawy energii w związku z brakiem finansów na prawidłowe funkcjonowanie państw. Producenci nie musieli już wydawać pieniędzy na reklamę.  Jak gdzieś pojawiał się  towar AGD RTV  od razu przyjeżdżała policja bo rosły  kolejki zamieniające akcję handlową  w  zamieszki . Ludzie dosłownie zadeptywali się na śmierć. Gazety pisały o przypadkach  np. jakiegoś  znanego zapaśnika ,  który  rzucił  dzieckiem  nad głowami  klientów   aby  zbliżyć go do sprzedawcy  albo  wyrwanych  rąk ze stawu przy próbie utrzymania  zakupionego towaru, kiedy ktoś  z kolejki uznał że   właśnie jemu się należał.

Jedyny plus to naturalny zanik bezdomności i stosunkowo tanie paliwo. Świat przez ostatnie dziesięciolecia zwiększał jego produkcję aby zaspokoić pędzący popyt,  więc redukcja tak wielkiej ilości kierowców znacznie wpłynęła na zwiększenie podaży wszystkiego co z ropy pochodzi. Poza tym po batalii ekologicznej, która toczyła się w ostatnich latach przed Pepe wielu posiadało pojazdy na Cyz, alternatywne tanie paliwo. Faktem jest, że nie miało to teraz żadnego znaczenia. Samochodów było pełno i łatwo dostępne a mieszkania , bloki, wille, drapacze chmur….puste.

Telefon

Na targowisku  Otis   płacił za czereśnie, kiedy zabrzęczał telefon.  Dzwoniła Emi.

-Halo ,zaraz oddzwonię  bo właśnie …

-Gdzie jesteś??! – przerwała roztrzęsiona  Emi - Gdzie to się  stało? Dlaczego się rozłączasz w takiej chwili ..?

- Co? Ale o co chodzi,  jak się rozłączam …przecież rozmawiamy ?- odparł zaskoczony   Otis- Dlaczego jesteś taka niespokojna?

- Jak to dlaczego ?- zapytała całkowicie zaskoczona Emi - Przecież….dzwoniłeś do mnie po wyjściu i…

- Ja dzwoniłem ? Ja..?  - Otis stanął jak zahipnotyzowany , pozwalając  sprzedawcy  dobrać  drobne z jego ręki , po czym  odszedł na bok i próbował zrozumieć co się dzieje.

-Ja dzwoniłem do Ciebie po wyjściu ? ? I co mówiłem ?

-Jak to co mówiłeś ?

- Ale ja nie dzwoniłem do Ciebie !

-Nie dzwoniłeś ?!!

-No … nie ..

Emi  milczała przez chwilę po czym odłożyła słuchawkę.

Otis  ciągle stał  w  absolutnym osłupieniu  mówiąc na głos z niedowierzaniem : ja dzwoniłem ???  Zaniepokojony  paniką  Emi  ruszył przed siebie chcąc jak najszybciej  dotrzeć do domu. Próbował kilka razy dodzwonić się do Emi  ale nie dobierała. 

Kiedy otworzył drzwi  Emi była wściekła. Patrzyła na niego szklanymi od łez oczami . Położył czereśnie na  blacie i  w geście  zaskoczenia   rozłożył  ręce .

- Jeśli to był jeden z tych twoich żartów…-zaczęła opanowanym tonem .

- Jakich żartów ? –przerwał Otis ,- Nie było żadnych żartów, żadnych telefonów-ciągnął  podchodząc do Emi . Chciał ją uspokoić. Złapał ją za ramiona , spojrzał wymownie  prosto w oczy  i powiedział  spokojnie ale z przekonaniem -  Nie dzwoniłem do ciebie..

- Jak nie dzwoniłeś ? To niby z kim rozmawiałam?? Z duchem?- spytała  zaskoczona  obrotem sytuacji .

- I co mówiłem ? – Otis sięgnął po telefon Emi i szukał w odebranych połączeniach  śladu rozmowy

-Że mam wezwać pogotowie ...

-Czekaj, czekaj – przerwał  Otis , klikając w telefonie   na  rozmowę z  9:23 - po kolei , czyli że wyszedłem z domu,  i…

-I po jakiś …nie wiem  3czy 4 minutach zadzwoniłeś do mnie  i w klasyczny dla ciebie sposób  powiedziałeś : Mała jest kłopot , masakra, wpieprzył się we mnie samochód , leżę przy ulicy  i potrzebuję pomocy, wezwij pogotowie , źle to wygląda… i rozłączyłeś się .

Otis  czekał na połączenie  z wybranym przez siebie numerem.

- I to był mój głos ???   Może jakaś pomyłka ? Może..

- To był twój głos Otis, twój  na pewno – powtarzała Emi.

-aha !  A w ogóle to zapytałeś na początku : Róża?  Róża ?!!

- Przecież mówię że nie dzwoniłem do ciebie ! –  odparł  z nutą  irytacji  czując wrogą  postawę Emi wobec   jego  zapewnień.  Czekał  na  sygnał  w słuchawce  ale  słyszał  charakterystyczne  zakończenie połączenia  tuż  po wybranym numerze kiedy   jest  niewłaściwy.

-To był twój głos-  powtórzyła cicho Emi.

- Ale Emi   przecież mówię ci że..

-To był twój głos Otis, twój, twój , twój… - powtarzała cicho Emi potakując  głową  z oczami wpatrzonymi w podłogę.

Przez chwilę  milczeli. Otis nie potrafił zrozumieć w czym bierze udział , niemniej  przekonanie Emi  po odbytej  z nim  rozmowie  było  nieco  przerażające.

-No dobrze – próbował Otis dotrzeć do Emi -  Ale teraz jestem tu, żywy, stoję przed tobą i mówię że nie dzwoniłem. Jak widzisz jestem cały i zdrowy . To chyba dobra wiadomość  po jakiejś mojej katastrofie , wypadku  czy w czym tam uczestniczyłem ? – spytał podnosząc ręką twarz Emi zmuszając  ją aby spojrzała jemu w oczy.  I rzeczywiście  spojrzała , po czym  wyszeptała:

-To był twój głos... Rozumiesz?

Siedzieli  od kilku minut  przy stole , zerkając co jakiś czas na siebie.  Otis  lubił  dziki  żarcik  ale z minuty na minutę coraz wyraźniej  docierało  do Emi ,  że taki kaliber  nie jest  w jego stylu. Lubił prowokację ale nie był bezmyślnie okrutny. Przecież  trzeba być  kompletnie  bez wyobraźni  aby nie zdawać sobie sprawy jak wiadomość  o jego  wypadku  na nią podziała. I jeszcze…Róża, imię jej tragicznie zmarłej dawno temu siostry, bliźniaczki…

 Patrzyła  jak  Otis  wpisuje w Google  tajemniczy numer telefonu  szukając  jakiegoś  tropu  w Internecie.  Jeśli to nie był on to kto?   Głos  był  tak absolutnie  identyczny  że przez myśl jej nie przeszło  aby  sprawdzić  numer telefonu z jakiego dzwonił. Otis ma słabe „r” , mało warczące , sprawiające wrażenie wady wymowy .  „Mała jest kłopot” to też jego zwrot do Emi  , i to klasycznie w trudnych sytuacjach.

-  Głos był tak podobny  do twojego …Wiesz jak spanikowałam

Otis  nic nie odpowiedział. Patrzył na monitor  , w którym nic nie znalazł  , ruszając w zamyśleniu  bezwiednie strzałką    kreśląc  nią  nieforemny prostokąt  . Mogła to być reakcja na muchę nad stołem  która  próbowała tą samą figurę „narysować”  w powietrzu .

- Zjesz śniadanie?- spytała Emi 

- Chyba nie.

- Zrobię jajecznicę na maśle od Szefowej.

-Nie wiem czy mam ochotę.

-Jak masz mi wyjadać z talerza  to wolę zrobić więcej. Jestem  głodna. Poza tym jest co świętować. Jesteś cały.

-  A usuniesz zarodki ?

Otis miał  brzydliwości .  Nie robił jajecznicy bo  odstręczały go  zarodki  w  jajku.

- Usunę,  jeśli  obierzesz  cebulę.

Stając koło Emi , przy blacie kuchennym  popchnął    delikatnie biodrem  jak  dzieciak  szukający  zaczepki.  Obydwoje zrozumieli, że padli ofiarą jakiejś  dziwacznej  sytuacji , której trzeba będzie poświęcić  więcej czasu , jeśli w ogóle da się  wyjaśnić cokolwiek . Takie  zdarzenie  oscyluje  w  granicach   obłędu  więc  trzeba trzymać się  normalności  aby nie szukać wyjaśnień  w  lękliwym  paranoicznym  stanie .

- Zapisałem  tobie  ten  numer  w telefonie   pod  hasłem   Obcy.  Jak   będzie dzwonił  , a mnie nie  będzie   w  domu ,wykręć   do mnie z tego starego samsunga.  Przez   dwa  telefony  jednocześnie nie mogę mówić.

-  Dotarło do mnie ,  że to nie mogłeś  być  ty- odparła  Emi-  ale sam przyznaj -  sytuacja  jest   dziwna.

- Co najmniej  dziwna.. -  zawiesił głos biorąc nóż do ręki. Przyjrzał się jemu uważnie jak  przygotowujący się do pracy  mistrz  kuchni -  Dlatego należy ją natychmiast  roooz-droo-bnić-  przeciągał słowo w trakcie  krojenia  cebuli – przyjrzeć się z bliska każdemu detalowi,  nawet  jeśli będzie to trudne, łzawe  i 

- zdusić  sprawę w zarodku  - dokończyła  Emi   wyciągając widelcem  zarodki z  jajka 

- Przecież  masz  to robić  w tajemnicy przede  mną ! -  rzucił  Otis  z udawaną irytacją- Przecież jak nie mogę  o tym wiedzieć !  Ja  teraz  tego   nie  dźwignę  przy jedzeniu. 

-Przecież je wywaliłam

Otis wzdrygnął się z obrzydzeniem.

- No  właśnie , wywaliłaś. Teraz będę jadł i zastanawiał się  po jakiej stronie kosza  spływają  po  folii.

Emi  uśmiechnęła się  do siebie i  rzuciła krótko.

- Po prawej.

Z  pamiętnika  Otisa  2028.lipiec

Znowu  nie mogę zasnąć . Postanowiłem  trochę  pisać o tym chociaż  znając mój zapał do pisania , pewnie na tym wpisie się skończy. Słabo sypiam albo śpię  będąc w dziwnym stanie  obecności , świadomości… nie wiem jak to nazwać. Kiedyś miewałem takie  noce że niby spałem  ale czułem  resztką świadomości  kontakt  z otoczeniem , jakby  coś we mnie  nie potrafiło  się wyłączyć i jarzyło się we mnie słabym światłem. Tylko  że z niczym tego nie kojarzyłem. Po prostu , taka noc. Teraz to co innego. Teraz wiem że  mamy  Zderzenia, Rozwarstwienia, Tunel – jak mówią  inni, czy „ZZ”  czyli  Zjawisko  Zmiany.  Zaczyna mi brakować  snu. Jestem   niespokojny   i  irytująco  przytępiony od czasu zniknięcia Emi.

Nie wiem od czego zacząć. Nie wiem nawet  po co piszę, pewnie dla siebie. Czuję że  przestaje cokolwiek rozumieć . To co mówią  w  ITV  jest  niejasne, chyba ich też to przerasta. Ale najgorszy jest  fakt   że  niby nic się nie zmieniło a jednak zmieniło się wszystko dla wszystkich. Część próbuje żyć jakby nic się nie stało ale  to  obrona  przed  tlącym się przerażającym odkryciem  :Świat jaki znaliśmy skończył się, po raz drugi …

Otis leżał zanurzony w płytkim śnie.  Do późna rozmawiali  o  wczorajszym  dziwnym telefonie.   To co  wzbudzało w nich największą  zagadkę z nim związaną  to nie tyle  telefon  co  identyczne „r”  i charakterystyczny  sposób  wysławiania  informujący Emi o wypadku. Telefon  można  wytłumaczyć pomyłką , podobny głos  zbiegiem okoliczności  ale  charakterystyczne  „r” i  identyczne zwroty  powodowały, że  całe  historia  nie dawała im spokoju.  Położyli się  około drugiej w nocy ale  leżąc obok siebie, każde z nich długo  jeszcze  szukało   wyjaśniającego zajście scenariusza .  Kto to mógł być?? Gdzieś  żyje ten, który zadzwonił , gdzieś  jest  wytłumaczenie . Może w czyjejś głowie też tlą się pytania  dlaczego  po  jakimś wypadku , po wykonanym telefonie  nikt nie przyjechał. Przecież  żadna Emi nie  zadzwoniła po pogotowie  i nie odbyła rozmowy z ofiarą wypadku. W każdym razie nie odbyła tej rozmowy  którą odbyła  prawdziwa Emi, moja Emi – myślał Otis.  Zanim zasnął  poczuł    smutek   uświadamiając sobie,  że mógłby tak leżeć  na ulicy  gdzieś w kłopocie, będąc przekonany o działaniu Emi  po swoim telefonie kiedy , tak naprawdę , Emi nic nie wie bo telefon odebrała  jakaś inna kobieta…

Niedziela .  Otis wstał o 5 i  zajrzał do  przerobionej  na  warzywniak  garderoby .  Jego mała szklarnia  nie dawała dorodnych  warzyw ale lepsze to niż ta breja z proszku  jaką w tygodniu popijają w ramach posiłku. Zbudował    jakiś czas  temu. Młyn ma kształt cylindryczny więc okna  są stosunkowo małe  ale jedno z pomieszczeń ma ścianę zewnętrzną wykonaną  ze  szklanych   pustaków podobnych do przeziernych i bardzo zniekształcających   luksfer . Ktoś chciał mieć tutaj więcej światła. Efektem   usytuowania ich  po wschodnio południowej stronie budynku ,  gdzie  przez  większą część dnia grzało słońce, była utrzymująca się wysoka temperatura.

„Okazja przechodzi koło nosa większości ludzi , gdyż jest odziana w kombinezon roboczy i kojarzy się z pracą”- powiedział Otis  do Emi cytując Thomasa Edisona  po czym zaczął organizować prowizoryczny warzywnik. Większość  sadzonek rosła  w dużych donicach, które zrobiła Emi.  Na początku Secret Garden był mały. Stopniowo powiększał się o nowe  sadzonki.

Wszystko jest drogie. Nawet warzywa i owoce,  które są teraz łatwiej dostępne kosztują sporą część dochodu miesięcznego. Dlatego  w tygodniu  za główny posiłek służy   suchy chleb maczany w zupie w proszku.  Kiedy przychodzą znajomi z niespodziewaną wizytą – głównie gamoniowaty Mały w towarzystwie obcych im ludzi ,  w ramach  poczęstunku mają na stole  wystawione zupki w proszku i elektryczny czajnik z gorącą wodą.  Warzywnik jest tajemnicą.  To nie są dobre czasy ,nawet na przyjaźń. 

Otis  przyglądał się pomidorom. Lubił przebywać w tym pomieszczeniu. Zapach liści uspakajał go. Wracał pamięcią do chwil kiedy jeżdżąc  latem  do wujostwa na wieś ,wyciągał rzodkiewkę prosto z ziemi, i wytartą tylko w spodnie zjadał z dużym apetytem. Teraz mógł zrobić podobnie ale zdawał  sobie sprawę z  różnicy  obydwu sytuacji . Czuł się jak kosmonauta  gospodarujący odrobina jedzenia.  Jak miał kłopoty z dospaniem  siadał  blisko szklanej ściany, włączał cicho małe radio  i przeglądał  nieaktualne gazety. Stałym zwyczajem był chwilowy kontakt wzrokowy z samym sobą. Chcąc jak najdłużej utrzymać ciepło w pomieszczeniu ustawił sporej wielkości lustro , które odbijało uciekające na zachód słońce kradnąc jemu  promienie. Fotel był usytuowany naprzeciw lustra. Otis rejestrował w nim upływ czasu, zmiany w „biologii” swojego ciała. Żartował : Czuje się nieśmiertelny wśród więdnących , pomarszczonych  pomidorów, łysych od urodzenia . Oczywiście  zauważał   lekką szpakowatość, która sygnalizuje  upływ czasu , ginący blask młodości robiący miejsce powadze i wyłaniającemu się z niej smutkowi egzystencjalnemu- jak to nazwał na głos , barwnie opisując siebie podczas jednego z poranków, kiedy Emi zrywała pomidory na poranną sałatkę. Dzisiaj też chwilę wypatrywał czegoś w swojej zarośniętej twarzy, niby podobnej trochę do  Jeremiego Ironnsa i  do   aktorki Glenn  Close. Obydwoje grali w „Domu dusz” , ulubionego filmu Emi, który ogląda raz na jakiś czas na zmianę z „Tańczący z wilkami” i z „Dumą i uprzedzenie”. Otis oczywiście jak zwykle  w takich sytuacjach , przez kilka kolejnych dni szukał Glenn w swojej twarzy robiąc różne miny przy porannej toalecie ale w końcu doszedł do wniosku, że jest podobny bardziej do Lucky Luka, bohatera kreskówki.  

Po chwili wziął jedną z gazet do ręki.  Na pierwszej stronie jakiś śledczy dziennikarz doszukał się powiązań międzynarodowego kapitału odpowiedzialnego za wyniesienie dziewięciu satelit w 2027 i szczepionki na Pepe . Rzecznik jednej z dużych korporacji czerpiącej profity z takich inwestycji w wywiadzie z nim  odpowiedział „Jeśli przy zarabianiu pieniędzy pomagamy ocalić obywateli lub ułatwiamy im komunikowanie się  to chyba nie ma w tym nic złego”. Inny z artykułów  opisywał  jak być samodzielnym i samowystarczalnym  gdy świat , który znamy , legnie w gruzach. Co spakować do plecaka, jak urządzić schronienie dla rodziny a nawet jak wykąpać się bez wody. Zasada „trzy do czterech”  mówi : jeśli będziesz panikować możesz być martwy 3 do 4 sekund, jeśli zabraknie ci tlenu możesz być martwy w 3 do 4 minut, jeśli zabraknie ci schronienia możesz być martwy w 3 do 4 godzin, jeśli zabraknie ci wody możesz być martwy w 3 do 4 dni, a jak zabraknie ci jedzenia  możesz być martwy w 3 do 4 tygodni. Otis przypomniał sobie poradnik survivalowy na czas kataklizmu, który czytał dawno temu. Autor opisywał zachowania ludzi oczekujących pluskwy milenijnej. Spodziewano się apokalipsy , który jak każda wcześniejsza apokalipsa  nie nadeszła ale sprzedano kontenery mrożonek, panele słoneczne, psy obronne, suplementy diety , akumulatory, generatory prądotwórcze  itd.  Lęk  to wybitnie  handlowa emocja,  skuteczniejsza od  przecen , które traktujemy co najmniej podejrzliwie.   W ten sposób dochodzimy do Marka Twaina który pisał że cywilizacja to niekończący się ciąg potrzeb, których  nie potrzebujemy. Oczywiście nadszedł  2000 rok  i  … nic.   Życie  znowu zaskoczyło „specjalistów”   od  profetyzmu wyżynając  populację  niewinną PePe. 

Na ostatniej stronie gazety był   rysunek z prymitywnym  drogowskazem na rozwidleniu  dróg w dwóch kierunkach . Zamiast  nazwy miejscowości,  którą powinna wskazywać  każda drewniana tabliczka ,  na obydwu  deskach  widniał  napis  DOKĄD?  Przy czym jedna z nich wisiała smutnie na jedynym gwoździu pokazując  proroczo  ziemię.  Pod rysunkiem  była  opisana  pesymistyczna wizja świata  pogrążonego w  ekonomicznej  bezsilności   biedniejących państw,  tworzących pozorne  sojusze  tylko po to  aby dbając o własne interesy  oszukać pozostałych.   Afryka podobno tonie w śmieciach. Zawsze była wysypiskiem bogatych państw, poligonem i testerem nowych leków  ale  w  rozpadającym się świecie , kiedy upadek finansowy  jest ściśle związany z upadkiem  moralnym i duchowym  nikt się tym nie przejmuje.  Autor ironicznie szydzi  z  Europejczyków dumnych ze swojej   kultury i  wyznawanych  wartości, które budowały ich  zakłamaną tożsamość tylko wtedy kiedy  portfele były pełne a lodówki   „ wypchane żarciem” . Artykuł kończyły słowa : „ Biały człowiek  zawsze  zawłaszczał, kradł , zabijał i niszczył  inne kultury. Ale czego się po nim spodziewać skoro za  jego wychowanie odpowiada Kościół, który  z równą bezwzględnością  deptał wszystko na swojej drodze   do  bogactwa i władzy.  Biały sobie zawsze wytłumaczy dlaczego ma do tego wszystkiego prawo… „  Autorem artykułu był znany czarnoskóry eseista, muzułmanin , który z gorliwości walki z rasizmem stał się jeszcze większym rasistą. On uważa inaczej. Biały swoje, czarny swoje. To też znak czasu. Dotarcie do frustrującego miejsca, gdzie kończy się droga DLA WSZYSTKICH. Aby pójść dalej trzeba przebić się przez wielki, dziwny las pełen pułapek i trudnych pytań. Nikt nie wie co za nim jest i z czego będzie trzeba zrezygnować aby zorganizować świat od nowa.

Niżej  był wywiad z kandydatem na prezydenta. Ze względów estetycznych dostał złośliwa ksywkę – Koala.  Pełno go na plakatach , nawet tu , w  wydawałoby się odległej mieścinie. Przez moment było głośno o jakimś sfiksowanym na jego punkcie potężnym mężczyźnie , który koniecznie chciał odciąć  jego „pszytroniczną rękę”. Nikt do końca nie rozstrzygnął co znaczy : przytroniczna. Najbardziej prawdopodobna wersja to „psychotroniczna”. Rzeczywiście machał nią dziwnie nienaturalnie. W sieci jest film jak zmaniakowany dryblas wpada na mównice z uwieszonymi na sobie zdesperowanymi  ochroniarzami i wrzeszczy : Koala ma pszytroniczną rękę!   Image satane  sukinkot macha nią ku naszej zgubie! Koala niech spierdala ! Niech spierdala !

  W wywiadzie opowiada o potrzebach zmian, o walce z kryzysem, o swojej żonie, którą kocha i że on też ma dzieci więc rozumie ludzi potrzebujących ufnie patrzeć w przyszłość, bla bla bla.  Otisa  zawsze dziwiła ta absurdalność aranżowania stron prasy. Tu artykuł o beznadziejności sytuacji , a zaraz z boku utopijna obietnica jej zmiany  , w którą masz uwierzyć zafascynowany nieskazitelną bielą zębów  optymistycznie uśmiechniętego kandydata. Może celowo pozbawia się jego wiarygodności, namawiając na wywiad i umieszczając obok artykułu demaskującego jego oderwanie od warunków w jakich egzystuje większość ? Bądź co bądź  obecnie prasa jest w dużej mierze państwowa  więc trzeba  się trochę nagimnastykować aby inteligentnie skomentować  wydarzenia.  Na dole strony jest jeszcze  reklama  trasy koncertowej Madony. W zeszłym roku obchodziła z pompą  swoją siedemdziesiątkę. W Internecie zaroiło się od fragmentów gali, gdzie po raz kolejny rzuciła wyzwanie ciału próbując tańczyć jedną z dynamiczniejszych piosenek. Ubrana w seksowną bieliznę potrząsała czymś co kiedyś uchodziło za pośladki. Na zdjęciu wyglądała jak jakiś  wyprasowany android  , pozbawiony  człowieczeństwa.  Może to najlepsze  świadectwo    pokazujące   kim lub czym , tak naprawdę  , jest  rodzaj  ludzki - parodią przeświadczenia o sobie. Z radia popłynęła  „Baby I’m fool „  Melody Gardot.  Otis oderwał wzrok od gazety. Wokalistka przyjemnie płynęła od frazy do frazy  zmiękczając  rzeczywistość dookoła Otisa.  Wziął głębszy  wdech  chcąc  jak najmocniej  poczuć  lekkość  chwili. Lubił  jej leniwe zawodzenie, które miał w swoim mp3 przemieszaną  z Fink , Cat Power  i  Kings of Leon od kilku  tygodni.  Nie miała wyjątkowego głosu  ale była  stylowa i  terapeutycznie nastrojowa. Tworzyła  bajkowy klimat zmieniając w jednej sekundzie  garderobiany warzywnik  w  sekretny  ogród . 

Telefon zadzwonił ok. 10.  Emi karmiła właśnie koty. Podeszła do drgającej  i obracającej się wokół własnej osi komórki .Leżała  na blacie kuchennym.  Na  wyświetlaczu widniał  napis Obcy. Znała zwyczaj Otisa z czytaniem gazet, więc wiedziała, że najprawdopodobniej  zasnął  w  fotelu. Chciała zdążyć  odebrać telefon w jego towarzystwie   dlatego pokrzykując   imię  szybko  wpadła  do  domowego warzywnika.  Pokazała  wyświetlacz  komórki   tuż przed nosem   Otisa , który łapiąc kontakt z rzeczywistością  wziął  telefon do ręki .

- Halo ? 

-…….

-Halo ? – powtórzył  Otis.

-Z tej strony  Otis. Do kogo się dodzwoniłem  ?-  spytał głos po drugiej stronie .

Otis  zesztywniał .  Usłyszał  jakby swoje echo, które zdarza się przy rozmowach przez zestawy głośno mówiące używane w samochodach. Z  tą różnicą , że to nie było echo tylko jakiś żywy człowiek z  jego wadą wymowy  , z jego  barwą głosu i …imieniem . Poczuł  nieprzyjemny ścisk w żołądku. Resztki snu wyparowały z  jego umysłu,  zostawiając  absolutną pustkę i dziwny stan  ożywienia . 

-  Otis ?

-Taak, Otis- potwierdził  podejrzliwie  głos- A  do kogo się dodzwoniłem ?- uparcie dopytywał.

Otis  z myślą o Emi przełączył telefon na tryb głośnomówiący.

- Dodzwoniłeś  się  do …Emi , która jest moją żoną, a ja mam takie samo  imię jak ty.

Po drugiej stronie  zapanowała cisza. W tle było słychać jakieś  odgłosy radia i  krzątaniny  ludzi w pomieszczeniu  i  jakieś  chwilowe  ciche zakłócenia jak przy utracie  zasięgu w radiu.

- Nie dość, że mam takie samo imię , to jak się okazuje mamy podobny głos i  sposób mówienia  i  „r”  , które u ciebie, jak słyszę, jest równie słabe- kontynuował  Otis . Oswajając się z sytuacją  próbował przejąć  inicjatywę  ciekawy  rozwoju  sytuacji . W słuchawce nadal panowała cisza.

-  Jesteś moim bratem bliźniakiem ?-  pytał dalej Otis chcąc utrzymać  kontakt- Halo , jesteś tam?

-… nie mam brata bliźniaka –odezwał się niepewnie głos w słuchawce  – przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo  ale ….nawet gdybym miał – zawahał się , sprawiając wrażenie  absolutnie zaskoczonego- nawet gdybym miał brata- zakłócenia  połączenia  stawały się coraz głośniejsze ….nie to mnie dziwi najbardziej – znowu urwał wypowiedź  –hmm, najbardziej dziwi mnie imię twojej żony

Otis spojrzał na Emi, która uniosła brwi zaskoczona  przekierowaniem  uwagi na jej osobę.  Zakłócenia  zmieniły swój charakter przechodząc w nieprzyjemne cyfrowe chrobotanie .

- A co dziwnego w imieniu Emi?? – spytał  głośno Otis świadom kłopotów z sygnałem. Po drugiej stronie słychać  było próbę odpowiedzi  na pytanie.

- Co on mówi ?-  szeptała Emi schylając się nad telefonem

- Co on mówi ?!- powtórzyła nerwowo

Otis wziął telefon do ręki chcąc znaleźć lepszy zasięg ale połączenie zostało przerwane.

-Co on mówił ? – zapytała po raz kolejny Emi

-Nie wiem .. Słyszałem coś jakby  ‘W jakim mieście coś tam „  albo   „skąd jesteście ?”.

Ktoś zaczął niecierpliwie pukać do drzwi. Wyszli z warzywnika i zamknęli drzwi na klucz przyglądając się uważnie czy nie ma żadnych śladów zdradzających inną funkcję pokoju. Emi  podeszła do judasza i zobaczyła w nim Małego, swojego brata. Jak tylko otworzyła drzwi wpadł do środka zziajany od biegu.

-Słyszeliście ?!- spytał łapiąc oddech- Słyszeliście  o tych telefonach?!

- Że ….?- dopytywał Otis czując  wspólny kontekst  z ich przypadkiem

-Że  dzwonią ludzie do siebie i kurwa gadają ze sobą-  ciągnął podekscytowany Mały i wszedł do pokoju z ITV . Włączył odbiornik i wyraźnie czegoś szukając zaczął zmieniać kanały. Zatrzymał na tym, gdzie  znany dziennikarz kończył swój  reportaż w jakimś domu ze spanikowaną starszą kobietą.

- To leci dzisiaj na okrągło . Tu już kończy …szkoda , bo  facet  mówi  mocne  rzeczy. Ale jak poczekacie z włączonym ITV  to znowu go powtórzą…. Albo wejdźcie do neta i tam poczytajcie bo coraz więcej jest wpisów .

Mały  siedział  na kanapie . Pilotem  przełączał kanały  telewizora  głaszcząc  odruchowo  Pati  , która  uwielbiała  jego  mało delikatne pieszczoty polegające na  przewracaniu  jej  na grzbiet  i  udawaniu  walki kota z „palczopająkiem” . Tak nazywał swoją rękę , którą unosił  przed  Pati  i  z zaskoczenia   łapał  i  potrząsał  przez moment  jej  głowę . Pati  niestety  to uwielbiała ku niezadowoleniu  Emi.

Otis   czekał  na uruchomienie  laptopa , wchodząc  po chwili na jeden głównych portali informacyjnych. Rzeczywiście , na głównej  stronie  było zdjęcie komórki  z  tytułem    Telefon”.

-Mam coś- wymamrotał  i zaczął czytać na głos.

Od dwóch dni  , w różnych częściach świata , pojawia się coraz więcej przypadków dziwnych telefonów .  Ludzie mają  połączenie  ze  …sobą.  Ludzie są w  szoku , kiedy  rozmowy ujawniają wiele zbieżności  życiowych , podobnych  doświadczeń  i  wydarzeń .  Przerażeni  znajomością  szczegółów  użytkownicy telefonów  masowo  zgłaszają   reklamacje do operatora  swoich komórek   dotyczące  podsłuchów.   Sytuacja ma miejsce na całym świecie więc nie ma  mowy o zjawisku lokalnym ,  kontrolowanym  przez  jakąś  zorganizowaną grupę hakerów.   Za duża  skala  zjawiska  i  niewytłumaczalna  znajomość  epizodów z życia rozmówców.

- Do mnie jeszcze nie dzwonili –  przerwał Mały.  

Emi  stała przy blacie kuchennym zalewając   herbatę .

- Chcesz coś pić ? –  spytała brata- Jadłeś coś ? Mamy  wczorajsze ciasto.

Mały  spojrzał podejrzliwie na Emi

- A do was dzwonili ?- spytał

-Dzwonili.

Z  pamiętnika  Otisa  2028.Lipiec

Miałem dziwny sen , bardzo realny.

Mieszkaliśmy w nim w jakimś domu w górach.  Emi nie wracała do niego  na noc.  Od kilku dni wychodziła na dach z kocem i „świeciła”. Pytałem ją co to znaczy. Zamyślała się , tajemniczo uśmiechała..mówiła że nie potrafi tego wyjaśnić , po prostu „świeci”.  Prosiłem żeby spróbowała jednak to wyjaśnić  ale  kręciła tylko głową z dyskretnym uśmiechem na twarzy. Nie wiem  , ale  miałem w tym śnie złe przeczucia. Ma to na pewno związek z „ZZ”  ale jaki , nie wiem. Emi wydawała się szczęśliwa, a raczej szczęśliwsza niż kiedyś. Zawsze  starała  się być pogodna ale w śnie  była jakaś odmieniona. Bardzo dużo spała. A kiedy wstawała była właśnie szczęśliwa, przerażająco szczęśliwa…

Przez  kolejne  dni  wszyscy  oszaleli na punkcie  Zdarzenia.  Tak nazwano dziwne zjawisko kontaktu z samym sobą. Nazwę  Tunel , częściej  używali  internauci . Prasa , ITV,  Internet  opisywali   przypadki  z  różnych zakątków świata. Każdy starał się  opisać  swoje doświadczenie i wrażenie po rozmowie . Cechą wspólną był stosunkowo krótki  kontakt i brak jakichkolwiek prawidłowości  ponownego połączenia. Jedni mieli tylko jeden kontakt inni dwa i trzy.  W zależności kogo dotyczyła rozmowa   taka była relacja.  Ludzie neurotyczni  snuli  opowieści na granicy  omamu, religijni  na granicy  wniebowzięcia  , a  starający się racjonalnie  odbierać  otoczenie  opisywali  swoje doświadczenie  rzeczowo  z  nieukrywanym zdziwieniem i  strapieniem. Jedni  zafascynowani inni przerażeni. Oczywiście musiał wrócić wiecznie mielony temat prywatności w sieci, jedna z największych głupot wymyślonych przez  internautów. Oburzeni podkreślają potrzebę uszanowania intymności ich życia zapominając, że dawno temu, wszystko już beztrosko upublicznili na  dziesiątkach możliwych portali społecznościowych , blogach, ankietach i umowach, na które bezmyślnie klikają upoważniając różnych cwaniaków do przetwarzania ich informacji personalnych  z wiedzą sięgającą koloru gaci i wszystkiego co się w nich znajduje, z długością włosa łonowego włącznie. Ktoś wpadł na pomysł aktywowania nowego typu świadomego wirusa, który sobie pełen wiedzy o delikwentach  wydzwania po nich, bawiąc się ich strachem. No cóż , Stanisław Lem powiedział kiedyś : dopóki nie skorzystałem z Internetu , nie wiedziałem że jest tylu idiotów.

  Trudno było przewidzieć  kto kolejny  będzie miał  połączenie  co utrudniało ośrodkom badawczym, powołanych do  wyjaśnienia  tego zjawiska , budować jakąś  „konstrukcję  Zdarzenia”.  Co prawda sporo osób nagrało swoją rozmowę ale to co najbardziej interesowało naukowców to „połączenie” , jego  natura,  techniczna analiza i zbadanie  wszystkich parametrów aby ustalić tą najważniejszą  kwestię  „skąd „  owe połączenia     , czy jak mówią zgodnie internauci , gdzie jest drugi koniec  Tunelu.   Pojawili się również  Łowcy,  ludzie  szukający wyjaśnienia  na własną rękę . Bardzo szybko  zyskała na popularności  hipoteza  Psychoinwazji . Ewentualny  kontakt z Obcymi , najczęściej   ma charakter mało pokojowy i ma związek z  kolonializowaniem  ziemi. Najczęściej jesteśmy  siermiężni  technologicznie  , najczęściej  jesteśmy pożerani,  neutralizowani, zamieniani  w pył lub krwawą papkę.  Nasza  wyobraźnia  opisująca możliwy scenariusz  spotkania trzeciego stopnia  jest  skalibrowana  naszym  doświadczeniem więc  jedyne  pomysły jakie mamy  to  te oparte na naszej  krwawej historii , zmodyfikowane innymi kształtami  obcych. Powiększamy im głowy , dajemy dwie dodatkowe łapy, dodatkową szczękę  , a ci  co  zachowali odrobinę  poczucia  humoru  dają również trzeci  cycek.  Psychoinwazja  to  coraz popularniejszy pogląd  grzebania nam w głowach za pomocą nieznanej technologii.  Obcy chcą  nas załatwić bez  konieczności bezpośredniego  starcia  wykorzystując do tego telefony.  Jedni  zaczęli   strachem  reagować na dzwoniący telefon inni  nie potrafią na niczym innym się skupić  jak tylko na swojej  komórce w oczekiwaniu na połączenie.  Oczywiście pojawiło się kilka  nowych fobii,  których katalog  Ziemski - dość obszerny-  trzeba było powiększyć o kolejne  pozycje, za które  psychoterapeuci    niezmiernie  wdzięczni.  Psychoterapeuta też jeść musi.  Istnieje jeszcze inny pogląd  głoszący   odciągnięcie uwagi od  najistotniejszych  problemów  świata  za którymi stoi   żydostwo .  Jeśli kogokolwiek stać na taką  wielojęzykowa   masońską zabawę  to tylko Żydów, bo jak wszystkim dobrze wiadomo  są wszędzie.

Emi i  Otis  starali się żyć tak  jak zawsze.  Obroną przed  otaczającym  komórkowym szaleństwem  był ich  dom w górach, wyłączony ITV, brak zainteresowania światem.  Nie można było uniknąć tematu całkowicie. Sami doświadczyli  kontaktu. Obydwoje uznali  że  ma to swoją  dobrą stronę. Z natury są sceptyczni  .  Gdyby telefon do nich nie zadzwonił mieliby  duże wątpliwości  słuchając  opowieści ludzi. Takie oglądanie  rozgorączkowanych  kontaktem  osobników  mogłoby  wywołać  uczucie  osaczenia  jakimś  amokiem , wywołać  podejrzenia  jakiejś rozprzestrzeniającej się choroby  psychicznej .  Telefon zadzwonił dwa razy .  I Emi , i Otis mieli okazję  usłyszeć  wyraźnie  coś czego  co prawda nie rozumieli  ale  było niezaprzeczalnym  faktem.

Jedyną anomalią , którą nie wiedzieli jak  potraktować to dziwaczna zmiana tęczówki w oku Otisa. Jego oczy miały kolor niebieski ale parę dni temu Emi przerwała jedną z rozmów , podeszła bliżej jego twarzy i przyglądała się uważnie porównując obydwie tęczówki:

- Śmieszne – powiedziała- W twoim  prawym oku pojawiła się delikatna zieleń, jakby wychyla się z  błękitu. 

Otis podszedł zaniepokojony do lustra. Rzeczywiście na tęczówce zrobił się delikatny naciek zieleni. Na myśl o kłopotach ze wzrokiem przeszły go ciarki ale nic takiego  nie miało miejsca

- Mam ukryte w sobie szmaragdy- ironizował- Jestem cenny, rozumiesz to? Musisz mnie chronić i dbać o mnie.

- Albo powoli stajesz się cyklopem z zielonym okiem.

- Może ten drugi Otis ma zielone oczy?- zapytał na głos

- Nie słyszałam żeby komuś  kolor tęczówki się zmieniał, a już tym bardziej jednego oka.

- I co teraz? – zapytał otwierając laptopa z zamiarem  poszukania informacji o podobnej przypadłości.

Emi uniosła brwi w strapieniu , rozciągnęła usta i udając żabę powiedziała:

- Na wszelki wypadek patrz na mnie tym błękitnym. Tego zielonego  trochę się boję.

Krucza

Trzeci raz zadzwonił trzy tygodnie po  pierwszym kontakcie. Był początek lipca. Obydwoje  zostali zaproszeni  przez ciotkę  Emi. Mieszkała niedaleko ich miasteczka. Ciotka była absolutnym antyspołecznym oryginałem. Jej mizantropia objawiała się wieczną krytyką całego rodzaju ludzkiego , nienawidziła pasywności  w istotnych  kwestiach. Najbardziej obrzydliwe słowo dla niej to RELATYWIZM. Do dziś jest przekonana że wymyślił je sam Diabeł aby zniechęcić do działania i rozgrzeszyć wszystkie „inteligentne faje”- mawiała. Widziała sprawy dwukolorowo, a całe to gadanie „trzeba się zastanowić… to nie takie oczywiste…. każda strona ma swoje racje …dualizm , sralizm” –jak kończyła, uważała za  bezpłciowe ględzenie wykastrowanych lewaków. Protestowała, pikietowała, rozsyłała  apele  twierdząc, że trwa odrywanie  człowieka od przyrody ,a  swoje apogeum  osiągnęła kiedy się obraziła na wszystkich, sprzedała  co miała w stolicy , włącznie z mieszkaniem i przeprowadziła się do leśniczówki  w górach, jakieś 30 km od miejsca zamieszkania  Otisa i Emi. Była dziennikarką  radiową , w stanie spoczynku,  a dokładnie,  w stanie wkurwionego spoczynku.

Po zdemaskowaniu kulis 11września 2001 nie  wierzyła w nic co podają zachodnie  media.  Rzeczywiście istniały wtedy ośrodki terrorystyczne ale odkrycie niektórych  źródeł ich finansowania było  informacyjnym tsunami. Już po ataku na WTC powstało wiele  spiskowych teorii niemniej dopóki były  to mniej lub bardziej udokumentowane    historie o  knujących  zagładę świata  Iluminati   dopóty  wszystko było wrzucane do jednego  histerycznego wora . Władza  USA z ojcowską pobłażliwością bagatelizowała zarzuty słysząc  jak targnęła się na swoich niewinnych  obywateli  dla uzasadnienia planowanych działań wojennych na terenach pełnych ropy.  Chociaż każdego  kto oglądał zapadanie się wieżowców ogarniało dziwne uczucie zaniepokojenia obserwując harmonijne, wręcz książkowe z punktu widzenia techniki wyburzania , składanie pięter w tempie swobodnego spadania. Dotyczyło to nie jednego budynku  a  trzech.  Nie wspominając już o pentagonie, gdzie skrzydła samolotu złożyły się i wpadły do dziury po kadłubie w pentagonie, nie zostawiając na ścianach śladu po sobie. Części samolotów miały zwyczaj  wyparowywać od temperatury, a w ich popiołach odnajdywano  nienaruszone paszporty po terrorystach.   Oczywiste wnioski były tak przerażające, że każdy bał się o nich myśleć wprost, czując  nadchodzący pogrzeb zachodniej kultury czyli wolności i wzajemnego poszanowania praw obywatelskich . Ale niestety 9  lat później Wikipeace, rozesłało liczącą przeszło 300tyś stron dokumentację ukazującą prawdę o światowym terroryzmie, który był niczym innym jak tylko innym rodzajem armii  tej samej władzy , władzy pieniądza i  przenikających  się wzajemnie wpływów potężnych interesów.  Jej celem  było  jak zwykle straszyć ludzi, bo jak wiadomo przerażone społeczeństwo chętnie odda swoją wolność  i zgodzi się na działania  prewencyjne, interwencyjne, pseudorozjemcze  itd , byle był dostęp do telewizji, Internetu, i   do paliwa potrzebnego aby dojechać  samochodem do McDonalda. Nie trzeba szkolić  do tego  szwadronów śmierci , wystarczy finansować i  kontrolować  fanatyków. Juan Arange , twórcy Wikipeace  nic za to nie zrobiono bo przecież żyjemy w demokratycznych systemach  ale  po roku od ogłoszenia rewelacji o uwikłaniu członków rządu  USA  w machinę  do kreowania  wojny ,okazało się że  Arange był seryjnym gwałcicielem  sierot , terrorystą i kanibalem w jednym (a jakże by inaczej) i  zniknął .

Natomiast prawdziwym konikiem cioci  były bomby i sprzęt wojskowy  ze zubożonego uranu , który już w latach dziewięćdziesiątych spadały na byłą Jugosławię zamieniając jej tereny w tygiel radioaktywny. Przez wiele lat robiła co mogła w celu uświadomienia opinii publicznej o niebezpiecznym trendzie rozrzucania uranu po krajach gdzie były prowadzone działania interwencyjne tzw.Zachodu.  Powstało również kilka dokumentów o Faludży, gdzie po ataku wojsk USA na Irak ludzie zapadali na dziwne choroby a noworodki ku rozpaczy rodziców rodziły się zdeformowane ,  bez kończyn. Żadna miotła nie zdążyła tego schować pod dywan i mówiono o tym głośno. Nawet żołnierze amerykańscy umierali mając kontakt ze sprzętem wojennym naszpikowanym uranem . Naturalnie do samego końca byli patriotami , tyle że w pieluchach mając kłopot z utrzymaniem moczu w wyniku zatrucia organizmu radioaktywnym pierwiastkiem. W Internecie są filmy jak radośnie przeklinają na widok potężnej eksplozji po zrzuceniu na iracki dom pocisku typu hellfire. Nie zdawali sobie sprawy, że tuman kurzu, który po chwili do nich doszedł zostawi w ich ciałach ślad w postaci przyszłych nowotworów na jakie po czasie zapadali. Tak Wuj Sam troszczy się o swoje zbrojne ramie.  Ciocia nie mogła przeżyć obojętności opinii publicznej na bezkarność  , jak ich nazywała : „świętojebliwych  wampirów ropy”, którzy mają resztę świata dokładnie tam, gdzie kończą się plecy. 

Fanatyk jest jak wkurzone dziecko- mawiała – nie wie co robi. Trzeba stawiać opór i uświadamiać. Ale  Kapitalista bez sumienia to inteligentny wirus , który nie dość że zniszczy wszystko dla zysku , to jeszcze jest zły że dzieje się to tak wolno.

We wstydliwy proceder używania  brudnych bomb były zamieszane niemal wszystkie większe państwa.

Kiedyś prowadziła  swój program  w  radiu publicznym  ale jej  radykalizm , sposób  formułowania  myśli i z tym związane oskarżycielskie werbalizowanie  ich   nie mieściła żadna stacja  radiowa. Dyrektorzy programowi , ceniąc jej zaangażowanie , absolutną prawdziwość  przekazu ,  chcieli jej kontrowersyjną osobą  karmić zapotrzebowanie na  proekologiczne  postawy  ale  żaden z nich nie był w stanie długo jej trzymać u siebie w stacji bo wypowiedzi  typu : syfiarze , brudasy,  społeczeństwo gównojadów  czy  prymitywów  w lexusach  nie mieściły się w ramówce żadnego radia. Ciocia nie potrafiła się też pożegnać z żadnym radiem. Jak odchodziła to z hukiem , np. z hukiem  obitego kijem bejsbolowym samochodu jednego z dyrektorów.  W końcu  zabrakło odwagi  na jej zatrudnianie. Każdy  z dyrektorów , jakiejkolwiek  stacji,  miał przecież jakiś samochód. Oczywiście była na tyle kolorową osobą że skupiła wokół siebie sporo młodzieży, zakochanej w jej „  ozdrowieńczej agresji”   w  słusznej  sprawie ale  jak często w takich sytuacjach , po kilku wspólnych  zielonych pikietach rewolucyjny ogień w młodzieży się wypalił . Oni wrócili z powrotem  do youtuba  i  kremów na pryszcze, a ciocia została sama z pudłami ulotek . Zresztą pytani  dlaczego  angażują się w tego typu akcje odpowiadali  z filozoficzną głębią …bo  to jest zajebiste  i że oni też są wkurwieni. Pytani na co , odpowiadali , że na wszystko .

Otis uwielbiał ciocię. Nigdy nie dowiedział się jak ma na imię. Podobno Gertruda ale  jej zawodowy pseudonim to Krucza .  Otis miał ochotę kiedyś o to zapytać  ale ochota przyszła dokładnie w momencie rozkrajania  przez ciocię ,wielkim nożem ,  kurczaka i jakoś go ochota odeszła.

   Rzadko się widywali bo mizantropia to….mizantropia, obejmowała wszystkich także rodzinę, tym bardziej daleką.  Ciocia była oschła w obyciu  z przenikliwym spojrzeniem. Miała w sobie coś z demona. Ubrana w jakąś nieokreśloność dopełniała swój wizerunek. To było zderzenie kloszarda z wdziękiem supermodelki.  Na pierwszy rzut oka trochę jak starzejąca się aktorka z tendencją do  ubierania źle dobranej, krzykliwej  konfekcji  ale po chwili  człowiek ma wrażenie jakby  każda rzecz na niej była oddzielnym komunikatem . Np.  obcisłe  spodnie mówiły  : nie interesuje mnie czy mi wypada je nosić , nie interesuje mnie twoja opinia, luźna koszula , z kolorowym kwiatem  na piersi  wysyłała komunikat : mam  piękne serce, w głębi jestem kruchą , wrażliwą dziewczynką, a sporej wielkości tatuaż wychylający się z rękawa mówi; jak podejdziesz za blisko mogę urwać ci głowę i zawiesić na przełyku. Fryzura to osobne komunikaty. W zależności od nastroju albo jest  natapirowana, chaotycznie pospinana, albo jest gładziutko przylizana do tyłu jak u mafijnego dandysa  , albo stylowo uformowana, albo z warkoczem , kokiem itd. Jak ktoś pojmie znaczenia tych fryzur  wchodzi na inny poziom komunikacji z ciocią. Emi, która zna ją znacznie dłużej opowiadała  różne zabawne perypetie  z niedoszłymi mężami , którzy jeśli nie zdążyli w panice uciec byli przepuszczani przez maszynkę jej osobowości . Zostawała jakaś  krwawa emocjonalna miazga. Ale to  że kiedyś była piękną kobietą  było widać jeszcze dzisiaj.

Emi wyczuwała ciocię i ją „rozumiała” . Pamięta jak jeszcze jako dziewczynka przyjechała na jedną z imprez rodzinnych, gdzie właśnie pojawiła się   z partnerem.  Byli wspólnie ale coś miedzy nimi było nie tak. Emi nie rozumiała spraw między dorosłymi ale  czuła już  stan serca cierpiącej osoby. On był uosobieniem spokoju , typ  stoickiego mądrego amanta, a ona przy nim zapadająca się w sobie gwiazdą. Emi  weszła do pokoju na poddaszu , gdzie nikt zazwyczaj nie wchodzi , i zastała tam ciocię. Siedziała przed lustrem patrząc sobie w oczy. Stała przy uchylonych drzwiach , mała pięcioletnia dziewczynka, a ciocia nieruchomo przed lustrem patrzyła  sobie w oczy. Emi widziała jej twarz w odbiciu. Była strasznie smutna, strasznie, strasznie smutna –powtarzała w trakcie opowiadania Otisowi. Czuła jakby zbliżała się do wielkiej ciemnej przepaści. Z jednej strony ciekawa co tam zobaczy , z drugiej przerażona  tym co biło od cioci. Trwały tak bez ruchu kilka długich sekund. W pewnym momencie odbicie cioci spojrzało na Emi , ciągle strasznie strasznie strasznie  smutne  ale po chwili  jak człowiekowi  wyciągniętemu   ze studni gdzie czekała go śmierć, spojrzeniu wracała nadzieja, blask i podnoszący na duchu słaby uśmiech.  Wyciągnęła rękę w moim kierunku –opowiadała Emi-   zachęcając abym podeszła. Posłusznie to zrobiłam . Przytuliła mnie i znowu długo nic nie mówiła. Siedząc na krześle bujała się ze mną delikatnie  nucąc  dziecięcą melodię. Powiedziała wtedy : pamiętaj Emi , życie jest  jak ogień…żeby nie spłonąć trzeba mieć sporo lodu w sercu.  I nic na to nie poradzimy . Poczułam wtedy, że muszę ciocię mocno przytulić i to zrobiłam. Trwało to może 15 sekund, a z jej oczu popłynęło morze łez. Miałam całe ramie  mokre.  Po chwili wstała szybkimi ruchami poprawiła rozmazany makijaż, spojrzała na mnie , pocałowała w czoło  i wyszła z domu   bez pożegnania z innymi .  Potem widziałam  przez okno jak jej partner wyszedł za nią , wolno , bez pośpiechu. Zapalił papierosa przy furtce , patrzył jak ciocia  oddala  się w kierunku pobliskiego przystanku autobusowego i spokojnie palił. Kiedy skończył  , rozdeptał niedopałek…robił to  dziwnie wolno , dokładnie , nienaturalnie dokładnie ,deptał i kręcił  stopą jakby bał się  pożaru jaki mógłby buchnąć  z tego miejsca .  Po kilku latach zrozumiałam że w tamtej chwili  deptał nie tylko  papierosa. Deptał wszystko co ich  wiązało. Potem   ruszył wolno za nią ale nigdy już się nie spotkali. Nawet na przystanku stali osobno.

Ale coś wtedy połączyło Emi z ciocią. Obydwie raczej mało mówią. Ciocia z racji swojej profesji  potrafi  mówić , a jak  ma cel to  potrafi mówić bardzo dużo i konkretnie. Jednak w naturze ma ciszę. Po tamtym wydarzeniu  długo się nie widzieli  dlatego dużym zaskoczeniem dla Emi było kiedy już po przeprowadzce w góry   ciocia  zapukała do ich drzwi  i po krótkiej wizycie zaprosiła do siebie jak się ociepli.  Od tej pory  odwiedza ją od czasu do czasu, zawsze z jakimś porcelanowym prezentem ,który sprawia cioci zafascynowanej garncarską pasją  Emi dużą frajdę  i  dzielą się swoim milczeniem .  

Otis nie zawsze jedzie z Emi . Czuje że trochę przeszkadza ale ciocia ma w tym swoim osobliwym systemie wartości  warunkowe  przejawy tolerancji dla niego.

Przyjechali  w piątek i spędzili genialnie odprężający weekend. Dużo chodzili po mało uczęszczanych ścieżkach górskich w mieszanym pobliskim lesie. Nazbierali sporo grzybów : sów i kurek, które ze smakiem zjedli obtoczone w jajku popijając kwaskowatą z braku dostatecznej ilości cukru nalewką z jeżyn.   Ciocia  była jak zwykle specyficznie gościnna , czyli  karmiła nas metodą :każdy wie gdzie jest  jedzenie i jak będzie głodny niech sobie robi. I już.  Co prawda wyjeżdżając po zakupy  pytała czy mają  jakieś zachciewajki którym nie sprosta jej spiżarka  ale miała przy tym taki wyraz twarzy że bezpieczniej byłoby  połknąć  własny język niż prosić ją o jakąś fanaberię. Żyła bardzo skromnie i zwyczajnie nie wypadało nadwyrężać jej  gościnności. Zresztą i tak Emi zabrała ze sobą sporo przygotowanego w domu jedzenia.  

Jedli właśnie skromny obiad gdy zadzwonił telefon. Siedzieli na zewnątrz pod starą jabłonią, gdzie stał duży jesionowy stół , przy którym w trójkę zajadali się makaronem z własnej roboty pesto.  Emi zerknęła na telefon i  widząc Obcy na wyświetlaczu  szybko podała  komórkę Otisowi.  Do cioci  nikt nie dzwonił więc sama była zaciekawiona. Oczywiście miała na to swoją teorię. Nie wątpiła w opowiedzianą przez  Emi  historię ale słuchała  tego  wszystkiego co się dookoła działo z  dużą rezerwą.

Otis wziął telefon do ręki , wstał . Przez ostatnie tygodnie często myślał jak przeprowadzić  kolejną rozmowę aby mieć szansę na  pozyskanie możliwie jak największej wiedzy o rozmówcy.

-Halo, tu Otis- zaczął.

- Tu też Otis – usłyszał w odpowiedzi – i Róża – dobiegł kobiecy głosy  z oddali po drugiej stronie . Ciocia spojrzała na Emi wyraźnie zaskoczona. Emi siedziała pod jej jabłonią jakby rażona piorunem  ekstremalnie dziwacznej  sytuacji  kontaktu ze   swoją  bliźniaczą siostrą   , która mówi skądś przez telefon a przecież   ….nie żyje od  30 lat . Wyraz twarzy cioci  złapał  dziewczęcy promień nowego doświadczenia , starość  jakby zniknęła z jej oblicza ustępując miejsca  gotowości na rozpoczynająca się przygodę  . Przecież o tym właśnie opowiadali jej  dwa dni temu. Przecież miała to na co dzień w napływających zewsząd  wieści .  Jednak zetknięcie z czymś takim  osobiście , z czymś tak niecodziennym i pozbawionym  podobieństwa do czegokolwiek co stanowiło ludzkie doświadczenie , nawet dla tak ekscentrycznej osoby jak ciocia musiało być  silnym przeżyciem. Ale zaskoczenie trwało ułamek sekundy . Po chwili ciocia  spojrzała na Emi  oczami  pełnymi   blasku  jakby odwiedził  ją dawno  niewidziany przyjaciel.  To uspokoiło Emi , podświadomie czuła   że taki towarzystwo jest najlepsze do tego typu rozmów .  Ciocia  wyłamywała się  ze wszystkich kanonów normalności  więc  jej  reakcja na sytuację napełniła ją  przyjemną otuchą.  Otis słysząc   po drugiej stronie wyczekiwanie  gotowości do rozmowy również włączył tryb głośnomówiący  ,położył telefon na  stole  i powiedział: 

- Nie wiem jak długo utrzymamy kontakt  ale słyszę że jesteście zorientowani  już w sytuacji. Uczestniczymy w czymś  absolutnie  wyjątkowym. Mam nadzieję że dla Was jest to równie dziwne jak dla nas..

- Było dziwne - usłyszał w odpowiedzi -  w sumie nadal jest  ale … czy tylko ja do Ciebie dzwonię ?

- Jak czy tylko Ty ? A kto jeszcze miałby dzwonić ? – spytał Otis. Emi  wstała od stołu czując jak rośnie w niej  jakaś potężna emocja , której nie potrafiła powstrzymać.

- Ja oprócz kontaktu z Tobą miałem  7 innych telefonów . Tym razem do siebie . U nas jest  po prostu  świat …taki jak u Was.  Po ostatnich wydarzeniach po naszej stronie  widzę że doszło  do jakiś  anomalii   w  naturze rzeczywistości . Jak drugi raz dzwoniłem do ciebie..do was, leżałem właśnie w  szpitalu, teraz mam gips na nodze po paskudnym złamaniu. Pamiątka po wypadku , wiesz  mój pierwszy telefon kiedy myślałem że się dodzwoniłem do mojej żony Róży.Ty  też masz nogę w gipsie ?

-Róża …- szeptała Emi zbliżając się do telefonu- Róża ? Róża jesteś tam – pytała biorąc telefon do ręki.

-…tak , jestem – odpowiedział ostrożnie  kobiecy głos.

- Masz.. 34 lata ..tak ?-pytała dalej Emi wyraźnie wzruszona z łamiącym się głosem.

- Dlaczego płaczesz ?

-Dawno nie słyszałam Twojego głosu.

- A ja Twojego   – powiedziała Róża

-Miałaś …. pogryzł ciebie pies  , straciłaś dużo krwi. Pamiętasz , wtedy kiedy chciałyśmy ratować Kropkę jak się gryzł z innym psem, pamiętasz? Krwi nie było  w szpitalu , trzeba było dowieźć  i …nie zdążyli i… straciliśmy ciebie.

-Rzeczywiście  tak było , tylko że tutaj  straciliśmy  ciebie Emi, ciebie pies pogryzł...

Otis  wstał i wciągnął kilka razy przez nos głęboko powietrze, wolno je  wypuszczając  za każdym razem. Przyglądał się jak Emi rozmawia  z nieżyjąca siostrą i czuł jak irracjonalność tej rozmowy usuwa jemu grunt pod nogami.  Szeptał pod nosem „to się nie dzieje naprawdę….to się nie dzieje…  do tego nie można się przyzwyczaić …”

- To dobrze- powiedziała Emi a w telefonie znowu pojawiły się zakłócenia - …to bardzo dobrze  - powtarzała w kółko   nieobecna.

- Czy tam u was jest podobnie? – wtrącił się Otis chcąc  zadać planowane pytania-Też dzwonią telefony? Też macie 2028rok? Czy ..

- Tak jak mówiłem , dzwonią,  rok ten sam i chyba  wszystko co ma związek  z życiem na ziemi  mamy takie jak u Was ale jest znacznie gorzej niż myślisz.  Za jakiś czas zacznie się przenikanie i wcale nie jest powiedziane że kontakt ze mną to jedyny jaki  będziesz miał ….Otisów jest znacznie więcej , rozumiesz , Otisów czyli ciebie i mnie ….chociaż nie zawsze mają takie samo imię. Do mnie np. zadzwonił tez  Marcel …  Ale  jest  jeszcze …

Połączenie zaczęło się urywać  zostawiając  Otisa z fragmentami  wypowiedzi :… nakładamy się na siebie, słyszysz ! , nakładamy się i przenikamy…..Telefony to dopiero początek, słyszysz?!........Uważaj na szczura!  Musisz….

Koniec. Przerywany sygnał   długo  przecinał systematycznie ciszę zanim Otis  sięgnął po telefon aby go wyłączyć.  Rozmowa trwała 1:53. Patrzył na wyświetlacz  czując  wir w głowie .  Drugi Otis, Róża !!!,szczury Marcel…Jaki Marcel ? Niczym trąba powietrzna unosząca połowę  miasta cała jego pamięć poderwała  to co do tej pory ułożyła  w   pojemnym  zakątku  umysłu  i zaczęła ustawiać naprzeciw niego wszystko co w niej nazbierał przez lata swojego życia,  dobro, zło  , ich ważenie , dzielenie   i myśli, miliony myśli , które stały jak armia naprzeciw Otisa gotowe do walki. Gdzieś pośród tego wszystkiego stał też Bóg , w którego starał się wierzyć .  Chociaż kiedy się tej  wielkiej armii przyglądał  dostrzegł  ich  niepokój , bezradność , czającą się rezygnację.  Patrzyli w jego kierunku  gotowi  na jakiś sygnał , na sygnał do walki . Ale sygnał od kogo?  Może …..od niego ? Może nie z nim chcieli walczyć tylko  o niego ?  No bo co teraz powinien  zrobić? Co powinien zrobić Otis. Gdzie tą armię poprowadzić?  Z kim lub czym ma walczyć? 

Kiedy się ocknął spojrzał na Emi . Siedziała nieruchomo dyskretnie uśmiechnięta jakby i w tym wymiarze dostrzegała w oddali swoją zmarłą siostrę. Cioci nie było.

Kiedy  wróciła  trzymała otwartego laptopa i wyraźnie coś chciała im pokazać .

- Nie mówiłam, na początku, kiedy mi opowiedzieliście o swoim kontakcie , że mam od jakiegoś czasu ciekawy materiał do poczytania. Mam to od kilku lat od bliskiej mi  osoby Leny, którą poznałam na kameralnym bankiecie  po koncercie jej  kwartetu. Lena  gra na skrzypcach.  Znaczy , wiecie, bliska nie bliska, nie widujemy się często ale powiedzmy że  ma w sobie  to coś czego zawsze szukam u  ludzi , czegoś co po krótkiej nawet znajomości  wystarczy aby kogoś polubić, zaufać .  Jak pamiętacie byłam dziennikarką i trafiali do mnie różni ludzie, włącznie z ekscentrykami i oszołomami włącznie. Właśnie dlatego byłam sceptyczna  i  nie chciałam tego tekstu pokazywać bo i tak już dostatecznie jestem postrzegana jako osoba  postrzelona w głowę. Mnie to pamiętam zaciekawiło.

Położyła laptopa na stole .

- Poczytajcie ja zrobię herbatę

Otis dosiadł się do Emi , która cały czas trwała w katatonicznym stanie. Widząc jej nieobecność  zaczął czytać  pisany długopisem tekst ze skanowanych  kartek  na głos  :

-Nazywam się  Lena Nepo….-Otis  upewnił się jeszcze raz czy dobrze przeczytał nazwisko i spojrzał na Emi , która  przebudziła się  i powiedziała – To jak nasz sąsiad .

-Ona rzeczywiście  ma  koło was brata  – zdążyła  powiedzieć ciocia zanim weszła do domu .

 Na samym wstępie  chce zaznaczyć  że pisze to wszystko bez potrzeby przekonywania kogokolwiek do tego co tu przeczyta. Piszę bo wiem że umrę. Pisze bo wiem,  że z pokolenia na pokolenie dzieją się wśród ludzi  różne niewyjaśnione  rzeczy w które niewielu wierzy . I nie ma w tym nic dziwnego. Ja również żyłabym pewnie  podobnie , z mniejszą lub większa wiarą w różne historie gdyby nie moje osobiste doświadczenie. 

Od najmłodszych lat wiedziałam co będę robiła  w przyszłości. Chciałam zostać  skrzypkiem , tak jak mój dziadek, który był wyjątkowym tajemniczym  człowiekiem . To co robił ze skrzypcami  wprawiało w zdumienie  wszystkich. Nigdy nie zabiegał o popularność . Pytany  dlaczego nie  zarabia na tym pieniędzy zawsze odpowiadał pytaniem  na pytanie: Po co? Jego małomówność  była  źródłem wielu śmiesznych sytuacji. Kiedy dziadek miał ok. 55 lat  do jego mieszkania przyjeżdżali różni ludzie z propozycją   zorganizowania  trasy  koncertowej i zarobienie pieniędzy . Uwielbiał skrzypce więc chętnie grywał mini recitale  w domu . Po jednym z nich podszedł do niego  pewny siebie gość, ubrany w świetnie skrojony garnitur   i zagadał : Wiem że pan nie potrzebuje rozgłosu i  pieniędzy  ale  warto to chociaż zarejestrować  i  pozwolić tej muzyce przetrwać. Dziadek spojrzał na niego i spytał pokazując  brodą na dziewczynę która siedziała  obok niego w trakcie koncertu : Ta pani jest z panem?  Gość się odwrócił  chcąc się upewnić o kogo dziadek pyta. Zaczął   właśnie  odpowiadać : To jest moja….” ale dziadek szedł już w jej kierunku. Dziewczyna miała ok. 30 lat i była wyraźnie speszona ale i zadowolona z  atencji  jaką  dziadek    obdarzył  stając przed nią i wyciągając rękę aby wstała .

- A pani jak myśli? Trzeba nagrać  ?

- Nie- odpowiedziała natychmiast .   Twarz  gościa w garniturze  zapłonęła purpurą.  Spojrzał z nienawiścią   na  swoją  asystentkę, podszedł do krzesła, wziął płaszcz i odjechał bez niej .

Zrobił to na oczach młodego dyrektora  małego teatru w stolicy, który zaproponował jej podwiezienie, gdzie tylko będzie chciała. Wystarczyło spojrzeć na nich aby wiedzieć że spędzą ze sobą resztę  życia. Po latach jak o tym myślę , wydaje mi si,ę że dziadek zrobił to specjalnie. Nie wiem czy wiedział  co dokładnie  robi   ale  efekty potem były zaskakujące. Nie zawsze dobre ale najczęściej okazywało się że potrzebne.

Dziadek krył w sobie jakąś wiedzę , która była bezpośrednio  związana ze  skrzypcami. Miał też  żonę , która  nie była wytrawnym melomanem . Lubiła  po prostu  słuchać   doskonałej gry  robiąc obiad  czy rozwieszając  pranie . Lubiła też życie  z nim i bawiła ją  bezradność  ludzi  chcących zarobić na nim pieniądze. Chociaż żyli skromnie i pieniądze na pewno  by się przydały  nie  naciskała  go do podjęcia jakiejkolwiek decyzji. To  właśnie  jej najwięcej mówił. Siedziałam często  za łóżkiem  bawiąc się jako dziecko z moim młodszym bratem  Ablem drewnianymi  klockami  i słyszałam  sporo tych rozmów, a w zasadzie  krótkich wypowiedzi . Dziadek mawiał że kiedy gra czuje tysiące rąk w jednej ręce , tysiące palców które dbają aby  temperament nie zabił dyscypliny i aby dyscyplina nie ograbiła temperamentu  z ognia. Babcia niewiele rozumiała z tego co dziadek  mówił  albo rozumiała wszystko doskonale. Dziadek niczego nie tłumaczył . Zwyczajnie rzucał takie zdanie i chował się w sobie jak ślimak w muszli.  Byłam poruszona  na swój dziecięcy sposób  tym  rozdźwiękiem. W jednej chwili dom był pełen znakomitości  , luminarzy kultury itd.  a  za moment  babcia ustawiała z powrotem krzesła  i pytała nas  czy chcemy  mokry chleb maczany w cukrze.

Pewnego dnia , miałam wtedy ok. 7 lal , pamiętam jak dziadek stanął przed ścianą gotowy do swojej codziennej gry, grał zawsze o 16 rano, włożył skrzypce pod brodę, wolno uniósł  smyczek i stało się coś dziwnego , pamiętam że byłam przerażona  tym co widziałam. Wyglądało to jakby  setki dziadków dostało zadanie wejścia do pokoju , zajęcia  wyznaczonego miejsca  i grania  na skrzypcach. Gdyby ktoś  zrobił każdemu zdjęcie i nałożył wszystkie klisze na siebie  zobaczyłby   dość poważne rozbieżności. Wiadomo że jeśli każdy stanie w tym samym miejscu to i tak  przyjmie trochę inna postawę , inaczej się zgarbi. Nakładali się na siebie ale palce lewej ręki  dociskające struny i sam smyczek były   jak u  pojedynczej  osoby . Grał bardzo trudne partie z taką  maestrią. Jeśli cokolwiek powinno sprawiać  wrażenie rozmnożenia to jego palce , które biegały  po  gryfie ze zjawiskową prędkością i smyczek . Ale nie. I palce i smyczek były  samotne a reszta ciała drgała setkami dziadków. I właśnie chyba to fascynowało ludzi . Dziadek  nigdy nie ulegał emocji. Czy grał spokojne pasaże , czy trudne  fragmenty utworu twarz miał niezmiennie zimną, wręcz kamienną. Tylko  ręce , jakby nie był do końca ich właścicielem ,  tworzyły  widowisko, jakby dziadek był tylko potrzebny do umiejscowienia gdzieś rąk , aby miały się czym  żywić kiedy nie grają. Ale kiedy trzymały  instrument   były niezależne jak  cyklon , który wydaje się częścią wiatru ale nim nie jest. Oczywiście kiedy  dziadek  grał nigdy publicznie nie multiplikował się ale właśnie wtedy zobaczyłam to  co widziałam niejasno  w nim  podczas koncertów kiedy  grał jak natchniony jakąś  nieludzką siłą. Jak się okazało nie tylko ja to widziałam . Widziała   też  babcia. Stała w kuchni i przez uchylone drzwi widziała to co ja. Mieszała ciasto w glinianej misie. Przerwała na czas  samego zjawiska  ale jak dziadek skończył grać zamyśliła się na dłuższą  chwilę, popatrzyli  sobie z dziadkiem w oczy   jakby chcieli  spojrzeniem  wypalić   w duszy  ich wspólną tajemnicę    i wróciła do przerwanego zajęcia.  Dzień później zauważyłam   puste miejsca  po  wszelkich  przedmiotach  kultu religijnego.  Zniknęły obrazy , krzyż w kuchni  a książeczka do nabożeństwa   została włożona między pieśni ludowe a grubą książkę kucharską .  Potem słyszałam jak powiedziała do dziadka, że zawsze domyślała się, że to co gadają w kościele to jakaś bujda.  Te sprawy  są o wiele bardziej  skomplikowane niż  mówią o tym z ambony.  Stwierdziła wtedy : Jak sobie pomyślę o śmierci naszej małej  że „Bóg tak chciał” to mi się jakoś mniej żal Jego syna na krzyżu  robiło . Dzieci wierzą w gwiazdora , a dorośli  w jego starszego brata. Cała babcia. Też mało mówiła ale jak już powiedziała  to zostawała dziura po bombie. Babcia nie była  przesadnie religijna  ale powtarzała mi : To co odróżnia nas od zwierząt to potrzeby duchowe. Ale trzeba uważać bo  „nawet płytkie błoto stwarza czasem pozory głębi „ więc nie bądź bezmyślnie religijna, bądź dociekliwa. Jestem pewna że Bóg jest, jest na pewno, tylko źle go sobie wyobrażamy. Mówiła ,nie musisz klepać pacierza  i chodzić do kościoła jak nie chcesz ale patrz w gwiazdy i myśl  o cudzie życia w pustce kosmosu. W dniu kiedy przestaniesz ,kiedy będziesz tylko jadła  i wydalała  i staniesz się jak te psy na podwórku. Też  jedzą i wydalają , też dbają o swoje młode i  figlują dla rozrywki.  Sporo czytała jak na kobietę ze wsi.

  Nasi rodzice  zginęli w wypadku . Niewiele  pamiętam z wcześniejszego okresu.  Ja miałam dwa lata,  brat kilka miesięcy. Ojciec zmarł na miejscu, a mamą opiekowała się babcia,  u siebie ale i ona nie przeżyła  obrażeń. Podobno bardzo cierpiała.  Babcia po pochowaniu mamy  często chodziła wieczorami  do kościoła  żeby „posiedzieć” . Nie interesowały ją nabożeństwa. Z księdzem rozmawiała raz  i powiedziała, że to  wyjątkowy kretyn. I tak zostaliśmy im na głowie.  Myślę sobie ,że  z tym kościołem  i Bogiem to też  w wyniku  śmierci  naszej mamy.  

Oczywiście to co zobaczyłam wtedy  było  silnym przeżyciem. Nie potrafiłam przestać o tym myśleć .  Po tym jak  babcia z dziadkiem  wymownie przemilczeli   zdarzenie,  instynktownie  nie pytałam o nic . W sumie to raz  zapytałam „co to było” ale babcia popatrzyła na mnie, pogłaskała  po twarzy  i zwyczajnie odpowiedziała że nie wie i prosiła aby nikomu o tym nie mówić,  bo tylko z tego kłopoty  mogą być. Często ukradkiem  zaglądałam do  pokoju kiedy dziadek  ćwiczył  w nadziei że zobaczę to ponownie. I rzeczywiście kolejny raz  nastąpiło to jakiś rok później w podobnych okolicznościach i właśnie wtedy straciłam kolejną osobę, brata. Wszystko  wyglądało niemal tak samo. Z dziadka,  po chwili grania , zaczęły wychylać  się  różne części ciała, jakby z niego samego wychodziły  nogi  szukające  wygodniejszego miejsca podparcia dla ciała.  Rozejrzałam się odruchowo  za babcią  ale nie było jej w pobliżu . Potem okazało się że robiła porządek w piwnicy. Mimo wrażenia jakie zjawisko na mnie robiło  chciałam lepiej się jemu przyjrzeć  , więcej dostrzec niż za pierwszym razem .  W tym  całym skupieniu zapomniałam o moim braciszku, który wbiegł do pokoju i  zaciekawiony  złapał dziadka za rękę….

Mówi się że nieszczęścia chodzą parami. W przypadku naszej  rodziny gromadami.  Wydawałoby się że los powinien nam odpuścić  już po śmierci rodziców. Niestety.

W momencie  kiedy Abel   złapał  dziadka za rękę zobaczyłam  jego natychmiastowe rozmnożenie,   jakby stosownie do ilości rąk które  w danej chwili trzymały smyczek. Dziadek przestał grać a zaraz potem przykucnął   na kolano jakby brat  dotykiem wyssał z niego  wszystkie siły.

Od tamtej pory z Ablem zaczęło dziać się coś dziwnego. Nie od razu , trwało to latami aż doprowadziło do jego „zamknięcia na otoczenie”.  Lekarze z niego zrobili schizofrenika ale ja wiem że to miało związek z tamtym wydarzeniem. Zresztą sam wspominał po kilku latach, że od tamtej pory  „coś w nim przybyło” „stało się go więcej”. Mówił że to zupełnie inne doświadczanie siebie samego. Czuł jakby w nim było kilka jego wersji , bez skrajnych różnic ale jednak wypełniały go taką ilością myśl,i że z czasem nie mógł normalnie funkcjonować. Lekarze wzięli to za ciężką traumę  po śmierci rodziców  z  elementami schizofrenii  , a ja czułam całkowita bezsilność i ciężar tajemnicy  patrząc  jak tracę Abla. Przecież nie mogłam  nikomu   tłumaczyć  tego  co widziałam bo jedyne czego bym doświadczyła od ludzi   to  podobnej  diagnozy co  brat.

-Pamiętacie jak pierwszy raz was odwiedziłam ?- przerwała ciocia wchodząc z tacą gdzie była herbata i kruche ciastka

-Tak-odparła Emi- I trochę się zdziwiłam skąd ta nagła wizyta , znajomość  adresu  ale  w końcu  nie zapytałam.

-  Byłam tego dnia właśnie u Abla i poznałam Otisa wychodzącego z Moulin Rouge. Nie pamięta pewnie bo wybiegał z młyna  na ulicę, w słuchawkach , pewnie na joging.

Emi  spojrzała na Otisa , który w zdziwieniu otworzył szeroko oczy  ale niczego sobie nie przypominał.

- Po wizycie u brata Leny weszłam na górę klatki schodowej  i tak się spotkaliśmy. Pamiętałam Otisa, bo co prawda na weselu nie byłam ,unikam kontaktu z rodzinką ale ślub wasz widziałam.  

Znamy się z Leną dość długo i prosiła mnie o dowiezienie  jemu dwa czy trzy razy jedzenia do Moulin Rouge  bo jechała na swoje koncerty po Europie. Lena to kochana dziewczyna . Kiedyś opowiedziała mi    historię    wręczając   jej spisaną wersję  i poprosiła abym  miała   u siebie i dysponowała nią do woli. Uważała to za bardzo smutne że komuś coś takiego się przytrafia i musi tą tajemnicę zabrać do grobu. Nie biegała z tym po  ludziach  bo wiadomo jakby ją potraktowali. Spisała co widziała i wyszła z założenia, że jedyne osoby którym warto o tym opowiedzieć to takie które choć trochę jej ufają i choć trochę jej wierzą. Dała mi to , a teraz ja wam to pokazuje.

- To wszystko jest takie odrealnione- powiedziała cicho  Emi kręcąc głową - To wszystko co się dzieje  jest takie dziwne. Człowiek bierze w tym udział i przestaje wierzyć w to co widzi.  Niby słyszę to na własne uszy ale …

- To nie wszystko – wtrąciła ciocia – doczytajcie do końca , Abel ma swoją  tajemnicę.

Jest jeszcze coś co zapewne ma związek z przemianą jaką przeżył  mój brat. Doświadczyłam tego przypadkiem wiele lat temu.  Kiedy  Abel mieszkał już sam, miał wtedy ok. 27 lat , a objawy jego izolacji jeszcze nie były tak silne , przyszłam do niego powiadomić go o śmierci dziadka. Siedzieliśmy przy stole i złapał mnie za rękę, tak jak się łapie  kogoś aby poczuł bliskość drugiego człowieka.  Z upływającymi sekundami  czułam jak  topnieje we mnie  smutek . W jego miejsce pojawiła się  zaskakująca  lekkość. Nie potrafię tego inaczej nazwać. Poczułam się lekka i  wolna.  Nigdy nie zapomnę tej chwili. Dopiero wtedy człowiek uświadamia  sobie jak rzadko jest  prawdziwie wolny , wypełniony słonecznym  spokojem. Prędzej jesteśmy opanowani ,pogodzeni  lub apatyczni ,zrezygnowani  itd.  ale to tylko pozory spokoju.  Zapominamy czym jest prawdziwa wolność i z nią związany spokój.  Jesteśmy wtedy  jak ocean którego głębię wyczuwamy po najmniejszą muszlę w podwodnych rozpadlinach.  Razem z tym doświadczyłam  przyjemnej  jasności  umysłu, jakby to co we mnie było zmącone sprzecznymi  emocjami   nagle nabrało właściwej optyki. Byłam wtedy w związku który mnie strasznie wypalał . Nie wiedziałam co mam robić. Miałam tez pracę gdzie świetnie  zarabiałam  ale nie czułam się za dobrze wśród tych ludzi.  Pamiętam że kiedy Abel trzymał mnie za rękę mój umysł pokazał mi nagą prawdę każdej  sytuacji , do czego prowadzą, kim się stanę jeśli niczego nie zmienię   i  jedyne rozwiązanie ,  drzwi , którymi zwyczajnie trzeba wyjść  aby  uwolnić się z impasu. W sumie czułam te moje obawy wcześniej,   podejrzewałam  co powinnam zrobić , przeczuwałam  ale brakowało odwagi  aby podjąć decyzję.  Wszystko to było  bardzo  subtelne  , delikatne , żaden tam wstrząs psychiczny  , po prostu taka piękna przejrzystość  uczuć,  umysłu. Abel patrzył mi w oczy i myślę że wiedział co się ze mną dzieje.  Od tej pory  zawsze jak miałam jakiś kłopot siadałam z Ablem do stołu ,brałam   jego  rękę i po  dłuższej chwili takiej milczącej sesji  wiedziałam jak się z nim uporać. To co było tylko głosem intuicji , cichą podpowiedzią ,  taką pełzającą na dnie umysłu myślą, którą każdy z nas próbuje odczytać kiedy mamy jakiś  problem ,  to wszystko było odkryte i wyraźne, jakbyśmy znaleźli  tunel łączący nas z podświadomością ,  która podobno ujawnia się tylko przy hipnozie  i w  snach.  Tylko że to nie był tunel łączący   mnie  z  podświadomością…

-Wiecie co – przerwała  ciocia-  pojedziemy do Leny, pojedziemy teraz. 

Mówiąc zamknęła laptopa przed nosem  Otisa, który razem z Emi wstał i zaczął automatycznie zbierać naczynia z ogrodowego stołu 

- Zostawcie  , pozbieramy później. Chce aby resztę Lena   opowiedziała  sama . Jak słucham co napisała, to czuję, że to nie ma nawet  połowy mocy jak słucha się tego  od niej. I tak chciałam ją odwiedzić  jak zadzwoniły te dziwaczne telefony. To  takie – ciocia zawiesiła zdanie stając z laptopem wyraźnie szukając  odpowiedniego sformułowania myśli- …smutne, że dopiero wtedy przypominamy sobie o ludziach , których  wszyscy  uznają za dziwaków, ….którzy żyją  gdzieś na marginesie, że dopiero  jak  coś wyrywa nas  z naszej codziennej rutyny , zaczyna nas niepokoić , dopiero wtedy  szukamy  właśnie takich ludzi,  bo  to całe tak zwane  normalne  towarzystwo  jest  pozbawione  jakiejkolwiek   głębszej treści . Jedyne o  czym  można  porozmawiać  to jakieś  towarzyskie ploty  i materialny szajs  w który  się ubieramy , wręcz okopujemy  aby  się schować  jak najgłębiej z tym naszym  bezradnym  , byle jakim człowieczeństwem.

Ciocia  ubierając buty zaczęła się wyraźnie nakręcać  zapamiętanymi  z dość odległej już przeszłości wydarzeniami . Sprawiała wrażenie osoby  rozgoryczonej i  przesiąkniętej  agresją . Dla osób znajdujących się w pobliżu była jak obserwowany z bliska  sztorm.  Jej gestykulacja  ,  zmiany na twarzy , zaangażowanie były z jednej strony przerażające z drugiej pociągające swoją autentycznością. To musiało być wyczuwalne kiedy była  czynnym dziennikarzem, to dawało jej siłę w radio. Pewnie gdyby  zaczęła kontrolować swoją emocjonalność racjonalnym konformizmem mogłaby zarobić spore pieniądze w mediach.  Była  pięknie dzika. Zamknęła drzwi trzaskając nimi siła swojego  wzburzenia i  wkładając klucze do torebki  ciągnęła:

- Pamiętam jak  próbowałam wierzyć w  celowość swoich działań w moje , jak ja to mówiłam , „małe ratowanie świata” …i co z tego ?! Ludzi w mediach  mobilizowała nie tyle idea co „program”  „ profil”  „zamysł „ „siła przekazu”  „siła oddziaływania”  . Jak tylko się coś nie przekładało na popularność , czytaj „pieniądze”,  od razu zmieniał się „profil” „program” itd. ..Żadnej głębi, żadnego prawdziwego zaangażowania  , zwyczajna pusta  kalkulacja  ludzi w średnim wieku , którzy w nic nie wierzą i  nic , tak naprawdę nie jest dla nich ważne. Uwikłani w mniejsze lub większe  życiowe kompromisy  stają się inteligentnymi cynikami mającymi na wszystko wytłumaczenie..

Ciocia spojrzała na Otisa ,  który wyraźnie się skurczył  i znieruchomiał przybity jej źrenicami  jak motyl w gablocie.

-Takich ludzi jest najwięcej ! – powiedziała i widząc zafrasowanie  Otisa złagodziła swój wyraz twarzy , przyłożyła rękę do jego policzka – Obiecajcie mi że takimi nie będziecie .

Po tych słowach wsiedli do samochodu. Kiedy wyjechali z posesji na piaszczysta drogę utkaną z podmytych deszczem kamieni, wystających na zewnątrz korzeni pobliskich drzew przemieszczali  się bardzo wolno w całkowitym mroku. Jechali ścieżką dojazdową, a Otis zastanawiał się jak ciocia Emi może tu mieszkać przez cały rok. Aby dojechać do w miarę utwardzonej jezdni trzeba pokonać jakieś 3 km. Do najbliższego miasta  było 50km. Kiedy byli już blisko , jakieś dwa kilometry do niego przemieszczali się od plamy światła do plamy światła. Paliła się średnio co czwarta  lampa . Najpierw  pracownicy zakładu energetycznego powykręcali bezpieczniki , w co drugiej aby zaoszczędzić  na zużyciu energii , potem powykręcali z nich żarówki kiedy trzeba było wymienić  przepalone , a kolejne lata wykluczyły  niektóre  świecące doprowadzając do śmieszności  pojęcie  „oświetlonej ulicy”.  W miastach  są czynione starania aby  utrzymać jakąś widoczność , choćby dla samego patrolowania i utrzymania względnej kontroli przestępczości. Ale rubieże  miasta i prowincja są często porzucane i zaniedbywane przez administrację i  władze lokalne.

W brzuchu kamienicy

 

Była  21:30 .Po  kilku minutach znaleźli się w centrum.  Jechali w ciszy zatopieni we własnych myślach. Sporo się  wydarzyło. Brak rozumienia otoczenia potęguje wyobcowanie, funkcjonujesz jak w mrocznym śnie -  jesteś niespokojny , splątany  lękiem , który coraz mocniej  uwiera  płochliwą duszę  w zależności od myśli przy której akurat jesteś.  Niestety  tzw.  real jest odarty z lekkości snu , z jego niedopowiedzianą naturą. Kiedy jesteś w pełni świadomy jesteś również  obecny, silnie obecny . Siła tej obecności każe widzieć rzeczy takimi jakie są , a są właśnie makabrycznie irracjonalne, surrealistyczne jak obrazy Dalego , w których zostałeś uwięziony. Czujesz jakby ktoś wali  młotem w każde twoje dotychczasowe wyobrażenie rzeczy, zdarzeń , w ich naturę zmieniając twój umysł w bunkier z wrzuconym, odbezpieczonym granatem,  który  jeszcze nie wybuchł. Jeszcze nie.

Otis wiedział ze świat nie jest doskonały. Nie jest nawet względnie przyjazny. Przyjeżdżając z Emi w górzysty rejon chcieli zwyczajnie uciec od pewnego typu nastroju. Życie tutaj nadal było trudne ale mniej agresywne i psychotyczne, pozbawione tego cywilizacyjnego zacięcia.

 O tej porze  na mieście było  jeszcze sporo osób. Jak ten świat się zmienił pomyślał   Otis z przyklejoną do szyby głową .  Jakie  to  wszystko jest kruche. W ostatnich dniach dość często nachodziło go dziwne, jak dotąd nieznane, uczucie odrealnienia. Jakby wdarł  się ze swoim życiem do  jakiegoś komiksu,  gdzie  brak logiki nie przeszkadza w kontynuowaniu  wymyślonej  historii.  Przypomniał  sobie film „Dziwne dni” i „Łowca androidów”  , które dawno temu oglądał. Nie pamięta  dobrze fabuły ale pamięta  dekadencki klimat ,  gdzie człowiek  był wyblakłą kopią   wszystkiego co kiedyś  sobą reprezentował. Sprawiał wrażenie manekina , który po latach świetności na „wystawie życia”  , trafił  na wysypisko  historii  gdzie bez ręki  i  z wytartymi  namalowanymi  kiedyś  oczami  jest  najlepszym świadectwem  swojej pozornej wielkości. Uświadomił sobie że właśnie tak jest  dzisiaj,  w czasach których przyszło mu BYĆ.

Dokąd to zmierza?  pomyślał .

 Co prawda przeżył   PePe, choroba zbierała swoje żniwo na jego oczach  ale mieściło się to w  MOŻLIWYM  scenariuszu dziejów na ziemi. Jedni nazywają to dopustem bożym , inni  konsekwencją  złego stylu życia. Już  od dziesięcioleci  straszono, że kiedyś wyjałowione  aseptycznym życiem  ludzkie organizmy może dopaść jakiś wirus, przed którym się nie obronią. Ale to stanowi ludzką obawę, w pewnym sensie wręcz przeznaczenie, pamiętając wcześniejsze zarazy dziesiątkujące  kontynenty , coś o czym pisały gazety , coś czym straszyły programy telewizyjne  , coś co mogło powodować niepokój  ale  mieściło się  w ludzkim pojęciu.  Kiedy PePe  , niczym anioł zagłady, zaczęła swój śmiertelny pochód , pomimo przerażenia, także Otisa, nie wytrąciła  jego z poczucia  rzeczywistości w takim stopniu jak teraz, jak ta  cała  historia z telefonami. Trudno z czymś takim się oswoić , a co dopiero zrozumieć. Jedyne co mamy jako główne narzędzie do życia na ziemi to ludzki mózg , jego siła drzemiąca w ogarnięciu  zjawisk , tworzenia z nich doświadczenia i wyciągania z nich stosownych wniosków do dalszego funkcjonowania, rozwoju. Jak masz swoje lata   niewiele ciebie może zaskoczyć. Możesz czegoś chcieć uniknąć ale wiesz CO TO JEST, wiesz nawet jak się przed tym próbować bronić, chronić , bo to rozumiesz.

Co zrobić w przypadku odebrania telefonu od samego siebie? Co zrobić, kiedy to nie jest pojedynczy przypadek,  gdzie możesz zwątpić  w to co słyszałeś i zrzucić na jakąś pomyłkę , którą z czasem wyprze twoja pamięć ? W najgorszym przypadku  zwątpisz w siebie, w swoją percepcję, ;przecież nie będziesz jedyny któremu się zdarza widzieć czy słyszeć rzeczy , których nie ma , które się nie dzieją. W najgorszym przypadku łykniesz coś i możesz mieć nadzieję, że wrócisz do normalności.  Co zrobić kiedy już tego zrobić nie możesz , kiedy COŚ  zmienia  rzeczywistość , zmienia w sposób fundamentalny, zmienia całe doświadczenie , które w najtrudniejszych sytuacjach pozwalało chociaż  zrozumieć  PRZYCZYNY  obecnej  sytuacji , doświadczenie , które  zawsze znajdywało jakiś  POWÓD, … A dzisiaj ? Co mogę zrobić dzisiaj  myślał Otis? Niby tyle wiem …ale w sumie… co wiem? A nawet to co wiem już jest…. nieaktualne..

 Przejeżdżali właśnie koło  klubu  go-go ,  przed  nim stało  kilku  mężczyzn  i skąpo  ubranych   dziewczyn do naganiania klientów.  Na fasadzie  słabym  światłem  jarzył się  neon  OVER . Budynek po lewej stronie był wyburzany więc płot zabezpieczający  prace budowlane był całkowicie wykorzystany do agitacji wyborczej. Nie było pustego miejsca. Wszystko zaklejone tą sama gębą na którą Otis już nie mógł patrzeć, która swoją przytłaczającą ilością potęgowała uczucie frustracji. Zamiast zachęcać osiągano coś wręcz przeciwnego. Ludzi z każdymi kolejnymi wyborami ubywało przy  urnie.

Uwagę wszystkich zwróciła naga  młoda kobieta , która szła przed siebie z  komórką przylepioną taśmą klejącą do krzyża w miejscu gdzie powinien znajdować się cierpiący Jezus. Niosła go nad głową jak kapłan podczas uroczystości kościelnej . Część przechodniów udawała że jej nie widzi  rzucając. Część przechodniów udawała że jej nie widzi  rzucając ukradkowe spojrzenia, część  się śmiała ,  jeszcze  inni  obserwowali    ze  smutnym i bezradnym wyrazem twarzy jakby  jej nagość  była  ucieleśnieniem  ich  skrytych  lęków , ich bezradności ,  czającego się gdzieś w głębi szaleństwa, którego  tym  bardziej  się bali widząc  jak  ono wygląda. Była w transie ale jej twarz zdradzała psychiczne cierpienie .  Jedna ze starszych kobiet  próbowała ją okryć swoim płaszczem

- Tak wygląda  naga prawda o nas   - szepnęła  ciocia

Nagle dwóch chłopaków wbiegło brutalnie w  kobiety. Przewracając je na ziemie wydarli starszej pani torebkę i  uciekli  przejściem między kamienicami. Naga dziewczyna wstała z chodnika i jak w hipnotycznym amoku poszła dalej przed siebie a starsza kobieta oszołomiona uderzeniem korzystała z pomocy  jednego z przechodniów, który podniósł ją z trudem  i upewniwszy się że stoi  poszedł w swoją stronę.  Chwilę potem pojawił się patrol , który  zwolnił przy nagiej dziewczynie i  jechał wolno   jej tempem  wzdłuż chodnika , przyglądając się  zajściu zamiast  interweniować.  Dopiero po dłuższej chwili  zatrzymali radiowóz i nieco rozbawieni , z pozorami profesjonalizmu ,  wpakowali dziewczynę na tył  samochodu. Kolejny znak czasu-  zdemoralizowana władza, która  ma wszystko w dupie.

Otis patrzył przez okno i czuł jak przesiąka zapomnianą już trochę panoramą miejskiego życia. Wszystko jest niedoinwestowane, obdrapane, brzydkie , z gdzieniegdzie przylepioną nowoczesnością w postaci  szyldu-hologramu jakiegoś nowego sklepu , który swoją trójwymiarowością podkreślał tylko nędzę otoczenia , jego tragiczny ginący stan. Za rok splajtuje , jak każdy który próbował przed nim.

Kiedyś mogłeś mieć marzenie o ucieczce , mogłeś odkładać pieniądze na wyjazd gdzieś  daleko , gdzie jest lepiej , gdzie możesz spokojnie myśleć  o zwyczajnej  przyszłości, bez fajerwerków sukcesu, po prostu . Dzisiaj nie ma takiej możliwości . Wszędzie na ziemi jest podobnie. Co chwilę ktoś próbuje uciec i najczęściej wpada z deszczu pod rynnę. Nie ma dokąd uciec. Nie ma i już. MadMax 2028.

Po chwili jego wzrok zatrzymał się na Emi.  Drugi Otis jest z Różą,  bliźniaczą siostra Emi. Niby dwie identyczne osoby, dwa ciastka odciśnięte  z jednej genetycznej  foremki, których życiem los się okrutnie zabawił. Tu żyje Emi , tam jej siostra. Czy jest między nimi duża różnica? Jaka jest Róża? Może jej by nie polubił? Może ma w sobie jakiś odpychający detal. Może jej foremka przy wyciskaniu ciasta nie wypełniła się nim dostatecznie i zgubiła decydujący o jej wyjątkowości detal? Czy to możliwe? Otis czuł jak podświadomie nie akceptuje imitacji, nie wierzy w możliwość skopiowania dynamiki osobowości , jej oryginalnego koloru, duchowości, które jest tworzywem z najdrobniejszego niuansu naszego doświadczenia

 Jej  profil połyskiwał co jakiś czas światłem lampy ulicznej , neonu  lub reflektorów samochodów jadących z naprzeciw. Ubrała chustę w  perłowym kolorze przewiązując ją pod szyją. Wyglądała jak  amerykańskie aktorki z lat 60 .  Nie lubiła mocnego makijażu co nadawało  urodzie wyrafinowania. Niewiele miała z kobiet , które  gonią za  kosmetykami.  Zresztą ile kobiet lubi babrać się w glinie, w błocie?  W pewnym sensie w dotykaniu gliny, lepieniu z niej różnych przedmiotów była jakaś filozofia Emi, szukanie siły  w prostych czynnościach, prawdy o człowieku z jego duchowością  zaklętą w  materii. Mawiała: Żeby zobaczyć piękno trzeba najpierw otworzyć oczy.  

Właściwie to ten minimalizm decydował o jej przyjemnym dla Otisa uroku. Z natury była mądrze oszczędna. Potrafiła ubrać sandały , jeansy, koszulkę i wyglądać świetnie. Pewnie gdyby ubrała abażur byłoby podobnie. Godne podziwu były jej zakupy odzieży. Lubiła od czasu do czasu wyskoczyć do second handu i wrócić z czymś co mogło uchodzić za szmatę albo ciuch za 1000dolarów.  Gdyby teraz siedział w samochodzie z jej siostrą Różą może patrzyłby na kogoś innego, bez perłowej chusty z mocniejszym makijażem , który  zamazywałby tą delikatną , ulotną mgiełkę uroku. Ciekawe czy Róża też wypala porcelanę? Nawet dwa identyczne ptaki siedzące na jednej genetycznej gałęzi lecą każdy w swoją stronę. Co decyduje o ich wyborze? Dlaczego jeden leci w lewo ,drugi w prawo? Jeden  w stronę miasta , drugi w góry, w ciszę.  Otis przypomniał sobie o książce która kiedyś czytał  „Chaos”. Znalazł w niej ciekawy opis zabawki skonstruowanej wieki temu, pokazujący jak ludzki brak wnikliwości, wiedzy, czasami zwyczajnie inteligencji prowadzi do bezradności w rozumieniu tego na co patrzymy, czego doświadczamy.  Był to arlekin trzymający się drążka ,który w nieprzewidywalny sposób obracał się na nim, to w prawo , potem dwa w lewo, jeszcze trzy w prawo - kręcił się raz w jedną , raz w drugą stronę i nie sposób było przewidzieć  co za chwilę zrobi ten szalony akrobata. Zamknięty w szklanym pudełku chował sprytny , prosty mechanizm za tylna ścianką. Drążek do  którego były przymocowane ręce  stanowił jednocześnie  oś młynka z małymi czerpakami którym poruszał wsypujący się do nich piasek z małej klepsydry. Na pierwszy rzut oka wszystkim rządził pozbawiony prawidłowości i możliwości przewidywania przypadek . Nawet jak już zajrzałeś do mechanizmu gapiąc się na niego godzinami  nie byłeś w stanie przewidzieć kolejnego obrotu. Dopiero całkowita wiedza : moment obrotu, szybkość pozbywania się piasku z czerpaków , skończywszy na kształcie ziarenka i jego sposób układania się w klepsydrze itd daje ci wiedzę o kolejnym obrocie. Ludzki mózg nie jest w stanie takich rzeczy rejestrować i z taką prędkością przetwarzać informacji co zmusza go do kapitulacji i uznania czegoś za przypadek, za ruch napędzany chaosem. Można z powodzeniem robić zakłady o kierunek obrotu czując przyjemny dreszcz niepewności bo nigdy nie będzie wiedział  czy wygrasz , czy przegrasz. Trochę jak z pogodą na którą ma wpływ zbyt duża ilość zmiennych. Ale ani w pogodzie  , ani w obrocie arlekina nie ma przypadku.

Teraz jest podobnie. Coś  obraca jego życiem , a on traci kontrolę nad nim, coś zmusza jego umysł   przyczepiony do jakiegoś „ tunelowego drążka”   do mentalnych fikołków.  Coś lub KTOŚ… Nic nie rozumie z tego, niczego nie potrafi przewidzieć chociaż pewnie jest jakieś logiczne wytłumaczenie  na to wszystko. Trzeba tylko się dobrze przyjrzeć i odkryć tajemnicę.

W samochodzie zrobiło się  przyjemnie ciepło. Patrzył na Emi  i czuł jakby znajdował się w aksamitnym  bezpiecznym kokonie. Najchętniej porwałby ją i siebie , włożył do wielkiej kieszeni jakiegoś wędrowca , który tylko na moment wpadł na ziemię. Na pewno rozejrzy się, zrozumie  na co patrzy i ruszy dalej, na przyjemniejszą planetę .

Ciocia prowadziła samochód bardzo spokojnie i wolno. Nie słuchała radia więc z głośników cicho płynęły dźwięki z płyty CD. Kiedy włożyła kolejną Otis od razu rozpoznał Keitha Jarretta , „ The melody at night with you „  utwór, który  Jarrett skomponował po roku leżenia w łóżku walcząc z zespołem chronicznego zmęczenia. Jest w tym utworze dużo  pięknego spokoju, jakby ktoś próbował się pożegnać bez słowa ,a wszystko zawrzeć w długim pogodnym spojrzeniu. 

Po 10 minutach byli na miejscu.  Podjechali pod samotnie stojącą zaniedbaną kamienicę . Lena mieszkała na drugim końcu miasta, gdzie ulice jeszcze  bardziej zasysała  noc ale  jedna z nielicznych  świecących lamp,    była właśnie  przed  kamienicą Leny . Co prawda zamiast świecić  nerwowo mrugała   jakby  wysyłała w odległe zakątki  dzielnicy  ostrzeżenie alfabetem morsa.   Miejsce było  mało  zachęcające do wysiadania z samochodu.  Było pusto a stroboskopowe  zachowanie   lampy  potęgowało  uczucie  osamotnienia i niepewności . Ciocia zaparkowała dokładnie pod nią i korzystając z jej światła szukała w torebce telefonu.

- Nie wiedzę światła w jej oknie –powiedziała- Dzwoniłam wcześniej ale nie odebrała, nigdy nie odbiera, zazwyczaj oddzwania.

Wybrała numer i czekała na połączenie.

-Mieszka na pierwszym piętrze.

Otis spojrzał w kierunku  jej okien. Po chwili przypatrywania się fasadzie  zauważył  sporo wybitych szyb.  Pomyślał : pewnie większość  lokali jest  pustych …. Trzeba mieć nie lada odwagę aby w takim miejscu  zamieszkać. 

W pewnym momencie zauważył wyraźnie  męską twarz  w oknie Leny. Trwało to krótka chwilę i Otis nie zdążył zakomunikować to w samochodzie  bo lampa na  dłuższą chwilę zgasła a jak ponownie  zaskoczyła  w oknie nikogo nie było.

- Wydaje mi się, że kogoś widziałem , w oknie Leny, twarz faceta

- Niemożliwe - powiedziała z wahaniem  ciocia - to znaczy raczej  nie  bo ona mieszka sama. Przynajmniej ostatnio … Według mnie  Lena  nie ma w naturze związku, jakby nie potrzebowała męskiego towarzystwa.

- Jak boje dydy że widziałem – powiedział Otis  siląc się na żartobliwy ton aby rozładować trochę  atmosferę tego miejsca

Ciocia  czekała   spokojnie   w nadziei, że usłyszy głos Leny w słuchawce ale nikt nie odbierał. Emi natomiast  patrzyła  na zaparkowany samochód po drugiej stronie ulicy.

- Tam ktoś siedzi – szepnęła

-Gdzie ?-spytał Otis 

-Tam, w tym busie. Jak dłużej popatrzycie to zobaczycie żar papierosa.

Rzeczywiście. Samochód było oddalony jakieś  siedemdziesiąt metrów ale  w  gęstym  mroku  wyraźnie  jarzył  się malutki czerwony punkcik żaru.

- Nie odbiera- skwitowała ciocia- Idziemy zobaczyć . Dobrze że jesteśmy z tobą  –powiedziała  odwracając się do Otisa ,mrużąc  prowokująco oczy .

Otis  poczuł   wisielczy humor cioci , jak droczy się z jego  męskością, którą  wystawia zwyczajnie na próbę ale nie dał po sobie poznać wątpliwości, przynajmniej  zachował pozory ,bo bać się naturalnie należy takich miejsc. Zanim to sobie wyraźnie uświadomił  otworzył drzwi i wyszedł na zewnątrz.  

-Oczywiście światła tu też nie ma – szepnął zawiedziony Otis  próbując zapalić je na klatce schodowej. Szli wolno po schodach  korzystając z mrugającej lampy , której światło wpadało przez duże  okna  . Klatka była obskurna , a poręcze pozbawione połowy tralek.

-Co to za miejsce? – szepnął pod nosem Otis z niedowierzaniem – I ona tu mieszka ?

Kiedy stanęli przed drzwiami  usłyszeli trzeszczącą podłogę za nimi, jakby ktoś już stał gotowy do ich otwarcia. Ale nikt drzwi nie otworzył. Ciocia zachowywała spokój niemniej też wyraźnie się  zaniepokoiła.  Była tu kilka razy  ale za dnia. Teraz  wszystko tutaj wydaje się  jakby odmienione.  Co prawda kamienica wygląda tak jak wyglądała za dnia  ale teraz , w tym poszatkowanym stroboskopem lampy  mroku postarzała się o kolejne sto lat. Poza tym doskonale pamięta że balustrada  była  kompletna,  bez takich prześwitów  po  brakujących   szczeblach. Teraz są w opłakanym stanie, aż strach  łapać za poręcz. Drzwi też zmieniły kolor i przede wszystkim miały gruby pasek nieprzeziernej szyby na samej górze.  Po chwili  nacisnęła dzwonek.  O dziwo zadziałał. Ciszę wypełniło stłumione, przyjemnie  archaiczne ding-dong.

-Dzwonek też inny ….- szepnęła do siebie.

Stali nieruchomo słysząc delikatne ale wyraźne pojedyncze trzaski desek podłogowych. Ktoś stał przy drzwiach. Kamienica była tak stara, że wystarczyło pewnie przenieść ciężar z jednej nogi na drugą  aby  wyschnięte drewno  jęknęło  . Ciocia nadstawiła ucho bliżej drzwi ale nie słysząc wiele więcej przyłożyła  głowę  do nich, jak lekarz do klatki piersiowej niepewny bicia serca u konającego pacjenta. Emi ścisnęła mocniej rękę  Otisa , który zdążył już  nasycić  się  swoją męskością i chętnie wróciłby do samochodu. Po kilku sekundach ktoś wolno zaczął wkładać klucz do zamka i przekręcił  go dwa razy. Ciocia odsunęła się krok do tyłu chcąc  złapać bezpieczną odległość.  Klamka poszła w dół a cała trójka wyczekiwała gospodarza z niepokojem . Wszyscy spodziewali się otwarcia drzwi ale…cisza. Ktoś dwukrotnie ciągnął za nie i było jasne, że raczej  je przed chwilą zamknął i upewniał się tylko czy to właściwie zrobił. Ciocia już poważnie przejęta o los Leny złapała za klamkę i próbowała otworzyć drzwi , bezskutecznie.

-Lena?- spytała  ściszonym głosem – Lena jesteś tam?

- Ja widziałem  wyraźnie męską twarz- mówił pod nosem Otis

Emi jeszcze mocniej wtuliła się w jego rękę

- Ciociu ..- chciała  wyraźnie coś powiedzieć ale zrezygnowała.

-Dlaczego nikt nie otwiera?- zapytała na głos ciocia  zirytowana,  z tą klasyczną dla siebie maniacką potrzebą działania „w imię większej sprawy”

- Jeśli rzeczywiście tam jest jakiś facet – ciągnęła  coraz głośniej i dosadniej – to gdzie jest Lena?!

„Gdzie jest Lena ?”  usłyszeli wszyscy mieszkańcy piętra , może nawet i całej  kamienicy. Pytanie zawisło w powietrzu jak tytuł jakiegoś filmu, którego ani Emi , ani  Otis nie chcieli oglądać.

Ciocia zaczęła zdecydowanie schodzić  na dół nie oglądając się za pozostała dwójką. Kiedy Emi z Otisem wyszli z klatki , ku ich zdumieniu ciocia minęła swój samochód i wyraźnie szła w kierunku schowanego w mroku busa. Nie odwracając się krzyknęła tylko:

- Mam nadzieje Otis ,że mnie nie zostawisz na pastwę jakiegoś amatora nocnego palenia.

- Cudownie – szepnął do Emi - Skacze w przepaść i prosi aby jej dotrzymać towarzystwa. Przypomnij mi  w przyszłości, że nie lubię już twojej cioci. Zostań tu, wejdź do samochodu.

Ruszył  za Kruczą  będącej kilka metrów od busa , który  ruszając energicznie z zaparkowanego miejsca potrącił jej torebkę omal  nie rozjeżdżając odskakującej   kobiety, „z niezłym refleksem” - pomyślał Otis.

- Co za…!- rzuciła za nim z ledwie słyszalnym „skurwielem” na końcu wypowiedzi.

-Nic się nie stało ?- spytał Otis podbiegając do cioci.

- No właśnie kurwa nie wiem – odpowiedziała wkurzona, zaskakując  go siarczystym wulgaryzmem - Nie wiem gdzie jest Lena. Co za człowiek siedzi u niej? Co to za sukinkot mnie prawie przejechał ? I co to za ….Motel  ?  Motel ?! – powtórzyła   zaskoczona patrząc na nieczynny neon wystający po prawej stronie budynku.

Stała przez chwilę  patrząc na duże litery MOTEL , które  zajmowały jedną trzecią wysokości  ściany.  Za dnia musiały być widoczne. Litery były stare. Wyglądały jakby miały kilkadziesiąt  lat , przymocowane  na pożartych rdzą metalowych prętach wbitych w ścianę.  Próbowała sobie je przypomnieć, musiała je przecież widzieć  nadjeżdżając właśnie od tej strony, musiała ale nie pamięta , nie widziała ,nie …

-Nie ma mowy , nie było tego tutaj

Nagle odwróciła się i wyraźnie  wracała do kamienicy podbiegając po kilka kroków . Otis  poczuł gulę w brzuchu i niechętnie  wrócił  za nią do kamienicy . Kiedy zaczął wchodzić po  schodach, ku swojemu zdumieniu usłyszał walenie w drzwi. Zaskoczony   zaczął biec do góry. To co zobaczył było jak obrazki z jakiegoś  scenorysu do filmu kryminalnego . Mrok klatki jaśniał stroboskopem lampy pokazując  sekwencyjnie ciocię w różnych pozach zmierzających do wyważenia drzwi kolejnymi kopniakami.

- Ja pierdolę…- szepnął Otis nie wierząc w to co widzi. To co było zabawnymi historyjkami z jej  kolorowej przeszłości, pełnej zaskakujących  ekscentrycznych  zachowań ,o których  słuchał z beztroskim  rozbawieniem , teraz  pojawiło się  w  jego życiu  w zupełnie innej estetyce. Był przerażony.

Kiedy próbował   zareagować  , pomyśleć,  ciocia  przemówiła.

- Nie dam rady – powiedziała  lekko zdyszana po kilku kopnięciach- Ty spróbuj .

„Spróbuj?” , „Spróbuj !? „   Przecież to …. To….co to w ogóle jest???!! Przecież nie wiadomo kto czeka za drzwiami !! Przecież nie chce nas  !! Może ostrzy siekierę !?

Myśli latały w panice po jego głowie jak  pracownicy maszynowni w tonącym okręcie  ale  stanął koło …. Kruczej, z czarnego Kruczyska , taaak, ten pseudonim  pasował do niej  idealnie. Zanim kopnął w drzwi zastanawiał się jeszcze czy sama sobie go wymyśliła czy  ktoś brał udział w podobnej sytuacji i ochrzcił ją  stosownie do jej natury.

Wymęczone wcześniej drzwi puściły po pierwszym silnym kopnięciu. Stali przez chwilę oswajając się z nowym wyzwaniem. Pierwszy  ruszył Otis  , nabity adrenaliną jak demon czekający na rozmowę w niebie. Wyciągnął asekuracyjnie ręce chcąc chronić głowę przed ewentualnym atakiem. Tak jak przypuszczała Krucza mieszkanie miało widoczną na pierwszy rzut oka inną geometrię. Weszli do długiego korytarza , który po bokach miał drzwi do różnych pokoi. Kiedy przychodziła tutaj w ciągu dnia  wchodziła w mały przedpokój. Lena mieszkała sama. Dostosowała mieszkanie do swoich skromnych potrzeb redukując  remontem  powierzchnię grzewczą . Zimą łatwiej było  nagromadzić ciepło w mniejszym pomieszczeniu.

- To nie to mieszkanie- powiedziała cicho

Otis zdębiał

- Jak nie to ? – spytał  kompletnie zdezorientowany

- To nie to mieszkanie – powtórzyła ciocia mijając wolno kolejne  pokoje

Otis przystanął na chwilę  skołowany  dynamiką wydarzeń. Brał w nich udział ale nie miał żadnej kontroli.   Czuł  narastające  napięcie związane z wyważeniem drzwi , z  mrokiem wyraźnie zaniedbanego  mieszkania szatkowanym  mrugającą  lampą , która oprócz  budowania   upiornego nastroju gasła na moment, zostawiając ich bezbronnych, wystawiając  na pastwę   obcego mężczyzny. Wyraźnie  widział go w oknie. Przecież gdzieś tu musi być!  Co to znaczy „nie to mieszkanie ?” Przecież włamali się z myślą o Lenie , która tu podobno mieszka ! A jeśli nie to co tutaj jeszcze robimy??

Zaglądali ostrożnie do pokoi .  Były  niemal puste, jakby opuszczone. Jakiś stary kalendarz na ścianie z  2018,  przewrócona komoda, stolik z nadpalonymi świecami  ze  stojącym obok fotelem. W jednym z nich było biurko bezładnie postawione  po środku pomieszczenia z leżącymi  przy ścianie  pudełkami styropianowymi . Sprawiały wrażenie nowych.

Po kolejnym  dłuższym zaniku światła Otis zorientował się że został  sam na korytarzu. Ciocia gdzieś zniknęła. Usłyszał  potworny metaliczny  hałas  spadających  naczyń. Ruszył energicznie  w kierunku źródła. Wchodząc do pomieszczenia zobaczył przewrócony przez ciocię mały stolik , który służy jako pomocnik przy operacjach , rozrzucony sprzęt medyczny, a przy jednej ze ścian łóżko szpitalne z wieszakiem i kroplówką. Kiedy dostrzegł krew na materacu poczuł paraliżujący dreszcz…Emi!  Została sama  w samochodzie ! Rzucił się biegiem do wyjścia  i skacząc po kilka stopni by być jak najszybciej  przy samochodzie gnał w ciemnościach na oślep. Wypadając z kamienicy o mało nie upadł z wrażenie. Poczuł jak nogi jemu wiotczeją uginając się pod  ciężarem ciała.  Serce zaczęło bić nie tyle szybciej co nienaturalnie mocno jakby chciało zrobić dziurę w klatce piersiowej i  krzyczeć. Samochodu nie było. Emi  zniknęła.

EMI …

 Otis znowu nie mógł  zasnąć. Leżał z zamkniętymi oczami  szukając jakiejś kojącej myśli ale  wszystko było przesiąknięte  tym ciągłym nieprzyjemnym uczuciem  nieobecności Emi, strachu o nią, niepewności , otaczającej go od niedawna  niestałości . Czy coś robi czy próbuje  zasnąć  czuł to. Jakby wlało się w niego  i zabarwiło każdy atom jego ciała, każdą myśl i doznanie.  Tylko od czasu do czasu ogarnia go chwila apatii, zobojętnienie wynikające z rezygnacji, bezsilności. Wtedy czuje się nieważny  i niewidoczny jak łzy w deszczu ,  a przy tym   pusty i  lekki. Odkrył to  któregoś  dnia dzwoniąc po raz enty , na policję z pytaniem czy mają jakieś wieści  o Emi  i zaczął te stany prowokować  aby dać trochę odpocząć  skołowanej głowie. Ale dzisiaj jakoś nie mógł.

Gdzie jest Emi? Od trzech tygodni prawie nie śpi. Coraz częściej zdarzają się  samoistne chwile, gdzie mózg  sam się wyłącza wymęczony przygnębieniem.

Dzwonił co prawda  na policję ale robił to aby chociaż trochę uspokoić  siebie w chwili nieznośnego  strachu , kiedy wpadał w panikę na myśl o stracie Emi. Oczywiście odbijał się od ściany  inercji urzędowej: „proszę poczekać , zaraz sprawdzimy” …. I trwało to do utraty sygnału albo do komunikatu „ niestety , na razie nic nie wiemy.” itd

Na całym świecie zarejestrowano masę  tajemniczych zniknięć .

Od trzech tygodni  jego głowa przypomina wir wciągający wszystko z otoczenia bo każda rzecz , słowo, wydarzenie, komentarz telewizyjny, rozmowa , może  się przydać do rozwiązania zagadki tajemniczego zniknięcia. Telewizji wcześniej nie oglądał. Zauważyli z Emi ,że jej nie potrzebują. Co ma być i tak będzie, a te gorące  niusy informacyjne  ich nie dotyczą, mogą  co najwyżej zaspokoić  ciekawość. Włączając odbiornik wpuszczałeś do swojego domu bandę akwizytorów, którzy próbują ci coś wcisnąć, najczęściej kolejną bzdurę. Postanowili to kompletnie odpuścić.

Teraz telewizor chodzi niemal na okrągło.  Otis był wszędzie , dzwonił wszędzie, nawet do powołanej w celu  szukania wyjaśnienia  Zjawiska Zmiany  organizacji niemniej ich agencje w różnych miejscach świata, charakteryzowała mniejsza lub większa bezradność, tyle że formalna i zinstytucjonalizowana. Otis pojechał nawet do ich głównej siedziby w stolicy widząc bylejakość miejscowej placówki, pogotowia kryzysowego z nadzieją na większą orientację w sytuacji   ale  szybko uświadomił sobie naiwność  takich założeń. Niczego nie wyjaśniają tylko zbierają wszelkie  zgłoszenia i próbują z tego cokolwiek zrozumieć.  Kończy się tylko na mnożeniu teorii, z których nic nie wynika, przynajmniej dla Otisa . Ludzie  myślą, że  żyjąc w  „nowoczesnym”  świecie, w chwilach jakiejś katastrofy  mogą liczyć na  państwo, na urzędników z  powołanego pogotowia kryzysowego . Bzdura. Zawsze to samo :  jacyś  ludzie  pracujący za pieniądze z podatków, z nadzieją na kasę  za swoją pracę, które dostaną jeśli koniec świata nie nadejdzie  do drugiego  kolejnego miesiąca, bo pierwszego idą po wypłatę, organizowani  jakąś niezrozumiałą dla nich samych ideą. Wszystko kończy się na obywatelach żądających pomocy od takich samych bezradnych ludzi , tyle że  siedzą za biurkiem i coś notują.    

Brat Emi oczywiście wpadł w panikę ale oprócz niej i kilku  paranoicznych hipotez, które były zlepkiem dziesiątków historyjek opowiadanych w ich knajpie przy wiecznie trwającym  melanżu , na nic innego nie mógł liczyć. Nawet zaczął go unikać umęczony jego egzotyczną wyobraźnią balansującej  na granicy głupoty. Po kilku odwiedzinach doszedł do wniosku, że Mały  znowu ma  dostęp do trawki.

- Co ty masz z oczami?- spytał przypominając Otisowi o zagadkowej  heterochromii .

- Nic , tęczówka zmienia kolor

- To chyba nie jest normalne?

- No i co ? Mam sobie je wydłubać ?- zapytał z nutą irytacji Otis

- No nie, tak tylko mówię , bo … może to jakoś się łączy , no wiesz, z tymi telefonami.

- To się nazywa paranoja Mały, a ja mam heterochromię iridis, różnobarwność tęczówki…

- No nie wiem…

Po wyjściu Małego Otis podszedł do lustra  i przyjrzał się uważnie tęczówce z uczuciem czającej się w podświadomości obawy, którą interpretował jako niepotrzebny balast po odbytym przed chwilą głupim dialogu. Oko rzeczywiście wyraźnie pozieleniało ale nie ma nic gorszego od  wypatrywania diabła w ciemności, zaczynasz świrować po chwili- pomyślał.  Poza tym ma ważniejszy kłopot na głowie. Zgubił żonę.

Odbył też kilka  rozmów z ludźmi napotkanymi przy kamienicy , pokazywał im zdjęcie Emi chociaż ciężko mu było wierzyć w sensowność takich działań skoro Emi zniknęła sprzed „innej” kamienicy ! To wszystko jest chore. Chore! Chore!!! Był wściekły na Kruczą – żadna z niej ciocia tylko durna baba-  że spowodowała rozstanie się na moment z  Emi. Gdyby zachowywała się normalnie, gdyby odpuściła wtedy to heroiczne , spontaniczne śledztwo nie prosiłby Emi o zostanie w samochodzie , miałby ją z boku , mógłby ją chronić gdyby zaistniała taka potrzeba. Z drugiej strony pobrzmiewają Otisowi w głowie słowa Kruczej ,która pomimo wyraźnego poczucia winy i absolutnego szoku po zaginięciu Emi  , na policji powiedziała do niego na korytarzu : Musiałam  spróbować ratować Lenę, myślałam że może gdzieś tam jest , że może  ratujemy ją z jakiegoś  śmiertelnego zagrożenia, że może w ostatnią  sekundę, że trzeba narobić hałasu …nie wiedziałam, że to się może tak skończyć… Mamy jakieś poplątanie z pomieszaniem z tymi telefonami i zmieniającą się rzeczywistością ale …człowiekiem trzeba starać się być zawsze.

Miał ochotę jej powiedzieć, że ma w dupie co mówi , że ma w dupie Lenę , że chce wiedzieć gdzie jest Emi. Był wściekły i ten napływ  gotowości poświęcenia się Kruczej  dla  jakiejś  większej sprawy doprowadzał go do wrzenia . Był gotów w tamtej  chwili poświęcić Lenę , Kruczą, cały posterunek  i miasto ,w którym się znajdowali za najmniejsza wskazówkę  gdzie szukać Emi.

Ostatnie dni  przypomniały Otisowi kim był , jego skutecznie zabalsamowaną przez łagodność Emi naturę szaleńca. Potrafił być nieobliczalny w chwilach dużego zdenerwowania.  Część swojej młodości poświęcił na dziwną odmianę buntu. Nie mogąc rozwalić głową różnych ścian wszedł w fazę cynizmu . Był czas nawet ewidentnego zła  kiedy robił zdjęcia na zlecenie  Grossa   bogatym facetom z ich kochankami . Pozwalało to zarobić niezłe pieniądze.  Gross wymuszał je za milczenie.

Jedna z sytuacji z tamtego okresu  majaczy czasami  w jego głowie w sposób szczególny. Kiedyś wracał bardzo późno do domu . Nagle z jednej z ulic wybiegł długowłosy chłopak, na wprost niego , a po chwili drugi mężczyzna wyraźnie goniąc młodziana. Widząc Otisa zaczął krzyczeć „Łap  Otis skurwiela , łap , to zbok , łap go !  Słysząc swoje imię  automatycznie   stanął na drodze   długowłosemu dwudziestoparolatkowi. Ten próbował Otisa wyminąć jednak po zderzeniu się ich ramion wpadł z impetem w witrynę , która pękła nieszczęśliwie  dla  niego . Wszystko  w ułamkach sekund. Kiedy część  szkła posypała się  dookoła , duży kawałek jeszcze tylko   przez moment  w ramie, pod własnym ciężarem  spadł jak gilotyna na szyję uciekiniera zatrzymując się na kręgosłupie.  Nim Otis  oprzytomniał z przerażenia , goniący  facet z widocznymi wszędzie tatuażami  dopadł charczącego przyszłego denata i zabrał z jego ręki pakunek  , po czym biegnąc tyłem , potykając się  o własne nogi   rzucił do Otisa  w wykrzywionymi w uśmiech ustami „ Dzięki stary „ i ruszył przed siebie , w mrok ulicy.  Skojarzył twarz z jakiegoś karcianego wieczoru, gdzie miał zwyczaj grać na pieniądze z miejscową bandytką.  Otis podszedł do leżącego chłopaka , całego w agonalnych drgawkach. Głowa nie mieściła tego co widział. Szyba , która opadła niczym gilotyna ,nie rozbiła się tylko utknęła przytrzymywana ramą oddzielając głowę od reszty ciała. W pierwszym odruchu chciał jakoś pomóc , ratować chłopaka ale to co widział nie dawało najmniejszej nadziei. Głowa leżała nie ruchomo i tylko oczy próbowały podążać za Otisem prosząc o pomoc. Obserwowały jego panikę  więc po chwili chłopak zrozumiał, że za chwilę tutaj  umrze. Otis chciał przyłożyć rękę w miejsce odcięcia głowy  aby zatamować krew ale miał za małe dłonie aby objąć tak obszerną ranę. Człowiekowi wydaje się, że zawsze jest jakieś wyjście , jakaś możliwość  ale dzisiaj….dzisiaj  kiedy ktoś ma prawie  odrąbaną głowę nic się nie da zrobić. Spojrzał na chłopaka  i widział dwa niezależne byty - spokojne już oczy w odseparowanej głowie i ciało w krwawych konwulsjach, które próbowało jak najdłużej żyć. Wszystko trwało raptem kilka chwil. Z dłoni przyszłego denata wypadła szklana kulka wielkości piłeczki do golfa i poturlała się niemal pod stopy Otisa. Musiał ściskać ją przez cały czas i dopiero teraz pozwolił jej wypaść.  Otis wziął kulkę do ręki.  Nie wiedział o co chodziło ale szybko sobie uświadomił, że zaraz jego życie może wyraźnie skręcić i nieodwracalnie zamienić się w więzienny koszmar więc nie czekając chwili dłużej pobiegł w najbliższy mrok ulicy z wrytymi w pamięć oczami chłopaka , pełnymi żalu i rezygnacji . To były oczy  kogoś młodego, bez konkretnej historii, kogoś kto chciał po prostu żyć. Człowiek rzeczywiście chyba zawsze musi być  bliski śmierci aby doceniać sam fakt życia, bijącego serca, życiodajnego oddechu, wizję korzystania z dnia , jakikolwiek by nie był, świadomość kryjących się możliwości nawet w najtrudniejszych sytuacjach. Ta była bez cienia nadziei.   Gazety opisały to jako porachunki między gangami. Ale Otis często  zastanawiał się „kim był chłopak z odciętą głową” , może był w porządku, może w coś się wplątał, może był ofiarą…. Oczy miał dobre. Poza tym to Otis był bezpośrednią przyczyną  jego śmierci. To on go pchnął na szybę, która odcięła jemu głowę, to on go..zabił. ZABIŁ.  Potworna lekcja. Nie zawsze  dobra intencja wystarczy… nie zawsze  masz wpływ na  życie…czasami jesteś  ofiarą  miejsca, czasu …czasami  po prostu się dzieje , czy tego chcesz czy nie … myślenie jest przereklamowane, czasami każde rozwiązanie jest złe.

Parę  dni po zdarzeniu przypomniał sobie o szklanej kulce. Przyjrzał się jej uważnie. Na pierwszy rzut oka nic nadzwyczajnego, ot zwykłe szkło z zielonkawoniebieską smugą w środku, tak jak w małych kuleczkach dla dzieci. Ale czym dłużej trzymał kulkę przed oczami, szczególnie w słońcu widział jej wyjątkowe dopracowanie. Żadnej skazy, żadnej rysy, ani jednego bąbelka powietrza w środku. Zielonkawoniebieska smuga też w świetle wyglądała zjawiskowo, jakby ktoś w szkle uwięził kawałek tęczy.  „Dlaczego chłopak ściskał ją w dłoni….” pytanie bez odpowiedzi...

To był smutny  okres  bezcelowego życia, który próbuje zapomnieć.

 Do czasu aż spotkał Emi.

Wprowadziła spokój w jego sercu. Jakby zatrzymała  huragan w otisowym świecie i  umieściła każdą uniesiony przedmiot na swoje miejsce. Tu trzeba postawić dom, tu wazon, tu  przyjaźń , tu obowiązek, tu zabawę, a  to co się rozbiło, czego skleić już się nie da -   trzeba wywalić i do tego nie wracać. Ale trudno nie wracać do pewnych zdarzeń. Tym bardziej, że to one wracają do ciebie i nie pukają pytając czy mogą wejść…

Ktoś powiedział: Każdy człowiek jest jak księżyc . Ma swoją drugą stronę , której nie pokazuje nikomu…

Oczywiście wrócili z Kruczą pod kamienicę nad ranem , po  wizycie na posterunku, gdzie przyjęto  ich z  klasyczną  bezradnością prowincjonalnej policji.  Skąd to przekonanie ,że policja dba o bezpieczeństwo ludzi ? Pomoc? Jaka pomoc?  Kolejni  urzędnicy  zadający  pytania ,które mają  wymęczyć petenta  aby  sam doszedł do wniosku o beznadziejności szukania u nich  pomocy. Nawet nie pojechali na miejsce zniknięcia Emi . Krucza nie wspominała nic na temat „innej” kamienicy  bojąc się, że wezmą ją za niepoczytalną wariatkę i zbagatelizują  zgłoszenie zaginięcia  . Kiedy ciocia zaczęła awanturę   , domagając się konkretnych działań , używając  przy tym tysiąc razy słowa „urzędasy”  usłyszała  enigmatyczne „nie jesteście jedyni zgłaszający zaginięcie”.

 Ale Otis wrócił  z  ciotką  pod kamienicę, wrócił  i przeżył kolejny koszmar  powiększający rysę na jego psychice.

Kiedy podjeżdżali taksówką do budynku nawet on widział  zmianę. Już widniało więc  z daleka było widać  brak   neonu MOTEL. Zajeżdżając na miejsce Otis uświadomił sobie że stoją przed innym budynkiem. Oczywiście  mózg tego nie akceptuje .  Otis miał naturalne wątpliwości w to co widzi  , przecież była noc , światło wariowało , wszystko wydawało się straszniejsze , brzydsze... Ale nie do tego stopnia. Poza tym napis widział. Wisiał jakby od zawsze,  na prawej ścianie ,  nie świecił  ale wisiał. Drzwi też były inne , chociaż Leny nadal nie było w mieszkaniu. Wszystko przenikała świadomość zagadkowych telefonów, całego z nimi zamieszania na świecie , która w jakiś pokrętny sposób wpływała pokrzepiająco na zszargane nerwy Otisa. Skoro nawet zmarła siostra Emi się znalazła to może  Emi  też się znajdzie?

Włączył telewizor i przerzucał bezmyślnie kanały. Zatrzymał  na „Zarwanych nocach”, na programie,  gdzie zaprasza się różne osoby aby poruszyć  tematy którymi za dnia nikt nie jest zainteresowany , czyli tzw. refleksyjne.

W studio siedział prowadzący , znany gość , który stracił  dzienny przydział antenowy po tym jak podobno „pomógł” zabić się swojej żonie. Wołali na nią   Sarna . Miała wielkie sarnie oczy i jej delikatność.  Też pracowała dla telewizji ale po wypadku samochodowym leżała sparaliżowana. Przy jej  wcześniejszej  hiperaktywności  był to bardziej niż  śmiertelny cios. Śmierć była wybawieniem.  Życie było karą.  Mogła tylko porozumiewać się za pomocą jednej powieki. Jej mąż pamiętając podobny  przypadek  opracował taki sam sposób potwierdzania liter alfabetu aby mogła się skontaktować . 

Oceny jak zwykle były różne. Sama przecież nie mogła się zabić.  Jej mąż nie udzielał w tej sprawie żadnych wyjaśnień. Raz tylko się wypowiedział  krótko  po pogrzebie  mówiąc że  tylko dotykając takich  sytuacji jak on  zaczynasz co nieco rozumieć  z  makabry ludzkiej natury , w każdym jej aspekcie,  człowiek jest Piękny i Straszny.  Z dnia na dzień zniknął z pasma dziennego.

Co prawda Otis nie oglądał tych programów bo zazwyczaj  spał. Niemniej kilka razy usypiając się ITV, po późnym powrocie do domu, widywał prowadzącego zmieniając kanały.  Zauważył że zbiegiem czasu coraz gorzej wyglądał, marniał. Było widać że wizażyści robili co mogli aby zatuszować zmęczenie które przebijało się przez gruba warstwę pudru. Wyglądał jakby nie spał od narodzin.

Otis  trafił akurat na początek . Napis tytułowy ZARWANE NOCE  zaczynał wsiąkać w tło studia gdzie naprzeciw siebie prowadzący miał gościa dzisiejszego odcinka, około pięćdziesięcioletniego bardzo wychudzonego  mężczyznę.   

 -Podobno nie jesteśmy jedyni. Takich światów jak nasz jest dużo- rozpoczął prowadzący.

- Tak . Ale nie dużo w różnych miejscach kosmosu tylko kopii takich samych jak nasz- odpowiedział spokojnym , rzeczowym głosem , który brzmiał zaskakująco polifonicznie. Odnosiło się wrażenie jakby mówiły dwie osoby  Zbliżenie ujawniło  bliznę na brwi. Nadawała jego inteligentnej twarzy  intrygującego uroku  .

-Przez wiele lat zakładano że kosmos jest za wielki, za potężny  dla nas samych, że to nieprawdopodobne  abyśmy tylko my w nim byli, że to bezsensowna strata przestrzeni. Zakładaliśmy jako rasa ludzka że to tylko  kwestia czasu ,  dokładnego przeszukania   wszechświata , między gwiazdami, planetami , galaktykami, że gdzieś tam są jakieś ufoludki ze swoją  ufoludkową, inną ,  cywilizacją .  Niestety,  te inne światy wcale  nie są odległe, wręcz odwrotnie  są blisko, tuż tuż przy nas , są jakby „między wierszami”, są nie tyle blisko nas  co z nami zmieszane,  jak  ciasto, zupa, nierozerwalnie  i są  TAKIE SAME  jak nasz , z takim samym życiem, ludźmi , problemami . Nie ma między nimi odległości  -  ani w kilometrach ziemskich , ani w latach świetlnych.

-Czyli – przerwał prowadzący – Teraz , tutaj w tym studio , w tej rozmowie , oprócz nas , są wszystkie możliwe  światy , wymiary?

- W pewnym sensie tak. To co niezwykłe to oddziaływanie tych światów na siebie. Stąd te telefony.

Otis zdążył się już przyzwyczaić że niemal wszystko ostatnio dotyczy jednego tematu.

- Każdy z  nas żyje na wszystkich ze światów- kontynuował   spokojnym ale niezwykle dziwnym głosem  -  w niezliczonych kopiach. I właśnie to jest niesamowite. Intuicyjnie wyczuwamy siebie nawzajem, swoje wszystkie byty na każdej z tych światów kiedy jesteśmy w odpowiednim stanie umysłu. Dzieje się  tak kiedy coś   „przeczuwamy” . Co to znaczy „przeczuwamy”?  Nie każdy wierzy w przeznaczenie , wróżki , w Boga  ale każdy coś  „ przeczuwa” i te przeczucia potrafią być bardzo trafne. To właśnie  splot oddziaływań na siebie wszystkich żyć we wszystkich z tych światów gdzie toczymy wręcz tą samą  historię,  a ta musi   być  na identycznym poziomie rozwoju , stąd  ludzie ją tworzący musza mieć niemal identyczne życie  w każdym z wymiarów więc na siebie oddziaływają za pomocą INTUICJI  , która dąży do korekty zdarzeń aby światy były symetryczne.

Na pewno spotkałeś się z rozpalającym  od wieków  wyobraźnie  filozofów   ,niemal metafizycznym , rozważaniem  natury snu. Spisz i śnisz historie. Budzisz się i wiesz że śniłeś. Ale co  by było gdybyś się nie obudził ? Skąd byś wiedział że śnisz? A jeśli w śnie zaśniesz? Co jest prawdą ? Kim jesteś ? Gdzie żyjesz? Co jest snem a co jawą?

Dlatego również kiedy śpimy  przedzieramy się , przenikamy swoje świadomości  zagubieni trochę mętnym  chaosem, pozornym chaosem  naszej … nie naszej  pamięci, płynnie uwikłanej   w inne wymiary.  To uwikłanie w inne wymiary jest trudne do wyłapania ponieważ podczas snu jesteśmy w specyficznej fazie aktywności naszego mózgu gdzie wszystko jest przemieszane. Jesteśmy jak dworzec na którym przez chwilę spotykają się , splatają echa nie tylko naszej świadomości. Jesteśmy wtedy jak pobierające dane  antena . Ludzki umysł jest z jednej strony bardzo delikatny , z drugiej ma niewiarygodne możliwości. W snach potrafi nas być więcej niż my sami ! Rejestrujemy siebie jak obserwatorzy , jesteśmy osobnymi bytami w snach , jego bohaterami. Ten senny mętlik jest wzajemnym   przenikaniem  siebie nawzajem , naszych pamięci , lęków, namiętności. Tworzone  w czasie snu  historie właśnie dlatego są takie poplątane i bezładne.  Bagatelizujemy sny , bo wstając rano idziemy w tak zwany  real , wracamy  do naszego przerwanego tylko snem życia, jesteśmy pochłonięci swoimi sprawami ale nawet nie wiemy ile z tego snu , z tego połączenia wymiarów  zostało w nas , w naszej podświadomości , która podsuwać nam będzie rozwiązania przy podejmowaniu  jakiś decyzji.

-Trochę to paranoiczne co pan mówi  – powiedział prowadzący -  ale trudno nie odnieść wrażenia że pasuje do naszych czasów bo…

-Również to co braliśmy za chorobę psychiczną – wszedł w słowo gość -  np.wielość osobowości  jest zakłóceniem na poziomie neuronowym , nakładaniem  się tych światów , przenikaniem  wielu ludzi w jedną świadomość, która sobie z tym nie radzi. To samo dotyczy hipnozy, gdzie dochodzi nie tyle do zaburzeń osobowości, co do niekontrolowanego przenikania zbiorowej pamięci ale…to dość skomplikowany, osobny temat.

- Najgorsze pytanie dla pana, w zasadzie nie pytanie  ile  żądanie   to „poproszę o mocne dowody potwierdzające”

- Nie ma „mocnych” dowodów- oparł zwyczajnie jakby nie zależało jemu na przekonywaniu kogokolwiek .

-Wzajemne oddziaływanie jest bardzo subtelne , niemal płynne  dlatego  jego  skutki  są niezauważalne. Podejmujemy jakąś ważną decyzję , myślimy ,myślimy, myślimy…obserwujemy swoje myśli i emocje jak chmury na niebie , dystansujemy się od nich , jakby nie były nasze tylko kogoś innego  ale w tym myśleniu jest …przynajmniej bywa  czasem coś więcej niż tylko i wyłącznie nasze doświadczenie…

Otis przypomniał sobie fragment z opisu Leny , kiedy dziadek podczas gry na skrzypcach  „czuł w sobie więcej ludzi” .

-Są  również szepty -kontynuował gość ,  ostrożnie wypowiadając słowa jakby z obawą  że zostanie uznany za niepoczytalnego

-   Nazwijmy to jak chcemy : szepty, podpowiedzi, przeczucia, tak czy siak niewytłumaczalny przejaw czegoś pozaziemskiego co wpływa na naszą decyzję. A wiele z nich zmienia bieg naszego życia. Potrafimy czasem odwołać  jakiś wyjazd , wylot. Potrafimy kogoś  przekonywać  aby właśnie tego nie robił. Ostrzegamy. Czasami nie dzieje się nic strasznego a ludzie są potem trochę rozbawieni niepotrzebnym przewrażliwieniem  zapominając o sile podświadomości – przecież  już samo ostrzeżenie ich wyczuliło na podróż,  byli w pewnym sensie inni : baczni, spostrzegawczy, uważni. Bywa że  do katastrofy w ich życiu dochodzi kilka dni , tygodni później…Przeczucia to  nadal  TYLKO  przeczucia i  niestety brakuje im  precyzji. Przeczuwasz coś czasem ?- zapytał wprost prowadzącego.

- Jak każdy- odpowiedział nieco zaskoczony.

Mężczyzna odbił się plecami od oparcia krzesła i  wsparł się na wyprostowanych rękach o swoje chude kolana. Skupił całą swoją uwagę na prowadzącym, na jego  schowanych w czaszce  małych , podkrążonych  szarością oczach jakby chciał wkraść się  przez nie  do środka jego umysłu. Prowadzący  wyraźnie  to  odczuł i pożałował braku czujności . Nie wiedział dokładnie co go niepokoi ale wiedział ze zaraz usłyszy coś co go zaboli.

- Uważasz to za fantazjowanie ?- pytał dalej

- Za fantazjowanie ?- powtórzył. Nie wiedział dokładnie co powinien odpowiedzieć więc postanowił zrobić unik

- Ten program jest przecież dla takich tematów

- Tak zauważyłem- odparł spokojnie chudy gość z ojcowską troską- ale zauważyłem również twoją nieobecność w trakcie tych programów.

-Przecież je prowadzę- próbował się bronić- jak mogę być nieobecny?

- Jesteś inteligentny . To wystarczy aby przy pewnej rutynie prowadzić program bez większego zaangażowania.

-To naturalne że nie wszystko co się tutaj mówi … że musze podzielać każdy głoszony tu pogląd. Ostatnio mój gość zaplanował  ocięcie  swojej głowy . Chce ją  zamrozić do czasu kiedy medycyna umożliwi przyszycie jej  do małpiego ciała.

-Nie o tym mówię …Ty się przyglądasz tylko , Ty tylko mówisz, ktoś z ciebie mówi  ale  ciebie samego jest bardzo mało. Odnoszę  wrażenie  jakby całe twoje ciało zaczęło potajemną ewakuację  z tego studia… z tego świata, oddala i ogląda się  za siebie  i tylko jeszcze trochę stara się znaleźć powód  dla  przychodzenia tutaj …Wiem… – urwał  wypowiedź – Wiem , że straciłeś bardzo bliską  osobę i wiem też że dopiero wtedy zastanawiamy się nad sprawami ostatecznymi w taki sposób jak o tym powinno się zastanawiać .

Nasza megalomania …- urwał   życzliwie uśmiechając się do prowadzącego -  wracam póki co  do swojego tematu – powiedział akcentując „póki co „

 -Nasza megalomania pokoleniowa reprezentowana przez różnej maści specjalistów  , nie akceptuje pytań bez odpowiedzi.  Wstydzi się powiedzieć „Nie wiem „.   Przecież rozszyfrowaliśmy  funkcjonowanie świata ,przez  wieki  dużo  podpatrzyliśmy , pozaglądaliśmy tu i ówdzie , w pewnym sensie  jesteśmy też świetnymi twórcami : samochody, komputery, systemy tworzenia  cywilizacji… wiemy  dużo o atomach, neuronach, kwarkach  o odległych  galaktykach, wiemy  jak działa ludzki organizm , gdzie wątroba, serce , szyszynka , co z czego , po co  , ale nie wiemy dlaczego jedni chorują pomimo dobrego prowadzenia a inni , którzy powinni dawno umrzeć żyją. Mówią geny, ewolucja … Jesteśmy co najwyżej świetnymi  obserwatorami , nic więcej…

-Nie akceptujesz ewolucji ? –spytał cicho prowadzący wiedząc że ten program będzie inny niż wszystkie inne.   Będzie musiał się zmierzyć ze swoim gościem,  który  nie tyle był wrogi wobec niego tylko chciał  jego szczerości, chciał  aby był obecny „całym sobą „ . Nie miał na to ochoty ale przecież nie przerwie programu.

- A ty ? – odwzajemnił pytanie

- Wiele z naszej natury tłumaczy..

-Niczego nie tłumaczy , jest taką samą protezą jak większość religii w które trzeba „uwierzyć”. Przecież nadal jest w mocy oczywista oczywistość „ że COŚ z niczego nie powstanie”

Choćby nie wiem  jak pięknie  tłumaczyła pochodzenie życia  na ziemi , jak przekonująca by nie była w eleganckiej, logicznej i spójnej linii rozdzielającej się na poszczególne gatunki  Ewolucja to zwykły przekręt, najzabawniejszy trik naukowy, który funkcjonuje pełnoprawnie jako FAKT.  Przecież to oczywiste że adaptujemy się do warunków, że niektóre gatunki mają nieznaczne zmiany w budowie, ludzie w kolorze skóry itd.  Ale nadal nie przekraczają granicy gatunku. Nie ma ogniw pośrednich. Na tysiąc  zapytanych osób „co wie na temat ewolucji”  czyli na temat  swojego  pochodzenia  większość odpowie tylko lakonicznym „że od małpy, że to szereg zmian na przestrzeni wieków itd.  Co wiesz więcej ?  Pytam ciebie teraz co wiesz o ewolucji ? Przekonaj mnie że powinienem ją uznać, podzielać ten sam pogląd.

-…

Widząc bezradność prowadzącego, gość wstał i podszedł do najbliższego operatora  i poprosił  o  przenośna kamerę. Pracownik telewizji całkowicie zaskoczony posłusznie  pomógł jemu bezpiecznie złapać urządzenie ciekaw co z tego wyniknie. Chudy pięćdziesięciolatek skierował obiektyw na niego wprawiając go całkowite  osłupienie po czym zadał pytanie:

- Co Pan wie o ewolucji?

Operator w sympatycznym uśmiechu wzruszył ramionami a w telewizji pojawiło się ujęcie z kolejnej kamery która chciała pokazać komizm sytuacyjny , kiedy coś wymknęło się spod kontroli , ramy. Otis  oglądał jak  gość podchodził z kamerą do każdej osoby związanej produkcja programu, która akurat była w studio i zadawał to samo pytanie . Za każdym razem były to podobne reakcje zaskoczenia i bezradności. W pewnym momencie  na ekranie telewizora pojawiła się łagodna szczupła twarz gościa programu  , która widząc zbliżający się obiektyw spojrzała przenikliwie jak wcześniej na prowadzącego i wiedząc że dociera teraz do  wszystkich siedzących przed odbiornikami spytała

- A co wy wiecie?

Otisa  chociaż był tak  zmęczony też całe to zajście również nieco  zaskoczyło. Jego świadomość  mogła co najwyżej przepuścić  cała tą rozmowę  jak  małą łódkę przez  jaskinię z płytka wodą. Świadomość  Otisa przypominała właśnie taką  jaskinię  z płytkim korytem  rzeki ,  gdzie tylko lekkie łodzie mogą przepłynąć . Cięższe wymagały wysiłku przepchnięcia ich przez mielizny. Na to Otis nie miał siły. Poza tym  był  zajęty  wypisywaniem na ścianach jaskini  imienia EMI. Siedział przed telewizorem  a jego powieki poruszały się jakby pełniły swoją funkcje od tysięcy lat  i nadchodzi moment kiedy  wyeksploatowane  w którymś  momencie się nie podniosą .

Otis ostatnimi szarymi komórkami  zarejestrował  pytanie gościa  programu : Co ja wiem o ewolucji? Hmm…  „ gdzieś tam są jakieś czaszki, kości, książki o tym  

To niecodzienne aby  gość rozmontował prowadzącemu program i narzucił swój rytm. To jak kichnięcie spikerki w trakcie „Wiadomości”.

W tle było słychać jak gość kontynuował myśl :

-Ludzie guzik wiedzą o ewolucji  albo wiedzą tyle samo o  doborze naturalnym  co ludzie  wierzący w  pierwszą parę ludzką . To że poświęcono jej masę książek niczego jeszcze nie dowodzi. Osobiście poczułbym ulgę gdyby ewolucja była bezspornie udowodniona. Na razie ludzie nią zafascynowani pokazują zdumiewające możliwości  DNA.

Wszyscy w coś zwyczajnie WIERZĄ  będąc pod wpływem wybranego autorytetu. Jedni wierzą kapłanowi drudzy profesorowi. Najzabawniejsza w tym wszystkim jest możliwość …że  w tej kwestii każdy z nich się myli  i kapłan , i profesor. Przeczuwamy coś, czujemy od wieków ten egzystencjalny niepokój, który każe nam szukać , więc…..szukamy , w dobrej wierze szukamy , kopiemy w rzeczywistości teleskopem , mikroskopem , budujemy mniej lub bardziej spójne teorie ale zawsze nam czegoś brakuje, zawsze brakuje tej kropki nad „i”.

-A pan w co wierzy?- prowadzący próbował przejąć trochę inicjatywę.

- Widzę   bezradność umierającego  człowieka, jego paniczną potrzebę ocalenia części siebie, choćby duszy…ale wg mnie jej nie ma. Ale jej brak nie przekreśla czegoś  do czego jeszcze nie doszliśmy , czego jeszcze nie odkryliśmy , nie  zrozumieliśmy ! To takie ludzkie , pełne dziejowej arogancji ludzi którzy daną epokę reprezentują że wydaje się im iż wszystko zostało już powiedziane, odkryte , nic więcej do odkrycia nie ma , że jest tylko TO. Jeśli TO dla ciebie za mało musisz się z tym pogodzić  bo więcej nie ma. Wierz sobie w ewolucje , w Boga, nie wierz w nic, twój wybór. Ale NIC  więcej nie ma.  Nie akceptuje takiego podejścia. 

- Czyli ?

- …Chce mieć nadzieję na coś więcej niż w konającego człowieka ściskającego Nobla za wkład w naukę.  Co z tego że postawią jemu pomnik. Jest  to równie smutny widok jak umierający  bezdomny, istota znikąd, bez przeszłości…

- No tak… ale tak naprawdę …  Pan  też nic nie wnosi . Te splatające się wymiary to kolejna teoria - powiedział  prowadzący starając się aby nie zabrzmiał pretensjonalnie -  Pan też  mnoży  tylko wątpliwości. Ktoś kto Pana słucha, a ja – prowadzący  zaakcentował słowo „ja”- Pana bardzo uważnie słucham  i chciałby pójść za Pana głosem, gdzie ktoś taki dojdzie ?

Spojrzeli sobie w oczy. Otis wyraźnie widział jak  w prowadzącym coś się dyskretnie  zmienia. Nabiera pewności. Kamerzysta to uchwycił i zrobił duże zbliżenie . Ekran telewizora wypełniła twarz prowadzącego. Jego schowane matowe oczy ożywiły się , nabrały blasku. Zmrużył je po czym cicho zapytał

- Czy tam będzie moja Sarna ?- urwał   uporczywie patrząc  na  gościa swojego programu który  nie wiedząc że to część  dłuższej wypowiedzi chciał coś powiedzieć ale prowadzący uniósł rękę  aby jemu teraz nie  przerywał.

- Czy ona tam jest….tam, w pozostałych wymiarach? – ciągnął  dalej a jego kąciki ust zaczęły delikatnie drgać formując ledwie dostrzegalny usmiech -   bo…. Wie  pan ..szukam jej wszędzie, w pamięci … w naszej wspólnej przeszłości którą boje się że kiedyś  zapomnę, szukam jej w snach kiedy śnię na jawie bo już nie pamiętam kiedy spałem, szukam jej tam …mojej Sarny…i  …. rzeczywiście , tam w snach ją czasami znajduję – znowu urwał  parząc na gościa niewidzącym wzrokiem sprawiając wrażenie  nieobecnego.

  - Ale – wrócił  do  przerwanego wątku -  jeśli to tylko złudzenie , tylko moja tęsknota  , jeśli  tam jej też nie ma  …. to tylko proszę pana i wszystkie moje byty we wszystkich pana  wymiarach  aby   dały mi sił żebym jej nigdy nie zapomniał, moje Sarny …I wie pan co, ja też wolę mieć „drzwi otwarte  choćbym na razie ich nie sięgał, choćbym nigdy nie miał ich sięgnąć..ja też wolę je mieć otwarte niż…..  ostateczne zamknięte.

W studiu zapadła cisza.  Operatorzy pokazali twarze bohaterów programu. Najpierw gościa , który  ze zrozumieniem i współczuciem patrzył na prowadzącego, potem na operatora który użyczył kamery , który  również potakiwał  wyraźnie  wzruszony głową i na prowadzącego . Siedział  zatopiony we własnych myślach a jego oczy znowu traciły blask, zapadały się z powrotem  w głąb spowijającej je szarości. Wyglądały jak oddalający się i ginące w mroku sputniki, które  pozwoliły  na chwilowy kontakt z czymś w nim odległym , z czymś co lepiej  jeśli będzie nieokreślone, z czymś  z czym  wyraźnego kontaktu lepiej nie mieć bo  jest jak kolczasta kula obracana  w zaciskającym się na niej sercu.   Dla każdego w studiu było jasne że nie należy tej chwili  zakłócać.  W pewnym momencie na ekranie telewizorów pojawiły się napisy końcowe a Otis  odpłynął w głęboki sen  przygnieciony ciężkim zmęczeniem.

Była godzina 9:30. Sobota. Otis jeszcze spał  kiedy obok Moulin Rouge przejechała jakaś ciężarówka ze zdezelowanym , ryczącym silnikiem. Jego skatowana permanentnym niedospaniem świadomość to niewyraźne zarejestrowała. Myśli jak sfora wilków  zaczęła ujadać gdzieś w dali. Z chwili na chwilę   głośniej… i głośniej .  Są coraz bliżej . Okrążyły   jego nagiego , zwiniętego w embrion ciała na dnie jego błogosławionej  nieświadomości  i warczą nieprzyjaźnie.  Jeszcze moment …jeszcze  na boga chwilę …. Prosił w duchu  ale prośby  to również myśli , to również wilki…

Majaczył na granicy światów. Stał  na wyschniętym dnie jakiegoś potężnego jeziora,  bez widocznej linii brzegu. Coś zbierało się na horyzoncie , rosło jak burza piaskowa , zbliżając się nieuchronnie do niego. Czuł jak  spokojny  oddech  miarowo odlicza  moment  zderzenia . EMI !

Wstał. Miał wrażenie  jakby ktoś uderzył go  w głowę wielkim młotem i pozbawił mózgu. To efekt po zażyciu  tisercinu.  Nie miał siły. Ręce wisiały  po bokach ciała jak dwie pozbawione żywych mięśni  grube kiełbasy , których nie miał siły podnieść. Czuł się ubrany w ołów albo grawitacja potroiła swoje działanie. Ciągnąc puszkę z kapsułkami kawy po kuchennym blacie  niechcąco zwalił wszystkie papiery jakie zbierały się od kilku tygodni. Gazety, kartki z przepisami , ulotki , listy itd. Wszystko spadło na podłogę. Otis spojrzał obojętnie na śmietnik dookoła siebie i poczłapał do ekspresu. Otwierając puszkę zobaczył ostatnią kapsułkę z kawą . Gapił się na nią  zawieszony jak  człowiek w narkolepsji, a balon przygnębienia rósł w nim dmuchany jakąś  potężną siłą. Nie ma Emi… nie ma kawy.  Czuł się pusty. Pusty jak ta puszka. Pusty bez Emi. Chciało mu się płakać ale nawet na to nie miał siły . Dopiero w takich chwilach  uświadamiasz sobie jak wiele zależy od bliskiej ci osoby, od jej zwyczajnej obecności. Otis  czuł jak wszystko przestaje pasować do siebie, oddala się , traci swoja moc istnienia , unosi się jak w stanie nieważkości, traci swoją naturalność i przesiąka brzydotą. W pierwszych dniach miał ochotę wszystko demolować , walić pięścią w ściany, w meble. Prześladowany ekstremalnie różnymi przeczuciami, zmiennymi emocjami, dobijany brakiem snu był wrakiem człowieka. Nigdy nie okazywał przesadnie uczuć. Miał wrażenie nawet, że jest upośledzony w ich okazywaniu. Nie lubił rozmawiać o uczuciach, a „miłość”  była kwadratowym słowem, które nie mieściło się w jego ustach. Za duża .  Ale kochał Emi . Nigdy na długo się nie rozstawali. Nigdy nie przechodził  okresu  tak długiej nieobecności. Gdzieś w głębi wiedział , czuł , że jedynym  ratunkiem aby przeżyć swój czas na ziemi jest…miłość, to pieprzone , z milionem sprzecznych emocji uczucie, któremu trzeba dać się prowadzić.   Możesz mieć plany , marzenia , mogą się spełnić lub nie ale  to nie jest  prawdziwe  życie. Gonisz za wiatrem, za marami , które nawet jak się urzeczywistnią na chwilę okazują się ulotnym poczuciem sukcesu, który z czasem blaknie,  a razem z tym blaknie  wrażenie szczęścia. A miłość jest wieczna. Ta prawdziwa miłość  jest potężnym  ogniem w ludzkim  materialnym ciele  , w którym  zamieszkujemy jak w  domu  z grubymi  betonowymi murami gdzie  bez niej  marzniemy. Musi  tam płonąć ogień. Dzień po dniu, stale i stale podsycany , pilnowany aby nie zgasł. Jak zgaśnie jest zimno. Oczywiście można mieszkać  bez niej , bez miłości, tak zwanie funkcjonować , można żyć ale …co to za życie.

Emi ma rude włosy , i tak jak Mały- jej  brat , masę piegów , które latem , w słońcu ujawniają się jak gwiazdy w bezchmurną, ciemną noc.  Miliony. Kiedyś byli  na pobliskiej polanie aby złapać trochę słońca , czego szczerze nie znosił.  Siedząc obok Emi na trawie , nudząc się podróżował między piegami niczym biegnący od miasta do miasta Forrest Gamp . Jedne były wyraźne inne zatopione w skórze jak złoty kamień pod wodą.  Otis miał kilka ulubionych. Jeden blisko brwi. Drugi na  granicy wargi.  Często o nim myślał kiedy całował Emi. Niechcący   powiedział jej o tym  i trochę żałował bo Emi  już w końcu nie wiedziała czy całuje ją czy jej piegi. Innego dnia zdumiał swoją żonę kiedy rozmawiając o czymś, Otis nagle wyraźnie zagniewany przerwał mówiąc :

-Skubałaś brwi!

-co?

-Grzebałaś przy brwiach!

Emi nie wiedziała jak się zachować bo  Otis   bardzo ją prosił aby nie regulowała sobie brwi.

-Skąd wiesz?- spytała zaskoczona- Przecież wyrwałam tylko dwa może trzy włoski!

- Dobra , dobra…prosiłem żebyś tego nie robiła . Dlaczego z Wami kobietami tak jest? Zamieniacie sobie twarze na maski gazowe z domalowanymi ustami i kreskami zamiast brwi? Macie piękne twarze i je szpecicie bo…. potrzebujecie jakiejś zmiany? Przecież to nie pokój aby przestawiać na niej meble? Dlaczego z wami tak jest….itd

Uwielbiał kiedy brwi są grube , wyraziste, „ są jak piękny las blisko jeziora jej oczu”  . Odpowiadała że powinien się wstydzić  swoich harlekinowych  porównań i metafor chociaż w duchu była szczęśliwa.

Jak Otisowi na czymś zależało , nawet na takim drobiazgu jak włos sąsiadujący z piegiem, potrafił o tym gadać długo i męcząco. Był wtedy nieprzejednany. Emi o tym wiedziała dlatego nakręcało go jeszcze bardziej zainteresowana niuansami wyobraźni swojego męża.

 Twarz Emi idealnie wpisywała się w  „Otisową”  metafizyczną fascynację detalem. Kiedy padał śnieg , szczególnie duże płatki , wybierał jeden z  nich  i obserwował jego lot, tak długo , jak  było to możliwe.

- To Ty – mówił wtedy do Emi -  Widzisz, widzisz – pokazywał jeden z tysięcy płatków przez kuchenne okno-   O ten, co tu leci. ..

- No widzę – odpowiadała mrużąc oczy i wymownie bawiąc się sytuacją

- Guzik widzisz! Udajesz że widzisz…a zaraz się roztopisz, zamienisz się w wodę, i wyparujesz, i ciebie nie będzie…

- Taa…

-Ale ja cię widzę – ciągnął z przesadną powagą z podniesionym do góry palcem  -  Ja, Otis widzę cię i poświęcam Tobie całą moją uwagę!

„Być może dla świata jesteś małym człowiekiem ale dla niektórych ludzi jesteś całym światem”

Emi nie jest  przesadnie ładna, słodka, ale kiedy się uśmiecha  „ogień w domu Otisa”  rośnie .   Ma w sobie przyjemną mieszaninę uporu i delikatności . Kombinacja jej  wszystkich  cech powoduje, że  jest jak  źródlana woda , czysta. Żadnych ukrytych intencji, żadnej gry,  serce na dłoni. Nawet jak się denerwuje , wścieka- jak sama mówi, nawet wtedy więcej w tym wzajemnego przyciągania niż odpychania . Dla Otisa  jest idealna.

Siedział na odstawionym od stołu  krześle  i pił kawę , ostatnią. Wsparty o uda  ogrzewał dłonie ciepłym kubkiem z wlepionym w podłogę wzrokiem. Jakiś rachunek,  ulotka , gazeta z reklamą  biura podróży. Zdjęcie pokazywało pocztówkę  z kawałkiem  plaży, palmy i brzegiem  morza z błękitnym nad nim niebem. W rogu była  przylepiona  metka jak na wyprzedaży z hasłem: RAJ ZA GROSZE.  Otis  westchnął głęboko znużony    kłamstwem, który jest normą  każdej reklamy, tej  klasycznej manipulacji  będącej pożądaną jakością  we współczesnym świecie. Jak kogoś skutecznie okłamałeś   jesteś  prawdziwym , sprytnym jaszczurem w miejskiej dżungli.  Radzisz sobie. Czy to w pracy, w reklamie, na ulicy, w „przyjaźniach”, wszędzie same jaszczury  i ich ofiary.

Z czasem Otis z Emi przestali widywać się z ludźmi , ograniczali kontakty. Najlepiej czuli się w swoim towarzystwie, bezpiecznie.

Spod jednej z kartek wychylał się list   zaadresowany  na Marcela, który jakiś czas temu , wracając z porannego joggingu , wyciągnął ze skrzynki, od Jovanki. Myśląc że to pomyłka postanowił odnieść na pocztę. Błędnie adresowane listy to częsty kłopot przy wiecznie zmieniających się miejscach zamieszkania. Ale imię Marcel padło w rozmowie telefonicznej z Otisem z innego wymiaru.  Zanim połączenie znowu zostało przerwane krzyczał  aby uważał na szczury i że miał kontakt także z jakimś Marcelem.  Dopiero teraz, kiedy zobaczył imię na kopercie , to sobie  uświadomił .Zbieg okoliczności ? Coś za dużo ich ostatnio..

Podniósł kopertę. Nic nadzwyczajnego. Chciał odnieść na pocztę ale ostatnie tygodnie  kompletnie przefazowały jego życie. Stracił zainteresowanie  czymkolwiek. Jedyne co go zajmowało to sprawdzanie tropów. Podejrzewał iż zniknięcie Emi ma bezpośredni związek z telefonami, z kamienicą, może nawet z przenikaniem wymiarów  jak mówił ten gość w telewizji, może jakoś się to wszystko ze sobą łączy. Otworzył kopertę

Witaj mój kochany braciszku

Na  wstępie dziękuję ci za zdjęcie naszego prapradziadka i kilka informacji o jego rodzinie. Drzewko dostanie kilka nowych gałązek. Muszę ci powiedzieć, że jak tak  wczytuje się w naszą genealogię to jest wspólna nuta. Każde pokolenie ma jakąś osobę z nietypowa chorobą. Jakby jakaś siła pilnowała tego balastu , aby pojawił się  w stosownym czasie. Powiedziałam to tacie i oczywiście się wściekł. Powiedział, że jeśli ja jestem balastem to tym który stawia tą rodzinną łódkę w pionie. Kochany tata. Jest mistrzem motywacji.

U mnie bez zmian. Wiem,  nie lubisz jak nic od siebie nie piszę więc … jest słabo. Ale to nic. Trwa to od lat i zdążyłam się przyzwyczaić do swojego słabego, schorowanego ciała jak do rozpadającego się domu na wyspie ,którą zatapia morze. Widzisz jak ładnie  potrafię wpleść fragment jednego z Twoich wierszy ?!

Kocham Cię . Jovanka .Marzec 2008

Otis  przeczytał list kilka razy. Czyżby to była korespondencja rodzeństwa  Marcela z Jovanką?  Tego Marcela i tej Jovanki?! Opowiadając Emi historię krótkiej szkolnej znajomości myślał że to pomyłka adresu ,  charakterystyczna przy takiej migracji ludzi. Wszędzie dochodzą listy do ludzi którzy albo zmarli albo się wyprowadzili. Bałagan administracyjny  po tak wielkiej skali zgonów podczas  pandemii  nie został jeszcze uprzątnięty dokładnym spisem ludności. Poza tym nie sposób mieć aktualny adres w systemie meldunkowym skoro ludzie wędrują z miejsca na miejsce , bez dbałości o formalizowanie swojego nowego pobytu. Wynika to oczywiście z lekceważącej obojętności  , z pustych mieszkań i brak najmniejszego kłopotu w ich zajmowaniu.

  2008 rok…? Marcel miał wtedy 20 lat.  Stempel na kopercie ma datę 2028.  Ale na końcu listu wyraźnie widnieje 2008 rok.  Dlaczego znalazł list w swojej skrzynce?  Nawet jakby ktoś  chciał abym dostał ich korespondencję to list powinien być zaadresowany na  mnie, na Otisa , a nie na Marcela. Minęło kolejne 20 lat  od 2008 roku ale list wydawał się nowy, bez śladów archiwizowania go przez lata . Dziwne..ale …..co nie jest dziwne dzisiaj? Faktem jest że te wszystkie nawarstwiające się sytuacje coraz bardziej zakłócają normalne funkcjonowanie głowy. Ludzka psychika do prawidłowego działania potrzebuje  racjonalności, logicznych następstw wydarzeń osadzonych w linearnie płynącym czasie. To co się dzieje obecnie jest nie tyle dziwne co zwyczajnie popieprzone myślał Otis, mocno popieprzone. Niemniej z upływem czasu powinien  adaptować się do obecnej sytuacji. Uczucie zagubienia musi ustąpić miejsca chęci  zrozumienia  otaczającej go  irytującej zagadki. Tym bardziej że z jej rozwikłaniem miał nadzieję na odnalezienie Emi.

Otis stojąc przy oknie  dopijał kawę i jak miał w zwyczaju wpatrywał się w korony wielkich drzew stojących przed domem. Przypomniał sobie jak Emi kiedyś zażartowała : Jak  przestaniesz mnie dostrzegać przeprowadzę się na jedno z tych drzew. Codzienny kontakt wzrokowy będę miała  zapewniony. Zamieszkam w dziupli i zacznę wydrapywać patykiem na zielonych liściach co u mnie słychać. Będziesz wypatrywał ich przez lornetkę i czytał, a ja będę walić do ciebie z procy wściekłymi wróblami.

Pamięta też dzień kiedy w księżycową jasną noc szukając jego tarczy schowanej w listowiu , ku swojemu zdumieniu dostrzegł pana Nepo na grubej wygodnej gałęzi. Siedział jak mały  chłopiec  ze zwieszonymi nogami wpatrzony w pełnię. Wtedy też wyszło na jaw kto zawiesił  kilka drabinek linowych po których można wejść co najmniej na połowę wysokości najwyższego z drzew. Ale nie to było najdziwniejsze w tym wszystkim. Po jakimś kwadransie kiedy Otis z ciekawości zerknął czy sąsiad nadal hipnotyzuje się księżycem dostrzegł drobniejszą sylwetkę. Jak na pełnię było dość jasno ale nie na tyle aby dostrzec szczegóły, nawet przez lornetkę. To co zwracało uwagę to białe długie rozpuszczone  włosy  opadające na ramiona chłopca lub dziewczynki lub….anioła – powiedziała Emi. Dopiero co się pojawili w wiatraku , nic nie wiedzieli o panu Nepo więc oprócz uczucia zaskoczenia odebrali to jako potwierdzenie  pierwszego sygnału ekscentryczności jaki dotarł do nich spotykając jego podczas wprowadzania się do Moulin Rouge. Próbowali z nim porozmawiać. Skoro ktoś jednak mieszka w wydawało się pustym miejscu  chcieli go poznać, zorientować się czy jest właścicielem wiatraka ,zapytać czy nie ma nic przeciw ich  zaawansowanej już przeprowadzce do pomieszczeń. Mimo wszystko stanowili dość  liczną ,  hałaśliwą gromadę. Pan Nepo tylko spojrzał  życzliwie i powiedział : Wiem , wiem …  wiatrak zabierze was, wiatrak zabierze wam troski …

Każdego ubawiło dziwactwo nowego sąsiada i przyjemne ciepło bijące od niego. Niemniej  po tym jak Otis zobaczył go na drzewie wypatrywał tajemniczej istotki w białych włosach. Myślał że to ktoś z okolicy,  szukający towarzystwa dzieciak. Nigdy nie miał odwagi zapytać wprost. Sam nie lubił ludzi przesadnie ciekawskich więc nie chciał ujawniać się gdzie wypatrzył pana Nepo czując, że naruszy jego   prywatność. Widział ich razem jeszcze dwa razy. Zawsze w nocy , zawsze z tyłu , na gałęzi w płaszczyku i w rozpuszczonych włosach. Jedna z wielu tajemnic Nepo.

Otis ubrał laczki i zszedł do skrzynki pocztowej z  niejasnym  przeczuciem, że coś w niej znajdzie. I rzeczywiście, były dwa listy znowu zaadresowane na  Marcela.  

Witaj mój kochany braciszku

Znalazłam! Rzeczywiście mamy wspólne korzenie  z nimi.  Tata wreszcie  dotarł do babki   Ruth, tej od wuja Jeremiego  i przerzucił jej spore archiwa, które z pokolenia na pokolenie mieli zwyczaj  chronić.  Zawsze chciałam do nich się dobrać .Twój siódmy zmysł trafił ! Szczerze powiedziawszy zawsze  wiedziałam,  że mamy podobne wyczucie  na  otoczenie  i wierzyłam  w celowość Twoich podejrzeń . Bałam  się  tylko  o dostateczny zasięg dokumentów , o wystarczająco  daleki skok w przeszłość. Ale udało się. Jesteśmy z nimi spokrewnieni. Mamy fakt.

 Uwielbiam zbiegi okoliczności, są piękna stroną życia. Jakby ktoś nim sterował wymuszając  konkretne  zdarzenia, które są do  CZEGOŚ  potrzebne. Do czego ? Kto wie…Kto wie..  My mówimy „Ach co za piękny przypadek”  a tam , Ktoś u góry się uśmiecha pod nosem.

Co u mnie. Tak naprawdę mój braciszku kilka miesięcy temu pisałam ci  że czuję się słabo ale w rzeczywistości czułam się bardzo słabo , w sumie to dali mi 3-4 miesiące życia. Minęło już 6 miesięcy ale …Bardzo bym się ucieszyła na Twój widok.

Kocham Cię . Jovanka . Wrzesień 2008

Ten list też przeczytał kilka razy. Oprócz utrzymywania więzi prowadzili jakieś dochodzenie rodzinne. Ale co on ma z tym wspólnego? Dlaczego listy są w jego skrzynce? Kto je wysłał? Miał nadzieję na jakieś informacje tłumaczące ostrzeżenie przed szczurami ,które Otis szczególnie zapamiętał po ostatniej rozmowie. Zanim zdążył otworzyć  ostatni list zadzwonił telefon. Na wyświetlaczu pojawił się napis Krucza.

-Tak ciociu- odebrał bezbarwnym matowym głosem

- Lena się znalazła. Dzwonię żeby ci powiedzieć że nic się jej nie stało, że…

-ychym.. .

- Może Emi też się zaraz znajdzie. ..

-ychym

- Wiem … pewnie robisz co możesz aby dowiedzieć się czegoś , gdzie szukać Emi. Chcę żebyś wiedział że Lena była tego wieczoru w domu, w kamienicy  ale nie oddzwoniła bo jej telefon nie dzwonił. A nie zastaliśmy jej dzień później bo wyjechała z zespołem na kilka koncertów. Jak się okazuje życie się toczy pomimo tego całego cyrku.

-  ychym – powiedział co równie dobrze można by uznać za chrząknięcie . Otis nie chciał być niegrzeczny i chociaż nie miał ochoty na dialog czuł że powinien cos powiedzieć

- Próbuje cokolwiek zrozumieć zanim zwariuję –  mówił cicho- Mam nadzieję że zdążę wcześniej znaleźć Emi.

-  Wiem … nie chcesz tego słuchać … -   Pewnie masz rację  pomyślał  Otis - ale uważam  … najważniejsze  aby   starać się być prawdziwym  człowiekiem ,  że to pozwala  iść SWOJĄ  drogą  pomiędzy ścieżkami chaosu. Szczególnie teraz. Nigdy nie było to tak ważne jak teraz..

SWOJĄ DROGĄ.

Otis ciężko westchnął . Ciocia zrozumiała  że  nie chce rozmawiać.

- Robię co mogę aby znaleźć  naszą Emi, naszą!- podkreśliła-  Martwię się równie mocno jak ty.

- Wiem.., wiem…

Po chwili ciszy w słuchawce obydwoje rozłączyli się bez pożegnania.

Otis otworzył trzeci list.

Witaj mój kochany braciszku

Obejrzałam  wszystkie filmy, które mi  przyniosłeś. Najbardziej spodobało mi się „Podwójne życie Weroniki”  .  Może ja też mam gdzieś taką  drugą Jovankę? Może gdy mnie zabraknie ona też tak samo poczuje jakiś ubytek , energii ?, duszy?, astralnej siostry ?... jak  Weronika.  Myślę że to niedługo mój braciszku.  Najbardziej mi smutno, kiedy pomyślę ile  moja śmierć przyniesie Wam   przykrości. W tatę do strasznie uderzy. Proszę Ciebie abyś zrobił wszystko co tylko możliwe aby rozmasować ten ból po mojej stracie.

 Gapię się w ten telewizor czasem i aż nie mogę uwierzyć jak ludzie gubią się w tysiącach możliwości. To jak z korytarzem z tysiącem drzwi , gdzie wiadomo jakie prowadzą do szczęścia ale ciekawość popycha do otwierania wszystkich po kolei. Ludzie wpadają w kłopoty, wcale im nie jest dobrze, tracą cenny czas… Bez sensu. A najzabawniejsze jest  to, że gdyby dać  większości  drugą szansę, drugie życie to zrobili by dokładnie to samo. I tak bez końca. Zwierzęta się szybciej uczą. Gdybym była zdrowa , gdybym mogła wstać z tego koszmarnego wyra, gdybym weszła w ten korytarz  z tysiącami drzwi ,poszłabym , pobiegła ile sił od razu do tych jedynych    i bym je otworzyła i trzasnęła za sobą   bez żalu za pozostałymi. I bym sobie  oddychała każdą chwilą szukając  prawdziwej przyjaźni,  bo to o nią głównie chodzi w miłości mój braciszku prawda? Nie rozumiem czemu ludzi to nudzi, dlaczego są tacy nienasyceni. Nigdy tego nie pojęłam. Bawią się  uczuciami , różnymi emocjami  i w tej zabawie zatracają własne , zwyczajnie gubią po drodze  zdolność ich prawdziwego doświadczania  . Jedyne co im  zostaje to skomplikowane odmiany  żalu i gniewu.

Czytałam ostatnio „Czekając na Godota” Samuela Becketta…. Jedni chcą się cieszyć życiem inni nie potrafią. Nie tyle nie chcą co właśnie  nie potrafią.  Ci drudzy dziwią się tym pierwszym. Obnoszą się z tym nieszczęściem a to przecież  taka sama opcja na życie  co szczęście.

Mówią  że drzewa umierają stojąc. Ja też tak umrę. Nie czuję żadnego strachu.  Ale tak mają chyba wszyscy, którym nie dane było rozkoszować się  zdrowiem.

Jak człowiek nie znajdzie w sobie siły aby nadać życiu więcej harmonii,  to zniknie, wyginie, będzie formą przejściową, niedoskonałą. To dziwne ale  moje przypuszczenia mają związek z dinozaurami. Były i zniknęły. Żyły jak jakiś odrębny gatunek na ziemi. Wielkie , brzydkie, drapieżne i  pokraczne . Po co ? Żadnego w tym pomysłu. Trochę jak my, ludzie. 

Ps. Poprosiłam tatę aby Tobie przygotował grafikę z naszym drzewem genealogicznym z Twoim dalekim na 157 lat  bratem Otisem.Pa.

Kocham Cię . Jovanka . Październik 2008

 Kiedy śmierć cię wącha

Otis wyszedł z domu, chciał się przejść. Dzień był upalny. Idąc chodnikiem czuł jak jego czarna koszulka kumuluje ciepło  słońca. Bratem… Czyli mamy wspólnych przodków? Ja i Marcel..ja i Jovanka ?!  Ale skąd oni mieli wiedze o mojej rodzinie i od kogo płyną te listy? Może listonosz coś wie, coś doradzi?

Wczoraj wpadł Mały, zorientować się czy  „coś , ten , na rzeczy  w sprawie” w tej klasycznej dla niego formie budowania składni. Pomimo męki związanej z wysłuchiwaniem kolejnych fantasmagorii miał dziwną przyjemność we wpatrywaniu się w jego twarz , która ze względu na wspólną genetykę z siostrą połyskiwała mimicznie Emi. Mały był szczupły i miał chłopięcą ,delikatną urodę. Szczególnie kiedy mówił łapał subtelność Emi, jakby mienił się nią. Dlatego stęskniony  za swoją żoną Otis mimowolnie  wypatrywał jej w Małym jak człowiek dotknięty częściowym daltonizmem w  kolorowe kółka kryjące cyfrę.

Mały poczuł dyskomfort,  zmarszczył czoło, spytał czy wszystko z nim ok. bo jest jakiś dziwny i powiedział że musi już lecieć. Otis nic nie mówił więc pewnie wyszedł z uczuciem pogarszającego się stanu psychicznego swojego szwagra. Na koniec tylko rzucił

- To twoje oko jest jakieś inne, czytałem o tej  heterochronii , i coś mi tu nie pasuje z tą twoją tęczówką .

 

Agitacja wyborcza wchodziła w swoją finalną fazę. Wszystkie ostatnie wolne ściany wyklejono kandydatami na prezydenta. Nigdy nie chodziło o argumenty, o rację. Jednak nie tym się martwią skorumpowani politycy i władza. Rzecz w upadku resztki wiary w demokrację, o której  zawsze mówiono, że jest najgorszą formą rządów ale nikt lepszej  nie wymyślił. Vaclav Havel pisał  : naturalny problem demokracji polega na tym, że tym którzy traktują ją serio wiąże ręce , a cynikom pozwala niemal na wszystko. Dawnych mężów stanu mierziła  głupota tłumu, od której trzeba uzależnić losy kraju. Niestety polityka potrzebuje obywateli , a obywatele polityki. Tłum  oddaje głos. Nie jest to głos racjonalny, przemyślany , nabity  wiedzą o kandydacie ,o jego kompetencji, z mądrą obiektywną oceną ,nie, tłum najczęściej oddaje głos  emocjonalny. Ludzie od wizerunku od dawna o tym wiedzieli dlatego przy odpowiednim wsparciu finansowym prezydentem mogła zostać małpa z pobliskiego zoo, a posłami jej koledzy.  Wystarczy tylko odwołać się do emocji. Niestety ostatnie kilkanaście lat zmieniły optykę na władzę, do której napłynęło sporo przypadkowych ludzi , kompletnie pozbawionych elementarnej intuicji ekonomicznej. Ich jedynym atutem była rozpoznawalność i statystyczna przydatność. Partie zaczęły takich delikwentów werbować szukając ratunku dla siebie. Kiedy słuchałeś  ich wypowiedzi miałeś ochotę przysłowiowo  uciekać, wyskakując  przez burtę  na środku morza.  Aktorzy, celebryci , wokaliści . Jeden z nich otarł się o kadencję prezydencką. Ludzie wybrali go chcąc pokazać swoje rozczarowanie poważnymi kandydatami.  Podczas kampanii chodził w garniturze z wciągniętymi w kowbojki spodniami. Towarzyszyła jemu piosenka starego zespołu rokowego Guns N’Roses  pt „Welcome to the jungle” . Wszyscy mieli ubaw, do pierwszego publicznego wystąpienia nowego prezydenta. Był zwyczajnie pijany.  Kilka tygodni potem znaleziono go martwego w  domu. Podobno uprawiał wyrafinowany seks polegający na podduszaniu będąc blisko orgazmu. Ktoś go za mocno ścisnął.

Kiedyś , przez stulecia polityka miała charakter lokalny, ludzie byli niedoinformowani  więc  łatwiej było utrzymać w tajemnicy wstydliwe praktyki sprawowania władzy. Nieudowodniona  plotka, nawet jeśli była prawdziwa  co najwyżej dzieliła ludzi ale pozwalała systemowi funkcjonować wg zasady „masy krytycznej” kiedy  dopiero całkowita kompromitacja doprowadzała do wymiany władzy.  Do czasu pojawienia się Internetu, kiedy nastąpił prawdziwy potop  dostępu do obrazu i treści . Świat skurczył się do wielkości  klawiatury komputera. Klik i wiesz. Klik i widzisz zdjęcia obnażające prawdę o prawicowym wzorowym polityku który „po godzinach” oficjalnego praworządnego bajania  chleje z trzema półnagimi nieletnimi, klik i widzisz, że to co pokazują w telewizji jest próbą zmanipulowania prawdy o jakimś wydarzeniu. W telewizji mówią o wielotysięcznym spontanicznym poparciu jakiegoś kandydata, a amatorski klip pokazuje smutną prawdę obojętności na niego i sześcioosobowy „tłum” zwolenników. W gazecie piszą peany o nowej twarzy wybijającej się partii, a jego żona na swoim profilu puszcza nagrane wulgarne  burdy z domu i zdjęcia swojej obitej twarzy.

Ludzie przestali wierzyć w jakiekolwiek zmiany. Szczególnie teraz. Świat polityki jakby sam się okiwał , przesadził wyraźnie dobijany jawną hipokryzją , na którą co prawda chorował od początku ale wtedy sobie jakoś jeszcze z nią radził , choćby narzucając  system siłą. Obecna polityka  zniewieściała i boi się radykalnych rozwiązań nie wiedząc jak taka decyzja wpłynie na końcowy rezultat. Można wylać niechcący dziecko z kąpielą , a tego żaden polityk nie chce ryzykując stratę tego co ma. Pewnie myśli że ma niewiele ale i tak więcej niż przeciętni obywatele.

Kiedyś kandydaci prosili o głos na siebie. Dzisiaj proszą o jakikolwiek głos. Każdy z nich wie że uzasadnienie  demokracji  jako takiej, systemu wartości jaki reprezentuje zapada się pod ciężarem obojętności obywateli. Od lat funkcjonuje system rządzenia „raz wy, raz my”  dający  perspektywę bycia stale blisko władzy, blisko źródła jej sprawowania , więc i …pieniędzy , a przecież , właśnie o to głównie chodzi każdemu kandydatowi , niezależnie od głoszonych haseł  i gorączki argumentów na spotkaniach z wyborcami. Teraz to wszystko się sypie. Co to za wybory na których frekwencja jest 11%?

Ludzi zajmuje już tylko walka o siebie. Każdy ich wybór przez ostatnie lata nie zmienił kompletnie nic. Kakofonia sprzecznych przekazów od polityków operujących zwykłymi frazesami  i celowa dezinformacja  pogłębiała  z roku na rok  frustracje wiecznie oszukiwanych obywateli, którzy zrozumieli, że  chodzi wyłącznie o wyborcze mistyfikacje małej grupy osób przy tzw żłobie

Zadziwiająca jest też siła nurtu jakim płynie codzienność. Świat ogarnia panika związana z tajemniczymi telefonami ale nie zaburza to  rytmu administracyjnego. Życie zaczyna prześladować jakaś zagadka , zaburzenie rzeczywistości  na jej podstawowym poziomie ale nie zakłóca to planów na starania utrzymania status quo bieżącej polityki. To dopiero jest paranoja, i to najgorszego gatunku  bo urzędowa , jak w książkach Kafki.

Otis wszedł do sklepu spożywczego. W domu nie było niczego co nadawało się do jedzenia. Nawet warzywnik podupadł i zmarniał przez zaniedbania w ostatnich tygodniach. Przeszedł przez ciasną bramkę wejściową, która uruchomiła system monitoringu. Otis nie lubił  chodzić po zakupy do państwowego sklepu. Dobijała go świadomość traktowania go jak złodzieja. O ile kiedyś system monitoringu, bramki antykradzieżowe zabezpieczały towar , dzisiaj każdy wchodzący jest złodziejem. Nie ma już dużych sklepów dyskontowych. Nie sposób było upilnować klientów . Ich  pomysłowość wynoszenia towaru  przekraczała kreatywność ludzi łamiących sobie głowę nad metodą zabezpieczania produktów. Dlatego sklepy spożywcze skurczyły się i uzbroiły w systemy monitorowania jakby handlowały diamentami a nie jedzeniem. Każdy wchodzi przez wąskie  szczelne wejście, bez możliwości wyjścia tędy ze sklepu. Od chwili przekroczenia bramki jesteś śledzony  inteligentną kamerą , która rejestruje wszystkie niemal parametry twojego organizmu określając poziom zagrożenia kradzieży u ciebie. Na końcu jest zabudowana kasa uniemożliwiająca kontakt z kasjerem. Towar  wykładasz sam  na specjalną skanującą taśmę, która przesuwa go przez kabinę kasjera i grupuje na doku kasy. Płacisz i dopiero wtedy wychodzisz przez równie ciasną bramkę otwieraną przez  kasjera. Pakujesz co kupiłeś i wychodzisz. Wszystko pod okiem zatrudnionego na stałe ochroniarza niczym nie różniącego się  od sadystycznego agresywnego więziennego klawisza. Musi taki być. Często  interweniuje, szczególnie pod koniec miesiąca.

Otis szedł  między regałami  Co kupić? Wsadził rękę do kieszeni chcąc sprawdzić ile ma pieniędzy i usłyszał charakterystyczny bzyk  kamery. Pewnie zrobiła duże zbliżenie na rękę. Znowu poczuł ciężar przygnębienia, jakby ktoś zwalił jemu na plecy worek cementu. Zdążył się zorientować że właśnie takie chwile najbardziej dokręcały śrubę samotności. Sam w sklepie, wśród obcych  wrogo nastawionych pracowników, obserwowany przez bezduszną  elektronikę, wśród stęchłego  towaru nazywanego jedzeniem, gdzie wszystko śmierdziało potem w słabo wentylowanym pomieszczeniu zmieszanym z fermentującymi , gnijącymi produktami, które wypełniają tylko żołądek  ale na pewno nie odżywiają. W mieście bez przyszłości, w świecie bez przyszłości…bez Emi.  Najwięcej słoików stało na półce z pulpetami. Jeden z pracowników nakręcił telefonem proces ich powstawania. Co się okazało ? Mięsa w nich jest tyle ile w starym, schorowanym bezpańskim psie , wrzucanym razem z sierścią . Otis przypomniał sobie ten filmik i poczuł że mógłby zwymiotować gdyby tylko dłużej popatrzył na zawartość słoika. Czuł jak coś w nim tężeje, zbiera się w powiększającą  , drgającą kulę. Była obrzydliwa i ciężka  od  emocji . „Co to za syf?”, „ nic do jedzenia , wszędzie gówno w słoikach”. Kiedy zaczął iść do wyjścia , za plecami ochroniarza , na zewnątrz zobaczył przez okno kobietę. Ruda grzywka i perłowa chusta.

-Emi- szepnał, po czym ruszył szybko wołając jej imię coraz głośniej.

Zdezorientowany ochroniarz stanął przy drzwiach podejrzewając że to jakiś nowy sposób na wyjście z kradzionym towarem. Wcześniej  dostał info z monitoringu przez na stałe przylepioną  do ucha słuchawkę aby zwrócił uwagę na dziwnie zachowującego się klienta. Otis nie zważając na niego zaczął biec przez sklep wywracając misternie ułożone konserwy  ale po przeskoczeniu bramki  usłyszał

- Stać- warknął ochroniarz widząc rozpędzonego Otisa , który nie wiedząc czemu uderzył go pięścią  w ramie z  nietypową jak na niego wściekłością. Był zły że ktoś próbuje go teraz zatrzymać , a stawanie mu na drodze kiedy biegnie do zaginionej  żony uwolniło  dziką agresję . Cios był  bardzo skuteczny. Ochroniarz jęknął z bólu, osunął się po drzwiach , które automatycznie zostały zamknięte przez obsługę monitoringu.

Otis zaczął szarpać za klamkę , po czym jak w amoku wykrzykiwał imię swojej żony idąc wzdłuż szyby przez którą widział oddalającą się sylwetkę Emi. Co chwilę odwracał się w stronę sklepu wrzeszcząc :

- Otwórzcie te pierdolone drzwi !

Szyby w sklepach spożywczych są niemal pancerne. Tyle było przypadków  włamań przez zbitą witrynę że większość sklepów takie właśnie szyby posiada. Jeśli nie, to prędzej czy później plajtują co chwilę okradane z towaru.

Otis waląc w grube  okno krzyczał imię do zdarcia gardła, do chwili, kiedy przed jego  oczami zrobiło się ciemno i poczuł miękkie nogi . Zanim upadł, resztkami świadomości zobaczył zdjęcie które ma u siebie na biurku. On i Emi nad  morzem. Przypomniał sobie jak postawił aparat na balustradzie. Miał założony akurat fisheye  tzw „rybie oko”  zniekształcający obraz zamykając go w kole, jak w judaszu. Ustawił  aparat  w taki sposób aby złapał fragment lampy oświetlającej molo. Dzięki temu obiektyw rozświetlał refleksami kadr . Na zdjęciu oboje byli jakby zatopieni w szkle patrzący w kierunku lampy. Taki żart : ludzie wpatrzeni w jakieś niecodzienne zjawisko, w cud . Przypomniał  sobie też szklaną kulkę z zielonkawoniebieską smugą w środku i prawie COŚ ważnego miał sobie uświadomić kiedy stracił przytomność. Był tak nakręcony sytuacją i nabity adrenaliną, że nie poczuł uderzenia w głowę .

Przebudził go chłód. Otworzył wolno oczy. Był cały obolały i …skrępowany ? Siedzi na krześle, do którego ma przytwierdzone nogi i z tyłu związane ręce . Panował półmrok . Podniósł ostrożnie głowę czując ból w karku charakterystyczny dla osób zasypiających z wiszącą luźno głową. Gdzieś za jednym z regałów magazynowych świeciła  diodowa słaba  żarówka. Był też  świetlik w suficie z widoczną połową księżyca. Czuł różne zapachy :mięty, mięsa, jakaś nieokreślona mdła słodycz. Kiedy oczy przyzwyczaiły się do półmroku zobaczył że kubatura pomieszczenia ma regularny kształt prostopadłościanu. Chyba kontener do przechowywania towaru , który zwyczajowo jest na tyłach sklepu z zainstalowaną klimatyzacją dla podtrzymania niskiej temperatury.  Pewnie dlatego było chłodno.  Próbował uwolnić ręce ale   cienka plastikowa tasiemka  boleśnie wbijała się w skórę. Otis rozejrzał się i dopiero teraz poczuł ból głowy po uderzeniu. Nikogo nie było w pobliżu. Pewnie ten ochroniarz z tępą gębą mi przyłożył pomyślał. Ale dlaczego tu siedzi? Co chcą z nim zrobić? Czekają za policją ? Kiedy wychodził z domu było jasno, godzina mogła być najwyżej 14-15. Teraz jest już  ciemno. Musiał spędzić  tu kilka  godzin. Poczuł nieprzyjemny dreszcz trwogi. Tyle czasu ?! Przypomniał sobie silne uderzenie jakim zaskoczył ochroniarza . Na pewno go zabolało. Tacy ludzie nie puszczają płazem takiej zniewagi i afrontu  ale wiązać  go do krzesła i trzymać nieprzytomnego ?? No i co dalej ?Otis starał się zachować  spokój  ale  okoliczności były co najmniej niebezpieczne i raczej nie zapowiadały radosnego zakończenia. Musi działać. Czuł się osłabiony więc czekanie tylko ograbi go z resztki sił. Co robiła tam Emi? Może go szukała ? Gdzie była tak długo? Fakt że ją widział , że pewnie teraz  czeka na niego w domu martwiąc się gdzie jest  dodała  Otisowi wigoru . Zaczął dokładniej penetrować wzrokiem otoczenie . Może gdzieś  leży coś co mogłoby uwolnić jego ręce ale pomieszczenie wyglądało na uporządkowane. Nie było żadnego luźnego przedmiotu. Otis spróbował podskoczyć razem z drewnianym krzesłem aby sprawdzić jego trwałość.  Gdyby udało się  je rozwalić uwolniłby nogi. Dopiero teraz czuł jak mało ma siły. Więzy były dość dokładne i nie dawały za dużo swobody na jakikolwiek ruch. Po kilku próbach jeszcze raz z większym spokojem i uwagą rozejrzał się dookoła. Zatrzymał wzrok na nogach regałów magazynowych. Spostrzegł że  są wykonane z kątownika metalowego. Miał podobny w piwnicy i raz się zaciął o taką nogę. To są najtańsze ocynkowane regały więc ich wykonanie też jest niedbałe. Gdyby udało się wywrócić z krzesłem tuż obok. Może dał by radę przeciąć plastik o krawędź blachy. Próbował ruszać ciałem  w prawo i w lewo by rozbujać krzesło  ale  nogi były rozstawione dość szeroko, a przywiązanie jego pasa taśmą przytwierdzającą go do oparcia ograniczało dynamikę ruchów.  Próbował kilka razy, bezskutecznie. Po jakiś 15minutach usłyszał strzępy  rozmowy na zewnątrz. Przez chwilę szarpał się w panice ale zrozumiał beznadziejność tej metody. Słyszał wyraźnie dwa męskie głosy. W jednym  z nich rozpoznał ochroniarza. Niewiele mógł zrozumieć. Od czasu do czasu w dialogu pojawiał się śmiech drugiego mężczyzny. Gdzieś już ten śmiech słyszał, gdzieś dawno, dawno… Zanim Otis wszedł głębiej w pamięć   ktoś odpalił silnik ciężarówki . Cały kontener zadrżał. Widocznie jest podczepiony do ciągnika i zaraz gdzieś pojedzie.  Otis zrozumiał że sprawa zrobiła się poważna. Poczuł silny zastrzyk adrenaliny. Zaczął intensywniej analizować możliwości. Rzadko chodził do sklepu niemniej pamiętał bramę obok niego z której wyjeżdżały samochody dostawcze. Kiedy ciężarówka wtoczy się  na ulicę będzie musiała skręcić ostro w prawo. To jedyny wyjazd. Uliczki w tej małej górzystej mieścinie są wąskie i najczęściej jednokierunkowe. Siła odśrodkowa pomoże jemu dorzucić do przechyłu krzesła to czego jemu brakowało kiedy próbował się przewrócić w stojącym kontenerze. Byle zdążyć rozhuśtać krzesło. Kilka wcześniejszych prób dały jemu trochę wprawy aby nie szarpać się tylko zrobić to we właściwy efektywny sposób. Kiedy samochód zaczął skręcać Otis mocno szarpnął finałowym ruchem. Krzesło przechyliło się energicznie ze strony na stronę, złapało   idealna równowagę i zawisło jak wahadło w swoim najwyższym punkcie gotowe do powrotu.   Otis  ciągnął ciałem  w stronę  planowanego upadku  czując jak plastik rozcina jego skórę na nadgarstku ale wiedział że to jedyna szansa. Kiedy krzesło zaczęło się przewracać a Otis poczuł nadzieję na uwolnienie, koła zjechały z krawężnika  i krzesło wróciło z powrotem na nogi. Otis zaklął pod nosem. Mimo chłodu czuł zimny pot na całym ciele. Gdzie on jedzie? Regały były puste więc rozsądna wydaje się podróż po towar. Może zapomnieli o nim? Może zapakowali go do tego kontenera po tym jak zdzielił ochroniarza i zwyczajnie zapomnieli? Przez chwilę Otis próbował łudzić się tą myślą ale zbyt dużo słyszał tu i ówdzie o dziwnych zaginięciach ze śmiercią na końcu aby tkwić w przekonaniu iż wystarczy poczekać na wyjaśnienie się tej tragikomicznej sytuacji. Raczej  z komedią to ma niewiele wspólnego.

Znowu myślami wrócił do Emi.  Czuł niepokój związany z jej nieobecnością  jak i z tym, że widział ją przez szybę sklepu  ubraną w tą samą perłową chustę, którą miała w dniu zniknięcia. Dziwne. W sumie to rzadko ją ubierała. Wtedy wyjechali do cioci i nie wiedząc czy gdzieś nie będą wychodzić Emi przygotowała się na ewentualną elegancję-francję jak miała zwyczaj komentować kiedy zakładała na siebie lepsze ciuchy. Dlaczego dzisiaj , w taki skwar miałaby ubrać chustę?

Nagle ciężarówka mocno odbiła w prawo. Trąbiąc kilka razy  zjechała na dziurawe pobocze. Kontener zakołysał się jak łajba w trakcie sztormu. Prawdopodobnie ktoś wymusił pierwszeństwo. Otis pomyślał „ teraz albo nigdy !”.  Niewiele musiał się starać. Kiedy samochód wjechał w końcu na jezdnię kontenerem tak mocno szarpnęło w prawo że krzesło przewróciłoby się bez specjalnego huśtania .  

Otis przysunął się razem z krzesłem tyłem do regału i zaczął mocno pocierać plastikiem o krawędź nogi. Robił przerwy aby dać odpocząć nabrzmiałym od wysiłku dłoniom. Co jakiś czas nie trafiał dobrze na krawędź i kaleczył sobie ręce. Ale wyboru nie miał żadnego : albo z bólem spróbuję się uwolnić albo będzie czekał na swojego oprawcę zupełnie bezbronny. Po godzinie jazdy ciężarówka  zwolniła i po chwili wyraźnie zjechała na pobocze. Sądząc po drodze na pewno  byli  za miastem .  Nie trzeba być geniuszem aby przewidzieć najbliższy scenariusz zdarzeń. Plastikowa opaska była mocno poharatana więc  wystarczyłoby jeszcze kilka pociągnięć po kątowniku ale nawet na to nie miał czasu. Spróbował rozerwać opaskę. Czuł jak wbija się w już i tak poranione nadgarstki. Mając przed oczami białe plamy z wysiłku poczuł jak pęka. Słyszał jak ktoś przemieszcza się wzdłuż kontenera pukając obcasami o asfalt. Był sam i nie spieszył się. Może jest tylko kierowca? Może pasażer  siedzieć w kabinie ? Było to istotne aby wiedzieć ilu skurwielom trzeba będzie stawić czoła. Otis gorączkowo odwijał taśmę uwalniając każdą nogę .

-Halo -usłyszał Otis rozmowę przez telefon. Podszedł do ściany kontenera i przystawił do niej ucho

-Tak, tak wszystko ok…no jestem ale …

Otis znał ten głos ale pamięć nie potrafiła przylepić go do konkretnej osoby.

-No,no …wiem , spoko, zanim dojadę będzie po wszystkim. Spoko.

Był nieco bardziej ochrypły i ciemny ale znał gościa na pewno.

Coś musiało go spłoszyć bo zaczął szybko wracać w kierunku kabiny i po chwili ruszył dalej.

„Zanim dojadę będzie po wszystkim” Otis obrócił w głowie kilka razy ten komunikat i już nie miał najmniejszych złudzeń co go czeka. Kręcił zdumiony głową, nie mogąc uwierzyć że za uderzenie w ramię zamknięto go do odstrzału , wywożąc bóg wie gdzie. Bo o co innego może chodzić?

Zaczął przeszukiwać kontener. Siedział twarzą do drzwi i dopiero teraz zauważył zastawiony regałami przód naczepy, jakby ktoś chciał odgrodzić jej przednią część. Kiedy przeszedł przez  folię oddzielającą przód naczepy silniej poczuł tą mdławo-słodkawą woń, którą wyciągały zamontowane na górze wentylatory. Tu światła prawie wcale nie było. Otis odchylił  folię która przewieszona między dwoma regałami stanowiła prowizoryczną kurtynę. Kiedy niebieskie światło wślizgnęło się w głąb przedniej części kontenera zobaczył połyskujące duże wory foliowe oparte o ścianę w równych rzędach. Otis przypomniał sobie o telefonie, którym miał zwyczaj  świecić sobie w ciemnościach. Sprawdził kieszenie. Niestety ktoś go zabrał. Podszedł do najbliższego  worka i w zupełnej ciemności zaczął odklejać taśmę , którą zamknięto każdy  z nich. Miał zamiar  sprawdzić co jest w środku. Czuł jakiś okrągły przedmiot ale kiedy złapał go przez folię całą dłonią aby ułatwić sobie odwijanie taśmy  odskoczył od worka jak oparzony. Poczuł wyraźnie nos i oczodoły. Worki były mniejsze od ludzkiego ciała więc pewnie były poćwiartowane. Stąd ten smród.

Ciężarówka ponownie zaczęła zwalniać.  Otis nie miał zielonego pojęcia jak miałby się bronić przed takimi barbarzyńcami. Nie mówiąc już o podejmowaniu jakiejkolwiek rozmowy. Pojazd stanął i po chwili   usłyszał jak drzwi od kierowcy delikatnie  trzasnęły. Co robić?! , co robić ?!  Co to za ciała?  Jak ktokolwiek otworzy i będzie miał broń jest bez najmniejszych szans! „Zanim dojadę będzie po wszystkim!” tak powiedział komuś przez telefon! Ja pierdolę…zaraz tu mnie załatwią. Nagle Otisowi wpadł makabryczny pomysł. Pomimo obrzydzenia w jednej chwili rozerwał już prawie otwarty worek i przyciągnął go bliżej krzesła. Kiedy odwinął folię  zobaczył połowę człowieka -tułów z głową.  Bez namysłu ułożył zwłoki tak przy przewróconym krześle aby nie było widać  twarzy i brakujących nóg , które są pewnie w innym worku. Kiedy kończył słyszał odbezpieczanie drzwi. Szybko podleciał do lewego skrzydła domyślając się że  pierwsze odchylą  się prawe. Drzwi z jękiem otwierały się na oścież kiedy kierowca dodzwonił się do kogoś

-No , to  ja, no dojechałem, zaraz gość dostanie kulkę. Ty , ja rozumiem że nikt o tym nie wie bo….-przerwał – no , no ale wiesz Dagi nie lubi takich samowolek…no, no- wyraźnie toczyła się jakaś rozmowa przez telefon -  a ten z monitoringu? ,aaa nowy , no no jak nowy to nic nie kuma. Okey  chcesz coś powiedzieć kutasowi? Nie ? To nara, potem zadzwonię.

Krzesło z ciałem znajdowało się kilka metrów od nich, w głębi kontenera. Otis zobaczył czyjąś wytatuowana dłoń z latarką, którą ktoś próbował doświetlić sobie wnętrze kontenera. Po chwili dołączyła druga dłoń z …pistoletem z tłumikiem, równie wytatuowana. Otis poznał te węże oplatające palce.

- Przewróciliśmy się ! – powiedział kierowca w kierunku leżącego krzesła siląc się na chamski żart. Nim Otis postanowił cokolwiek zrobić pistolet syknął dwoma cichymi strzałami prosto w czyjąś dawno martwą pierś.

 Brak reakcji na strzał  chyba zaniepokoił kierowcę …jaką on miał ksywę ? Otis nie mógł sobie przypomnieć. Już wtedy kiedy ostatnio spotkali się przy zbitej witrynie  nie mógł sobie przypomnieć jego przezwiska.

-Co do ….kurwa…- szepnął pod nosem kierowca. Podszedł bliżej wsuwając głowę w kontener dzięki czemu Otis zobaczył jego szczurzy profil. Szczur! Szczur to jego ksywa! W jednej chwili, w pamięci zamajaczył   przerywany zakłóceniami  głos drugiego Otisa , który słyszał w słuchawce w ogródku Kruczej  :… nakładamy się na siebie, słyszysz ! , nakładamy się i przenikamy…..Telefony to dopiero początek, słyszysz?!........Uważaj na szczura!!SZCZURA.

Otis niewiele myśląc kopnął z całej siły w rękę ściskającą pistolet. Chcąc mieć pewność że kopnięcie  będzie skuteczne włożył w to bardzo dużo siły.  Trafił w przedramię. Poczuł na podbiciu stopy chrupnięcie pękającej kości.  Broń wyleciała z wytatuowanej dłoni , obiła  od ściany kontenera ale nie wypadła z niego tylko spadła na podłogę. Szczur jęknął  i zanim się zorientował  w sytuacji  zobaczył przed sobą Otisa z wyciągniętą w jego kierunku bronią.

- Weź tą latarkę z moich oczu skurwielu- warknął Otis starając się być jak najbardziej przekonujący . Agresja to dodatkowa siła w takich sytuacjach.

- Człowieku , złamałeś mi rękę! - powiedział zaskoczony Szczur 

-Co ty powiesz ?? A ja dostałem od ciebie dwie kulki  w pierś– rzucił Otis patrząc jak oświetlony wstecznymi lampami chudy gość próbuje podnieść  nienaturalnie krzywą rękę.

- Jak dostałeś ?, człowieku…kurwa moja ręka..

- Nawet  sobie trudu nie zadałeś żeby zobaczyć do kogo strzelasz,  ćwoku.

Stali blisko lasu, odgrodzeni kilkoma rzędami drzew od głównej drogi. Jakaś pozostałość po przebudowie mostu, który wyłączył starą szosę. Jego niedoszły egzekutor widocznie postanowił załatwić sprawę w bezpiecznym dla niego miejscu. Otis nigdy wcześniej nie trzymał pistoletu w rękach. Nie wiedział czy po upadku należy go znowu odbezpieczyć. Strzelił w las aby sprawdzić gotowość broni.

-Ej , człowieku , przecież możemy się jakoś dogadać…- powiedziała szczurza gęba siląc się na przyjacielski ton - Przecież nic do ciebie nie mam , człowieku…- ciągnął zgarbiony strachem po próbnym strzale.

-Taaa- odparł lekceważąco Otis po czym ostrożnie zszedł z naczepy zastanawiając się co powinien teraz zrobić. Jechał związany     ,  miał zginąć, kontener wygląda jak jakiś plac zabaw dla psychopaty, wszędzie pełno pokrojonych ciał  !

- Co to za ludzie w tych workach?- zapytał.

-To… świeże mięsko- próbował zażartować wykrzywiając usta w uśmiechu obnażając swoje braki w uzębieniu. – Świeże truposzki po których nikt się nie zgłosił ...

-Co??

-Nooo wiesz, ktoś  odwala kitę i ..wiesz …w zależności od sytuacji …dostajemy cynę i ….trochę je zabezpieczamy , mamy taki specjalny balsam  i zabieramy

-  Yhy , no a ja to co ? – zapytał  Otis -  Bonus ?

Szczur podniósł ramiona bezradnie i  zrobił zakłopotaną minę.

- Wiesz..ja tylko jestem …mówią co mam robić i…robię.

 Otis miał ochotę nacisnąć spust w przypływie złości.

-Gdzie je zabieracie?

- No  zabieramy i zawozimy żeby …

-Co żeby ?

-Żeby je przerobić.

-Na co?- zapytał Otis ale już znał odpowiedź

-Wiesz stary jakie mamy czasy, kurwa nie jest łatwo… Ludzie i tak od lat wpieprzają ścierwo więc… wiesz….- odparł skupiając swoje szczurze oczy na Otisie  , który cały czas myślał o możliwych scenariuszach. Jak wypuści łajzę to pewnie w końcu go znajdą i skończy w  foliowym worku. Za dużo widział. Jak wezwie policję to Bóg wie w co zostanie wrobiony. Nie może  również  Szczura zastrzelić bo nie ma w sobie : ani tyle bezwzględności aby go zwyczajnie „skasować”, ani pewności czy poradziłby sobie z  ciężarówką gdzie zostawił swoje ślady. Nie może jej  tak porzucić. Poza tym jest jeszcze ochroniarz i… w sumie pracownicy sklepu. Przecież został uderzony w miejscu publicznym! Oprócz niego w sklepie były trzy osoby. W biały dzień człowieka mordują i luz , po prostu. To jest jakaś masakra, absurd! Otis poczuł narastającą w nim gniew.

-Ty  ale my się chyba znamy?- powiedział Szczur mrużąc oczy - Ej , no pewnie, że ciebie znam ! Graliśmy kiedyś w karty, no ej , jasne pracowałeś dla tego, no jak on miał- Szczur pstrykał palcami nerwowo próbując sobie przypomnieć

- Dla  Grossa !! No ! Dla Grossa robiłeś zdjęcia, jasne !

Szczurzą  gębę rozpromienił uśmiech, pełen nadziei i dobrych przeczuć , co tylko jeszcze bardziej zdenerwowało Otisa, który sam nie mógł pojąć jak to jest że człowiek wyjeżdża setki kilometrów od swojej przeszłości i nagle spotyka jakąś dawną mendę. To jakby przenieść na podeszwie wyplutą gumę do żucia wędrując pieszo z Paryża do Berlina.

- Ostatnio widzieliśmy się wiesz, wtedy… Ale miał chłopak pecha, ale go załatwiłeś…

Po tym słowie pistolet w ręku Otisa  syknał. Trafił  Szczura w bok  uda.  Chudzielec  przewrócił się .

- Stój , ej , kurwa człowieku – lamentował - …co Ty kurwa robisz, stary, co cie napadło ..

Otis rozejrzał się. Było późno. Stali za naczepą delikatnie oświetleni wstecznymi lampami. Nikt ich nie mógł widzieć. Nigdzie żywego ducha . Fakt że został rozpoznany tylko skomplikowało sytuację. Kto wie jakie Szczur ma znajomości, powiązania? Kto wie dla kogo ta sytuacja będzie kłopotliwa? Miał przed sobą jakąś łajzę , która obieca jemu teraz wszystko ale jak tylko by się odwrócił poczułby nóż w plecach. Zna ten typ. Kiedyś miał z nimi do czynienia i wie, że nie mają żadnego honoru i za grosz wdzięczności. Pies ma więcej przyzwoitości od takiego parszywca. Szczur przeczuwał o czym myśli Otis więc zmienił metodę i postawił na szczerość.

-Stary wiem że ciebie prawie kropnąłem ale przecież, gdybym wiedział że to ty , to wiesz, po starej znajomości, wiesz…kiedyś Ty mi pomogłeś ..

- Co ty pieprzysz... – szepnął obojętnie Otis wyraźnie coś rozważając.

- Wiem , wiem ! Nie wiedziałeś  o co biega ! – szybko poprawił się Szczur , jakby dopiero teraz  zrozumiał  za co dostał kulę w nogę.

-  Jesteś zwykłym skurwielem- mówił spokojnie Otis-  wrzeszczałeś wtedy abym go łapał bo to zbok . Kłamałeś …wykorzystałeś mnie … i się ulotniłeś…No właśnie  - zaciekawił się  – wracając do przeszłości , co było w pakunku który zabrałeś wtedy chłopakowi?

- No wiesz …  coś co chciał jakiś  bogaty lowelas. Miałem zlecenie na to … kurwa po chuj strzeliłeś mi w girę, kurwa, ja pierdolę – jęczał Szczur.

- Weź się nie rozkojarzaj, widzę że kość masz całą… co było w paczce?

-… wiesz…. wiec miałem gościa znaleźć i …wiesz

-Pytam co było w paczce – przerwał Otis czując jak szczurza gęba próbuje grać na zwłokę

- No wiesz

- Nie wiem – przerwał znowu Otis podnosząc pistolet w kierunku drugiej nogi

-Nie , nie nie ! Nie strzelaj , kurwa , człowieku ,już ci mówię!

-No?

-Nie wiem co tam było ! Nie wiem stary, miałem tylko gościowi to zabrać! Oni go wyśledzili a ja miałem tylko wkraść się do jego chaty , poszukać tego , jakby trzeba było pomęczyć leszcza i zabrać. Ale uciekł mi wiec go goniłem . Resztę już wiesz bo się napatoczyłeś, na szczęście… a może ..kurwa nieszczęście.

- I nie wiesz co było w środku?

- Oddałem jak tylko dobiegłem do furgonu ,  wiesz , który na mnie czekał..

-yhy…

Otis czuł że rozmowa z nim jest bez celowa. Szczur chciał tylko zyskać na czasie , oswoić go , uśpić czujność. Przecież może snuć tu niestworzone historie  , których  prawdziwość  nie jest w stanie ani sprawdzić, ani ocenić.

-Słuchaj gnoju , szukam w sobie argumentów żeby ciebie tutaj nie kropnąć. Wiem że każdy inny pomysł , to zły pomysł. Rozumiesz dlaczego?

- Pewnie stary , to wszystko, kumam, może, ja tylko   – klepał  bez sensu Szczur

- Musisz jakoś wstać i pojedziemy razem.

-Jasne stary…jakoś wstanę, kurwa , jakoś se dam rade.

Otis nie miał ochoty z nim jechać ale nie miał pomysłu co z nim zrobić.

-Gdzie jechałeś ?

- No wiesz… miałem czekać za telefonem ..i

-Dobra , nie ważne – przerwał widząc że znowu kłamie.

Patrzył jak kulejąc idzie przed siebie i myślał o Emi. Wróci i co dalej? Szczura  odda na policję, ta  rozpocznie śledztwo i wiadomo co będzie. Tą mendę zatrzymają  w areszcie, reszta uwikłana w ten kanibalizm dowie się o wszystkim, a on będąc jedynym świadkiem w sprawie za chwilę straci życie. Na myśl o tym, że chcąc nie chcąc Emi też będzie mogła być skrzywdzona poczuł silny przypływ gniewu.” Jak to kurwa jest, że takie bydlaki chroni moje sumienie ! prawo! , które na pewno nie będzie skuteczne aby mnie i moich bliskich ocalić? Jak to jest , ja mam mieć wyrzuty  i ryzykować wszystkim chociaż każdy , dosłownie KAŻDY !!!  wie, że tacy jak on zawsze będą uwikłani w zło, zawsze będzie kogoś krzywdził. ZAWSZE!!! „ Otis szedł z pistoletem przy biodrze i obserwował jak Szczur wciąga zranioną nogę do  szoferki. Podświadomie oczekiwał jakiegoś nagłego ataku z jego strony. Miałby dobry pretekst. To śmieszne, człowiek w takich sytuacjach próbuje sam siebie oszukiwać chociaż dokładnie wie co powinien zrobić.  Co atak Szczura zmieni? Nic.  Czym dłużej zwleka tym bardziej ryzykuje.  Czuł się jak  zakłamany mieszczuch , który nie chce wziąć odpowiedzialności na siebie tylko zawsze szuka kogoś do brudnej roboty, a kiedy  jakiś sukinsyn  z okolic traci życie , wtedy odczuwa skrytą ulgę. Nareszcie będzie spokój. Otis  z każdą upływającą sekundą był coraz bardziej  pewny jednego: jeśli   wypuszczę  Szczura  z rąk  będę się wiecznie bał o nią .. moja Emi, moja mała , mój cały świat… Nagle w ciało Otisa wlało się  coś  ciemnego i ciężkiego. Walka myśli którą śledził chwilę temu została stratowana przez coś znacznie większego, większego nawet od sumienia. Czuł swoje walące  serce  , jakby jakaś niewidzialna ręka szarpała je coraz mocniej próbując oderwać od klatki piersiowej. Miał wrażenie jakby ktoś bezwzględny wkręcił jego głowę w zimne  imadło i dokręcając śrubę pozbawiał rozumu.  Otis wyprostował rękę z pistoletem aby być jak najbliżej potylicy i wypalił. Szur wypadł  bezwładnie z  kabiny jak wielka, szmaciana  kukła.

……………………………………….

Jechał ciężarówką już  kwadrans. Obsługa okazała się dość łatwa. Postanowił wrócić w góry , do swojego miasteczka i zrzucić ciągnik razem z kontenerem ze  stromego podjazdu na most.  Nie ma tam żadnego zabezpieczenia. Jak dobrze to zrobi jest szansa na  stoczenie ciągnika w dół rozpadliny gdzie płynie jeden z górskich potoków. Most jest znacznie bardziej ryzykownym miejscem. Trzeba uderzyć ze sporą prędkością w balustradę  aby przełamać ją  i nie sposób bezpiecznie  wyskoczyć z szoferki. Chociaż nie tego obawiał się najbardziej. Myślał co powie policji jeśli zatrzyma go w ramach rutynowej kontroli. Nie miał prawa jazdy upoważniającego do prowadzenia  ciągnika, nie wiedział nic o rozliczaniu się z czasu spędzonego za kierownicą, nie mówiąc już o sposobie prowadzenia rozmowy o tym.  Nie wiedział też jakie jest hasło do komputera pokładowego ,do którego funkcjonariusz, swoim touchpadem ma prawo zajrzeć  aby sprawdzić wszystkie interesujące go parametry i informacje. Jeśli nie będzie wiarygodny to dalej może być już tylko gorzej i gorzej. Przez chwile rozważał pokonanie drogi pieszo niemniej obawiał się o pozostawione w ciężarówce swoje ślady. Poza tym musiałby przejść prawie 100km pieszo, długa wędrówka w niespokojnych czasach i dziesiątki potencjalnych kłopotów. Nie chciał korzystać ze stopa bo, po pierwsze prawie nikt tu nie jeździ, po drugie może zostać skojarzony z ciężarówką jak informacja zostanie podana do wiadomości publicznej, a będzie na pewno; media uwielbiają takie newsy, ten trend się nigdy nie zmieni. Również patrol potrafi wyrosnąć jak z pod ziemi ,a oni mają zwyczaj sprawdzać każdego jeśli idzie drogą krajową. Nasyp jest kilka kilometrów przed  jego miasteczkiem więc ten kawałek jakoś przejdzie pieszo.  Ryzyka nie można  wykluczyć ale ta opcja wydaje się najbardziej bezpieczna. Myśl  szybkiego powrotu  do domu była również pokrzepiająca. Poza tym była noc. W tych okolicach jeździ bardzo mało samochodów o tej porze i jest nadzieja, że nikogo nie spotka w drodze powrotnej.

Silnik mruczał  miarowo pokonując kolejne kilometry. Otis patrzył co jakiś czas na swoje ręce. Od chwili kiedy złapał  martwe ciało Szczura aby zapakować je do szoferki zaczęły się trząść jak przy ekstremalnym zimnie. Nie przypuszczałby że  martwe ciało tak podziała na  niego. Kompletnie nad tym nie panował. To nie było drżenie tylko dygotanie całych rąk. Nie mógł ich uspokoić  , co jeszcze bardziej nakręcało  spiralę niepokoju. „Przecież jak mnie zatrzymają nie będzie potrzebna żadna kontrola dokumentów! Moje własne ręce mnie załatwią” – myślał.  Dotykanie martwego ciała jest przejściem na inną stronę, jest przełamaniem jakiegoś tabu. Otis nawet nie przypuszczał jakie to będzie  trudne i  odpychające. Żeby zapakować Szczura  musiał go  przerzucić przez  ramie i po wejściu do środka ułożyć za siedzeniami na pryczy. Zaskoczyła go bezwładność ciała.  Słyszał o tym ,  spodziewał się  ale gotowy na kontakt z denatem nie był. Czuł że dotyka śmierć, dotyka nasiąknięte nią ciało, dotyka… swoje dzieło. Kiedyś czuł  podobnie i , o ironio , też w obecności Szczura. Wtedy  uciekł zostawiając go z przypadkową ofiarą, z poszarpaną szyją jakiegoś chłopaka i poszarpanym sumieniem. Historia znowu skrzyżowała ich drogi. Tym razem Szczur nie przeżył. Otis ani przez chwilę nie żałował decyzji. Myślał o Emi, tylko o Emi. Policji nie ufał za grosz, przekupna i do tego nieskuteczna. Zresztą nikomu nie ufał oprócz Emi. Tak , zabił człowieka ale nie było innego wyjścia, NIE BYŁO.

W głębi duszy Otis był anarchistą. Nie wierzył w system, tym bardziej teraz, w świecie absolutnie pozbawionym autorytetu. Każdy system dotyka patologia rozwarstwienia. Bogaci zawsze uważają się za geniuszy strategii życiowej ,a biedniejsi za ofiary niesprawiedliwości. Nie ma w tym odrobiny prawdy.  Każdy myśli głównie o sobie. Reszta to semiotyczne sztuczki   aby uniknąć poczucia winy i odpowiedzialności. Każdy maceruje swoje poglądy w swoim towarzyskim sosie utwierdzając się w przekonaniach , najczęściej błędnych.  Bieda nie zawsze idzie w parze z uczciwością  , tak jak bogactwo nie zawsze musi łączyć się z brakiem współczucia ale  to  że elita fatalnie gospodaruje dobrobytem i eksploatacją dóbr naturalnych jest niezaprzeczalnym, skandalicznym  faktem na stałe wpisanym w  historię.

Otis to czuł każdą swoją komórką. Nie interesował go instytucjonalny system wartości, ani świecki , ani religijny. Obserwował otoczenie, ludzi, samodzielnie oceniał sytuacje i podejmował decyzje. Bywał niesprawiedliwy. Bywał wspaniałomyślny.

 Kiedy w telewizji toczono batalię o karze śmierci dla morderców powiedział do Emi : Sprawę powinna rozstrzygać rodzina. Jeśli jest stuprocentowa pewność winy zabójcy i wyrok, ktoś bliski ofiary powinien zdecydować czy ma żyć. Jeśli nie , to właśnie taka osoba powinna pociągnąć za spust. Nie kat , nie obca osoba , tym bardziej biorąca   pieniądze za dźwiganie topora, nawet jeśli zrobi to z wielką chęcią.  Na tym polega cywilizowanie prawa? Jak można brać pensję za uśmiercanie drugiego człowieka ?  Jeśli masz w sobie tyle współczucia, zrozumienia dla okoliczności z których biorą się zwyrodnialcy   wtedy morderca bliskiej ci osoby  może gnić z dożywociem  w więzieniu . Ale jeśli nie ma prawa żyć , ty musisz go zabić, ty jesteś osobą której zbrodnia dotyczy. To jest właśnie ludzkie i naturalne , reszta jest prawną paplaniną aby rękawiczki „prawych” obywateli były pozornie białe, chociaż  łapy i tak są pod nimi brudne, u każdego. Zło jest częścią naszej natury, jest częścią naszych wyborów , jest  kreacją społeczną . Żyjemy  w niej  i nic tego nie zmieni. Świat zawsze dbał o pozory. Otis to szybko zrozumiał. Pozory dla władzy , pozory dla obywateli aby każdy czuł się dobrze ze sobą. My jesteśmy prawi, wy jesteście prawi , mamy piękny  świat.  Otis załapał ten społeczny mechanizm,  kiedy jako dzieciak oglądał dokument o dojściu Hitlera do władzy. Program był eklektycznym  zbiorem różnych  archiwalnych filmików z tamtego okresu. Pokazywano postawę aspirującego na przywódcę państwowego energicznego Adolfa , który już wtedy w swojej charyzmie zdradzał symptomy manii wielkości z elementami ideologicznej psychozy . Inne fragmenty zarejestrowały młodzież  palącą sklepy dewastując życie  żydowskim obywatelom. Z dnia na dzień stali się najgorszymi wrogami i robakami dla swoich sąsiadów. Przedstawiano sylwetki nazistowskiej świty, odkrywając ich kompleksy będące motorem ich morderczych pomysłów i rasowych odartych z moralności  propozycji sypiania najczystszej aryjskiej linii mężczyzn z wytypowanymi do rozrodu kobietami, nie martwiąc się jak to wpłynie na morale człowieka, na jego kondycję duchową,  sumienie. A wszystko przeplatane sielską atmosferą kurortów nadmorskich, radosnych  obywateli niemieckich , wieców , całkowitego przyzwolenia społecznego na tyjącego swoją obłudną deprawacją faszystowskiego potwora , którego nawet dostojnicy duchowni odpowiedzialni w szczególny sposób za ocenę nieetycznych działań przyjmowali z honorami  załatwiając z nim jakieś  wygodne przyszłe korzyści.

Dlaczego tak jest ? Bo ludzie myślą byle jak i szybko. Potem cały naród jest historycznie chłostany przez kolejne dziesięciolecia przez inne państwa, które różni tylko szczęście, że Hitler nie urodził się właśnie u nich. Tłum do porwania jakąś ideologią jest wszędzie, w każdym państwie, a Otis nie chciał należeć do żadnego tłumu.

Pewnie również z tego  powodu nie mieli z Emi dzieci. Chciałby mieć i  Emi też bardzo chce  ale  dziecko zmienia wszystko. Z jednej strony ciebie humanizuje, „doczłowiecza”, powoduje że miłość jest kompletna  z drugiej wciąga w tą brudna tkankę społeczną, w której chcąc nie chcąc musisz wtedy uczestniczyć.  Szkoła, wychowywanie małego człowieka, tłumaczenia jemu zawiłości dobra i zła, gdzie nic nie jest takie jakie się wydaje przerażało Otisa najbardziej. I oczywiście starach o kogoś kogo kochasz, strach o kogoś  jest lejtmotywem rozmyślań o dziecku u niego. Kiedy wyobrażał sobie hipotetyczne sytuacje  krzywdy na nim przerażały go okrucieństwa jakich byłby się w stanie dopuścić na sprawcy.  

W jakiś pokraczny sposób , obecna sytuacja na świecie jest bardziej uczciwa. Wszystko widać jak na dłoni, trudno cokolwiek ukryć. Panuje apokaliptyczny nastrój . Ludzie zostali pozostawieni sami sobie, porzuceni . Wymęczeni PePe, bez emocji  zaczęli mówić o władzy , o bajkowej nagości króla. Liczy się tylko twoja umiejętność przeżycia, determinacja , którą rządzi  bezlitosny rachunek walki o przetrwanie.

Ale  Otis nigdy niczego nie żałował , lubił życie, nawet w takim świecie pozbawionym głębszego sensu. Dostrzegał ukryte piękno doświadczania OBECNOŚCI  w kosmosie, smakowania fenomenu istnienia w nim każdym zmysłem dostępnym człowiekowi.  Zapamiętał dobrze rozmowę o nitkach. Siedzieli na tarasie, Emi chciała przyszyć guzik do swoich spodni i poprosiła go o nawleczenie nitki na igłę. Otis zmrużył jedno oko i zaczął walkę, na śmierć i życie z małym otworem w skrawku metalu. Emi patrzyła na to z rozbawieniem. Po chwili rzuciła od niechcenia

- Jesteśmy nitkami.

- Ke? – spytał udając Manuela z „Hotelu Zacisze”, bohatera starego brytyjskiego sitcomu.

- Jestem nitką rozciągniętą w „bezczasie”, cieniutką, duchową nicią w uniwersum, która na okres pobytu na Ziemi splątała się na kształt mojej cielesności nadając jej wrażenie przemijalności… Chociaż tak naprawdę, przy końcu , na starość,  po prostu rozplątam się….tylko po to aby znowu  zaplątać gdzie indziej, być może inaczej ...

- Ładnie powiedziane – skitował i po chwili dodał- Ja będę guzikiem przyszytym do ciebie.

Nie miał w sobie nic z wiecznego analityka otoczenia  bo dysponował wyostrzoną intuicją , trafnie przeczuwał. Z czasem zawierzył intuicji całkowicie. Jeśli jego wewnętrzny głos coś wyrokował to nie było siły która mogła cokolwiek zmienić. Nawet on sam czasami łudził się że coś źle osądził , że się myli, że chce się mylić ale najczęściej głos ma rację.

Postanowił zapakować Szczura do szoferki planując   „nieszczęśliwe”  zjechanie z nasypu i podpalenie jej w celu zatarcia śladów gdy dojdzie do powypadkowego śledztwa. Korzystając z osłoniętego drzewami miejsca, gdzie sam miał wyzionąć ducha, poszukał karnistra i ściągnął przez wąż sporo paliwa, którym chciał polać całe wnętrze . Mózg bywa makabrycznie zabawny. Kiedy Otis wyjechał wreszcie na szosę „usłyszał”  kwestię z jakiegoś bardzo starego filmu   : „Życie jest jak pudełko czekoladek , nigdy nie wiesz co ci się przytrafi „.

W kabinie znalazł swój telefon. Od razu zadzwonił kilka razy  do Emi ale nie odbierała  co  go bardzo  zmartwiło. Nie był pewny co miałby jej powiedzieć. Nie był pewien czy w ogóle by się odezwał ale chciał usłyszeć jej głos, potrzebował poczuć że już jest , że za chwilę się zobaczą, że już nie musi się o nią  martwić.  

 Zabrał też telefon Szczura, który dzwonił w jego kieszeni już dwa razy. Ostatnie kontakty są do kogoś kto jest zamieszany w niedoszłą egzekucję. Z ostatniej rozmowy Szczura wynikało jakoby oprócz niego i ochroniarza nikt więcej o całej akcji nie wiedział.   Otis czuł że to nie koniec jego problemów ale starał się o tym nie myśleć. Nie teraz.

Jechał ciężarówką i odnosił wrażenie jakby  spadał, leciał w dół. Co prawda znikąd nie wyskoczył , przynajmniej nie z własnej woli, nie z własnej głupoty, po prostu  spada nocą, drogą, gdzieś przed siebie. Dopóki spada jest bezpieczny, dopóki o nic nie uderza jest cały. Wszystko dzieje się  szybko ale…. żyje. Ostatnie tygodnie  macerują w jego głowie absurd od którego czuje się irracjonalnie pijany.  Zamknięty w poruszającej się ciężarówce, wypełnionej workami z ludzkim mięsem na konserwy jedzie przed siebie jak bohater jakiejś książki, ofiara  psychopatycznej wyobraźni  autora, jedzie z  mętnie nabazgraną przyszłością. Za nim leży trup. Zabił faceta , po czym ułożył go za siedzeniem i zmierza ku przepaści gdzie  pozbędzie się czegoś co nie miałby szans wyjaśnić gdyby został zatrzymany. Bo niby co miałby powiedzieć ? Co miałby powiedzieć policjantowi ?

Włączył radio. Szukał jakiegoś zamocowania w rzeczywistości, szukał czegoś z przeszłości, szukał ukojenia. Kręcił przez moment gałką wyszukiwania częstotliwości i zatrzymał   słysząc charakterystyczną minimalistyczną gitarę Cat Pawer. Zrobił głośniej. W kabinie poczuł dziwne upiorne ciepło. Kiedy pojawiło się leniwe zawodzenie wokalistki starał się śpiewać z nią :

Losing the star without a sky
Losing the reasons why…

Śpiewał  cicho pod nosem ale szybko dopadło go  potężne  przygnębienie. Musiał   zjechać z drogi i zatrzymać kolosa   aby uspokoić  nagły atak paniki .

W kilku miejscach szoferki znajdowały się kiczowate  diodowe lampki , które pewnie Szczur zamontował  z myślą o kobietach zapraszanych na szybki seks.  Otis delikatnie nimi oświetlony  oraz światłem tablicy rozdzielczej, wyglądał jakby  wiózł wielką choinkę. Tylko ją zrzuci , postawi z mieszkańcami jakiegoś miłego małego miasteczka i wraca na rodzinną kolację bożonarodzeniową. Przy słowach :


Metal heart you're not hiding
Metal heart you're not worth a thing

zaczął kręcić gałka szukając jakiejś audycji. Zatrzymał na rozmowie z człowiekiem którego oglądał w ITV. Jego charakterystyczny polifoniczny tembr głosu , w głośnikach radia był jeszcze bardziej  tajemniczy i odległy. Zyskał na popularności  skoro wszędzie można na niego trafić.  Otis właśnie sobie  uświadomił że w ostatnich tygodniach ocierał się o niego w każdym niemal medium. Był na tyle dyskretny w swoich wystąpieniach aby nie robić wrażenia jakiejś publicznej sensacji ale wyjątkowo skutecznie docierał wszędzie skąd ludzie mogą otrzymać informację, ciekawe –pomyślał Otis. Wcześniej słuchał jego bez szczególnego zainteresowania, ot kolejne fantastyczne czary mary. Pamięta jakieś wzajemnie przenikające się wymiary,  których  człowiek doświadcza  w jakiś somnambuliczny ,  podświadomy sposób.

W studio  panował pogodny nastrój rozmowy. Prowadzący ironizował  , utrzymując sympatię dla gościa ale nie chciał przesadzić  z powagą przekazu w jego audycji.

-  Mam nadzieję że zdajesz sobie sprawę  jakie wrażenie mogą robić na ludziach twoje teorie? Dla tych którzy dopiero teraz zaczęli nas słuchać informuję … Lecimy z naszym gościem przez różne  wymiary szukając odpowiedzi na temat dzwoniących telefonów

- pozornie różne – poprawił prowadzącego gość

-Lecimy przez pozorne wymiary i..

-Pozornie różne – wszedł znowu w słowo

- No dobra , przez pozornie RÓŻNE-podkreślił-  wymiary,  nadając z  niepozornego studia , które mam nadzieję że jest słyszalne w każdym z nich. Jest słyszalne w każdym z nich, z każdym z tych wymiarów?

-Jak patrzysz w niebo co widzisz?

-A jaki to ma związek z telefonami?

- Jak patrzysz w niebo co widzisz? – powtórzył pytanie

- Jak jestem głodny to np w księżycu  pizze widzę?- odparł  od niechcenia prowadzący

- Nauka mówi na to co widzisz „przypadek”.  Mniejsza o  fizyczno matematyczny opis kosmosu , który jest oczywiście  istotą w takiej czy innej skali wiedzy.  Oni mówią „przypadek” . Co ty na to?

-- Jak z tobą tu siedzę to już sam nie wiem co mam myśleć- żartował dalej prowadzący

- Myślisz  że  jak zateizowany  naukowiec powie  „przypadek” to już koniec ? Musi to być przypadek i już ?

-  Pewnie coś tam  kombinują,  cwaniaki-  wygłupiał się konfidencjonalnym głosem prowadzący

- Dlaczego przyjmujemy  taki ostateczny osąd ? Bum! Kosmos. Bum!Planety. Bum! Ziemia.Bum! Genialne życie na niej. Bum! Przypadek…To jedyna myśl ?

-Boję się odpowiedzieć na to pytanie. Same głupoty przychodzą mi do głowy.

-Dlatego jesteś bezradny wobec ich wiedzy  a siła autorytetu nakazuje ci   zaakceptować ich wyrok, ich pogląd, ich brak nadziei…

- Wiesz…mnie się wydaje że niewiele osób to w ogóle obchodzi- powiedział prowadzący już nieco poważniej  rozumiejąc że wychodzi na nierozgarniętego  - Najpierw się rodzimy , mama z tatą mówi nam co jest grane, czego nie dotykać żeby się nie oparzyć. Potem idziesz do szkoły gdzie mówią ci „co masz myśleć”, „jak masz myśleć”  żeby nie być śmieszny i już,  jesteś za-pro-gra-mo-wa-ny, przygotowany do płacenia podatków. Zanim nauczysz się samodzielnie myśleć już jesteś za-pro-gramowany….. Potem szukasz pracy.  Wieczorem chcesz odsapnąć, odprężyć się wypić piwo albo pójść do opery. Jeden ma dziurawe jeansy na dupie i siedzi przed ITV, drugi słucha radia teraz w samochodzie a inny kosztuje kultury wyższej w smokingu łudząc się że jego krew ma inną konsystencję. Na końcu przychodzi postać z kosą i tnie równo. Zostają tylko dziurawe jeansy i smoking.

- Dla kolejnych pokoleń.

-Taaa, zmiana warty. Wszyscy przychodzimy i odchodzimy popilnować trochę „tajemnicy” o której ty też próbujesz mówić. Ale tylko próbujesz, rzecz w tym że możemy jej co najwyżej popilnować, postać  sobie . Nikt jej nie pozna, nie dotknie. Tak myślę i wciąż  nie wiem co to ma wspólnego z tymi dzwoniącymi od kilku tygodni  tajemniczymi telefonami

- Fakt że między cząstkami elementarnymi nauka znajduje głównie pustkę nie dowodzi niczego więcej oprócz tego że jeszcze niczego więcej nie znaleźli. Czym innym jest rewolucja krzemowa i laboratorium  CERN , a czym innym są wykraczające poza obecną wiedze pytania i próba odpowiedzi na nie. To tyle jeśli idzie o zamknięcie nas w ich ateistycznej celi. I żeby było jasne. O religijnym bogu   również teraz nie mówię chociaż może takie odniosłeś wrażenie.

- Ale co to ma wspólnego z telefonami?! Po co to wszystko mówisz? 

- Nie  ma jednego świata. Jeden świat  nie mógłby istnieć. Musi istnieć cała masa światów wzajemnie się napędzających. Tak jak Ziemia nie może wisieć w nicości. Coś musi ja otaczać, coś co zamocuje ją w przestrzeni.  Do tego jest potrzebny otaczający ziemię cały mechanizm  kosmosu, w którym większość z nas widzi tylko chaos i duuuuużo , dużo miejsca.  I tu wracamy do matematyki i fizyki , która gdyby potrafiła przetworzyć w cyfrach cała wiedzę płynącą z kosmosu okazało by się że to co wybucha, ginie, zmienia się , uderza , płonie nie jest tylko pustym, przypadkowym zjawiskiem , tylko potrzebnym paliwem  dla funkcjonowania całości. Ta całość jak widzimy przez teleskopy jest rzeczywiście bardzo duża ale…duża dla nas. Bo co to znaczy duża?

- A co to znaczy napędzające się światy? Mam nadzieję że to zmierza do telefonów bo  czuje się ignorowany z moim pytaniem o nie.

-Powinieneś w sumie zapytać napędzające się wszechświaty bo w zasadzie o tym mówię. Jest ich sporo , niemal takich samych, gdzie żyją tacy jak ty .

Wyobraź sobie że nie jesteś sam ,  takich jak ty jest więcej. Każdy w swoim wymiarze, każdy  z was jest na swój sposób jedyny w swoim rodzaju , ale każdy z was wpływa na siebie przez  szczególny typ więzi. Zobacz co się  dzieje kiedy masz problem i jesteś zamyślony. Obserwujesz swoje emocje i myśli jak chmury na niebie. Możesz  być  obiektywny ale – jeśli zechcesz i tak zdecydujesz!  Możesz być lojalny komuś, co nie znaczy że obiektywny, ale – jeśli zechcesz i tak zdecydujesz! Możesz się wycofać z decydowania i to też jest jakaś decyzja. Psychologia mówi Superego, religia nazywa to  sumieniem , a ja ci mówię że jesteśmy jak anteny odbierające swoje byty z innych wymiarów gdzie toczą się  lub toczyły podobne wydarzenia. Dzisiaj podejmiesz taką decyzję ale nie wiadomo czy jutro podjąłbyś podobną. Niby o tym decyduje nastrój danego dnia ale czy tylko?

- Każdy z tych światów ma taką samą historię?

- Mniej więcej

- Jak mniej więcej ?

-  Pojawiają się różnice miedzy światami w dążeniach, rozwoju , kierunku ale tak czy owak wszystko wzmacnia ogólny trend. Jak giniesz w jednym wymiarze , drugim, trzecim, najprawdopodobniej zginiesz w kolejnych.

- Próbuję wyłapać wnioski , jakiś  sens w tym co mówisz...

-  A te telefony mają jakiś sens? Ewidentny brak logiki ,tej podstawowej związanej z rozumieniem czasu , przestrzeni i w tym osadzonego człowieka, konkretnego, pojedynczego człowieka. Te kopie ludzi dzwoniący do siebie maja sens? . Do ciebie nikt nie dzwonił ale do wielu tak. A teoria względności ma sens? Że raz coś waży tonę a przy innej prędkości siedem ton? Że raz czas płynie tak a raz siak? Na pierwszy rzut oka nie ma sensu ale fakty mówią co innego. I co z tym zrobisz?

- Na razie ciebie słucham, zastanawiam się …

- Bardzo dobrze, bardzo mądrze, zastanawiaj się, myśl. Ja też będę myślał bo wielu rzeczy jeszcze nie wiem ale  „Nie wiem” to  nie to samo co NIC.  „Nie wiem „  nie jest takie  straszne jak zwykło się traktować to stwierdzenie . „Nie wiem” jak dla mnie ma wbrew pozorom duży potencjał , o wiele większy niż  w naukowym  NIC!  albo w religijnym bogu z parszywą historią pełną cierpienia, tortur , absurdalnych śmierci itd…  „Nie wiem” jest  pełne nadzie